blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-01-27

trzy odsłony taro

Dla Tajfuniątka się wyjątkowo łatwo gotuje. Gdy nie mam pomysłu, wystarczy jajko na twardo, trochę ryżu i dowolne warzywo - surowe, ugotowane albo ugotowane na parze, pokrojone tak, żeby małe łapki dawały sobie radę z samodzielnym wpychaniem strawy do dzioba. Niestety, poza Tajfuniątkiem muszę karmić dużo bardziej wybrednego ZB. Który gardzi warzywami ugotowanymi tak po prostu. No chyba, że dostanie do nich dip.
I właśnie dlatego dnia owego na naszym stole pojawiło się ugotowane bez dodatków taro z trzema talerzykami z maczajkami. Do wyboru, do koloru:
Składniki:
  • bulwa taro
  • sól
  • sproszkowany pieprz syczuański
  • płatki chilli
  • cukier
Wykonanie:
  1. Taro ugotować. W zależności od wielkości zajmie od dwudziestu minut do pół godziny. Trzeba pilnować, by taro nie rozgotować - widelec ma się wbić bez trudu, ale taro nie może się rozpadać, bo wtedy nici z ładnych plastrów.
  2. Bulwę odcedzić i pokroić w niezbyt cienkie plastry. Poukładać na talerzu.
  3. Podawać z dipami: osobno cukier, płatki chilli/papryka w proszku oraz sól wymieszana z pieprzem, najlepiej uprażone na suchej patelni.
Na naszym stole początkowo znalazły się tylko te pikantno-słone dipy. Jednak, ku mojemu zdumieniu, ZB odmówił spożycia taro na ostro i powiedział, że ugotowane taro jada się przecież na słodko i że on chce cukru. To dostał, łakomczuch jeden...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.