blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-12-21

cukierki 小糖食品

Wczoraj szwagierka przyniosła cukierki dzyń dzyń. Skleiłam sobie mordę dokumentnie; ku mojemu najwyższemu zaskoczeniu siostrzeniec nie polubił tej pysznostki. Że niby "za mało słodkie". Oczywiście, nie tak słodkie jak cola albo słodycze z tutejszych piekarni, ale właśnie dokładnie "w sam raz". Ech, ta dzisiejsza młodzież...
Cukierki zostały więc u nas i pociamkując je sobie w zachwyceniu, tłumaczę kolejny artykuł mojego cudownego kunmińczyka, Zhao Zhengwana.

Niezapomniane cukierki

Często wspominam te cukierki, które najczęściej jadaliśmy w przeszłości, kiedy byliśmy jeszcze dzieciakami.
Jedne były zrobione ze słodu jęczmiennego albo kukurydzianego. Białe, miękkie, nazywano je wówczas cukierkami dzyń dzyń. Był w Kunmingu popularny wierszyk dla dzieci: "cukierki dzyń dzyń, im więcej ich jesz, tym bardziej tęsknisz za mamą*". Domokrążcy sprzedający cukierki dzyń dzyń nosili na ramionach wielkie bambusowe kosze, a w dłoniach małe maczety i młoteczki; uderzając jednymi o drugie dzwonili wzdłuż ulic charakterystyczne "dingding dong" - to właśnie od tego dzwonienia ludzie nazwali cukierki dzyń dzyń. Każdego dnia na starych uliczkach i pod podstawówkami słychać było ten dźwięk - i od razu było wiadomo, że przyszedł sprzedawca cukierków dzyń dzyń. Otoczony przez dzieciaki sprzedawca, otrzymawszy jeden czy dwa feny**, uderzał młoteczkiem w maczetę, pełniącą rolę dłuta, odkrawał kawałek miękkiego, białego cukierka, który trafiwszy do ust zaklejał szczelnie zęby. Czasem nie jadło się od razu, a najpierw międliło w dłoni, bawiło tym cukierkiem przez chwilę, a dopiero później zjadało***. Czasami zaś kupowało się kawałek, a po powrocie do domu zatykało go na pałeczce i opiekało nad ogniem, aż powierzchnia pokryła się bąbelkami i zrobiła chrupiąca. Starzy ludzie powiadają, że jedząc takie opieczone cukierki dzyń dzyń można wyleczyć kaszel.
Inny rodzaj to cukierki kręcone (绞绞糖). Zrobione z płynnego, gęstego cukru, za jednego fena można było kupić jedną kulkę, wsadzoną na dwa patyczki bambusowe. Trzeba było jednocześnie jeść i nawijać [na pałeczki]; im dłużej to trwało, tym bielszy się robił cukierek. Jedzenie kręconych cukierków było szalenie pasjonujące, bo można było nie tylko jeść, ale i się przy okazji bawić, jednocześnie się ucząc - bardzo to się różni od jedzenia dzisiejszych lizaków.
Były jeszcze jedne cukierki, zbliżone bardziej do ciastek, nazywały się cukrowe ludziki 糖人人, zrobione z cukru i mąki ryżowej. Mogły mieć kształt zwierząt, ale więcej było historycznych postaci, jak Guan Yu, Zhang Fei itp, a także arhatów i innych. Największe mogły być wysokie nawet na stopę, najmniejsze były wielkości palca. Były sprzedawane na loterii. Kręciło się kołem (za każde zakręcenie dwa feny) i dostawało się to, na co wypadło, przy czym oczywiście rzadziej wypadały duże figurki; jednak w najgorszym wypadku i tak dostawało się mały kawałek. Ta forma sprzedaży przyciągała rzesze dzieciaków, zlatujących do straganu jak rój pszczół. Jeśli się udało wylosować trochę większy cukierek, żal było zjadać od razu, więc się obnosiło w chwale cukierek przed innymi, pławiąc się w satysfakcji.
Z powyższych trzech rodzajów cukierków, kręcone i ludziki już zanikły, za to dzyń dzyń można jeszcze spotkać na ulicach, tyle, że sposób sprzedaży się zmienił, bo są sprzedawane na wagę i nie słychać już miłego dla ucha dzwonienia "dingding dong"; razem z dźwiękiem znikła spora ilość uroku, pod jakim były dzieci. Oczywiście, trudno porównywać dawne czasy z obecnymi, wówczas pożywienie dziecięce było bardzo monotonne, ciężko to porównać z dzisiejszym bogactwem.
A jednak dla mnie to właśnie te cukierki są niezapomniane.
[Zhao Zhengwan Kunmińskie wspomnienia 昆明憶舊, 趙正萬]

Szwagierka pochyla się nade mną: "ależ on kompletnie pomylił tę piosenkę, to szło zupełnie inaczej!". I przywołuje z zakamarków pamięci oryginał:
丁丁糖丁丁糖
cukierki dzyń dzyń, cukierki dzyń dzyń
吃了不想娘,
jak zjesz, zapomnisz o mamie
想起娘来哭三场。
a jak sobie przypomnisz, trzy razy zapłaczesz.

I tłumaczy, że dawniej, jak małe dzieci płakały za mamą, dawało im się kawałek cukierka dzyń dzyń. Był słodki i kleił mordę, więc dziecko zapominało, że przecież miało płakać; jednak metoda była tyleż skuteczna, co jej skutki krótkotrwałe - tuż po zjedzeniu dziecko zazwyczaj przypominało sobie, że przecież miało płakać i darło się, ile sił w płucach...

*w oryginale wierszyk jest rymowany; niestety polskie dzyń dzyń ciężko zrymować z mamą...
**fen - chiński odpowiednik grosza, dziś w zasadzie niespotykany.
***przypomniałam sobie małe, brudne łapki chińskich dzieci. Bue....

2 komentarze:

  1. Tobie ui Twoim bliskim zycze pieknych Swiat i udanego zdrowego Nowego Roku. Niech Ci nie zabraknie pomyslow do Bloga i niech zawsze wasza milosc trwa
    Goraca wielbicielka
    Kiara

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.