2025-09-27

kiszony rzepak

Podczas wycieczki do Lincangu staraliśmy się trzy razy dziennie próbować nowych potraw. Istnieje jednak dodatek, który stał się szybko moim numerem jeden i nie mogłam się wprost bez niego obyć. Jest to kiszony rzepak, specjalność regionu, obecny na każdym targu w dziesiątkach odsłon i niemal niezbędny w okolicznych restauracjach:
Dostępny w wielu wariantach smakowych: słony, kwaśny, kwaśno-ostry, zawsze pyszny. Mało tego: gdy już wróciłam do domu i zaczęłam szukać informacji o tym cudzie, okazało się, że rzepakowe kiszonki robi się w wielu regionach Yunnanu, a poszczególne wersje potrafią się bardzo różnić. Ten lincański przywiozłam oczywiście do domu, choć jestem jedyną jego fanką w naszej rodzinie. Jeśli macie dostęp do pól rzepakowych, gdy tylko zakwitną kwiaty, możecie nazrywać i ukisić - zapewniam, że smak jest absolutnie obłędny. 
W tradycjach południowo-zachodniego Yunnanu często robi się go tak: po zerwaniu kwiaty trzeba wymoczyć i wypłukać porządnie z insektów, a potem rozłożyć na bambusowym płaskim talerzu boji do wyschnięcia. Następnie warstwami układać w tanzi bądź dowolnym innym naczyniu do kiszenia: warstwa kwiatów, warstwa soli, warstwa kwiatów, warstwa soli. Na końcu ubijamy mocno całość, a na wierzch wylewamy tzw. zupę ryżową 米汤水. Co to jest? Bierze się garstkę kleistego ryżu i gotuje w sporej ilości wody. Po wystudzeniu mamy rzadki kleik, jednak nam będzie potrzebna tylko "zupa" z wierzchu. Trzeba nią zalać przygotowaną wstępnie kiszonkę tak, by ją całkowicie przykryć. Następnie można zakryć czystą ściereczką i czekać tydzień-dwa na ukiszenie. Yunnańczycy zazwyczaj nie jedzą tej kiszonki wprost (choć można! Jest pyszna!), tylko robią pikantną sałatkę: dodają trochę chilli w oleju albo płatków chilli, soli, pieprzu syczuańskiego, sosu sojowego, zielonej kolendry i co tam jeszcze lubią i porządnie mieszają. Ach, ten smak! 
Poniżej filmik, który prezentuje nieco odmienną wersję kiszonki, tym razem w wykonaniu grupy etnicznej Lahu. Tu najpierw trzeba kwiaty rzepaku osuszyć, potem mocno przepłukać, a gdy trochę odciekną, można je już wymieszać z solą, pieprzem syczuańskim, płatkami chilli i przestudzoną zupą ryżową. Po wymieszaniu pakujemy do tanzi, który uszczelniamy tak, by nie było dostępu powietrza i po dwóch tygodniach można się już cieszyć wspaniałym smakiem.
 
Moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować rzepak ukisić tak, jak w Polsce kisimy kapustę - czyli bez dodatków typu zupa ryżowa. Na pewno też będzie pyszny!

2025-09-25

Góra Flagowa (Qishan) w Lincangu 旗山森林公园

Oczywiście, gdy tylko znaleźliśmy się w Lincangu, od razu poszukałam góry dla Tajfuniątka i dla mnie, żebyśmy mogły połazić gdzieś wśród zieleni. Wiązałam duże nadzieje z Qishan, bo... nic na niej nie było. Na mapce poza górą i lasem nie widniały żadne sklepy, knajpy, zero cywilizacji. Miałam więc nadzieję na prawdziwie leśno-górski spacer, zwłaszcza, że tiktokowi celebryci pokazywali, jak pięknie tam jest, że warto, że główne miejsce, w którym miejscowi chodzą po górach i że cudne widoki - panorama Lincangu, och och! 
 Teren faktycznie jest wystarczająco duży, żeby sobie połazić - ponad 20 km2. Wysokości od 1500 do 2146 metrów. Pokryty szczelnie lasem, albo raczej: lasami, bo poza pierwotnym lasem, którego resztki podobno jeszcze gdzieś się tu kryją, tereny dawniej zdewastowane działalnością ludzką zostały ponownie zalesione, głównie iglakami, co bardziej wytrzymałymi krzaczorami i bambusami. Wierzę, że to faktycznie główne miejsce, w którym miejscowi chodzą po górach, bo dość trudno było znaleźć wejście na teren tego lasu - tylko lokalsi, i to z tych mocno usportowionych, potrafili nas pokierować. Pytani, jak dużo czasu zajmie nam wspinaczka, odpowiadali - a, może z godzinę? 
Od razu się okazało, że jednak jest cywilizacja, czyli - betonowe schody. Na całej długości trasy.
Ponieważ miała być godzina na szczyt i drugie tyle z powrotem, zostawiłyśmy ZB, który nienawidzi łażenia po schodach na górę tylko po to, żeby za chwilę wracać. 
No, na prawie całej. Było kilka kawałków tego typu chodników.
Czy Wy też macie lęk wysokości?...
No raczej nie godzinę. Wiemy, bo kiedy po godzinie zaczęłyśmy pytać schodzących czy daleko jeszcze, patrzyli z wyraźnym politowaniem i odpowiadali: jesteście w jednej trzeciej drogi...
Z powodu kompletnej dezinformacji nie udało nam się zdobyć szczytu po prostu dlatego, że za późno ruszyłyśmy. Muszę jednak powiedzieć, że w ogóle nie żałujemy. Nigdy jeszcze nie szłam tak nudnym górskim szlakiem. Niby wszędzie w Chinach tylko schody i schody, ale takich całkiem bez zakrętów jeszcze nigdy w życiu nie widziałam...
Może kiedyś jeszcze się tam wybierzemy po to, żeby ten szczyt zdobyć; dla Was jednak mam po prostu trochę fajnych zdjęć panoramicznych widoczków Lincangu - i już nie musicie w tym celu włazić po tysiącach stopni! 

2025-09-23

Park miejski w Lincangu 临沧市西门公园

Park Zachodniej Bramy to jedyny lincański park miejski. Został stworzony całkiem niedawno, bo w 1990 roku. Ten niewielki (niecałe 4 hektary) spłachetek zieleni w centrum miasta został pomyślany jako dość w Chinach typowe połączenie parku, wesołego miasteczka, zoo (jedynego w Lincangu, ale raczej się tam nie wybierajcie), części sportowej i części bonsai, wraz z niezbędnymi herbaciarniami i innymi miejscami komercyjnymi, a nawet z niewielkim zalewem.
Nie byliśmy rozczarowani... ponieważ trafiliśmy tam przypadkiem, tylko po drodze w góry. Gdyby ten park miał być celem jakiejkolwiek wycieczki - nie polecamy. Ale po drodze, na chwilę wytchnienia i zabawy dla dziecka (jak widać na załączonym obrazku: i małego, i dużego) - od biedy ujdzie.