2013-11-04

jadalnia

...u wylotu parkingu podziemnego.

2013-11-03

昆明泡梨 kunmińskie gruszki w zalewie

Mało mam w głowie wspomnień tak przyjemnych, jak wspomnienie babcinych dłoni, przygotowujących gruszki do zalewy octowej. Pamiętam ostry smak goździków i to, jak słodko-kwaśne gruszki lądowały na zimowych talerzach. Wiedziona tęsknotą za Polską i jesienno-deszczową nudą, postanowiłam przyrządzić polskie gruszki. Ułatwieniem był fakt, że Kunming jest gruszkami bogaty. Sama pożarłam znakomitą większość, ale poczęstowałam też świekrów. Nie sądziłam, że im będą smakować - preferują chińskie smaki. Ku mojemu zdumieniu spałaszowali przysmak w rekordowym tempie, a na koniec świekra pochwaliła - są smaczniejsze nawet niż nasze, kunmińskie, gruszki w zalewie!
Jakie gruszki w zalewie? Przecież Kunmińczycy nie robią gruszek... przecież chińska tradycja kulinarna... przecież...
Ostatni bastion matriarchatu - lud Mosuo, o którym już wspominałam - w przeciwieństwie do całego świata chińskiego nic nie kisił. Nic z wyjątkiem gruszek. Ba, w dodatku nie były to jakie bądź gruszki - używano tylko gruszek piłkowanych (pyrus serrulata) czyli 麻梨. Wsadzone wraz ze skórką do kamionkowego gara, zalane solanką z wódką i dodatkiem imbiru, czosnku i pieprzu syczuańskiego, po miesiącu wychodziły pachnące, kwaśno-słodko-pikantne. Oczywiście, można je zalać na dłużej, ale komu niby chciałoby się na te pyszności czekać?
Z czasem gruszki piłkowane z zalewy podbiły cały Yunnan, w poszczególnych miejscach nabierając nowych smaków. Najsławniejsze są te z Gejiu i z Kunmingu, a w samym Kunmingu najbardziej lubiane są te zalewane wodą słodzoną lukrecją chińską.
Dawniej takie przysmaki jadało się tylko od wielkiego dzwonu. Z czasem przestały być zbytkiem; dzisiejsi Kunmińczycy w średnim wieku wspominają, że za dziecięctwa w lecie, po dniu brykania, gasili pragnienie właśnie słodko-słonymi gruszkami. Najsłynniejsze były gruszki z ulicy Guanghua. Sama ulica nadal istnieje, ale zakład, w którym przygotowywano wyśmienite gruszki, zniszczono już dawno.
Spróbowałam. Smak mnie zaskoczył, chociaż znałam skład zalewy. Słono-pikantne gruszki? Nie, to nie dla mnie...
Ale zachęciło mnie to do eksperymentowania przy robieniu przetworów. Chętniej dorzucam chińskie zioła i przyprawy nawet do potraw, które wcale tego nie wymagają.
A świekra przychodzi na gruszki do mnie. Na POLSKIE gruszki.

2013-11-02

Ślicznotka

Wczoraj spotkałam się ze Ślicznotką. Z okazji spotkania przypomniałam sobie naszą rozmowę jeszcze z sierpnia.
Dziewczę przy kości, solidne, konkretne. Rozminięte z powołaniem. Poszła na anglistykę, pierwsza w rodzinie osoba z wyższym wykształceniem. Skończyła tę anglistykę nie potrafiąc sklecić po angielsku nawet paru zdań. Ot, specyfika studiów w Chinach. Moim zdaniem lepiej by na tym wyszła idąc w ślady rodziców, rewelacyjnych ogrodników. Ogrodnictwo to solidny fach; w Yunnanie, ze względu na klimat, przynoszący zyski jak rok długi. W chwili obecnej rodzice-ogrodnicy zarabiają lepiej niż córka-wykształcona-nauczycielka-angielskiego.
W każde wakacje, gdy pracy nie ma, wraca do rodzinnej wioski pomagać rodzicom w uprawie. Myślałam jednak, że w tym roku coś się zmieni: Ślicznotka (to dokładne tłumaczenie imienia) znalazła sobie faceta, takiego na poważnie. Skończyła studia, wynajęła w Kunmingu mieszkanie i chyba za jakiś czas tu osiądą na stałe. Facet ciężko pracuje, widywali się tylko wieczorami, a teraz ona jest u rodziców, 100 kilometrów od Kunmingu... No właśnie. Pytam Ślicznotkę, co teraz. Jej wioska jest daleko od Kunmingu, nie wraca przecież na wieczór spotkać się z ukochanym.
[Ja]: To co, tęsknisz dniami i nocami, co? (są razem tak krótko, że powinno trwać pełne szaleństwo, obustronnie)
[Ślicznotka]: No, tęsknię trochę.
[J]: Trochę?! Ty podła bestio bez serca! (podśmiewam się w duchu, bo wiem, że Chinki nie grzeszą romantyzmem, a beznadziejną tęsknotę za kimś, kogo nie ma pod ręką uważają za zbędną i zbyt ckliwą)
[Ś]: No dobrze, bardzo tęsknię, ale przecież muszę tę tęsknotę ukryć przed rodzicami na dnie serca.
[J]: Dlaczego? Przecież Twoi rodzice wiedzą, że masz chłopaka, to chyba oczywiste, że za nim tęsknisz, prawda?
[Ś]: Wiedzą, ale byłoby im przykro, gdybym tak jawnie tęskniła za nim. Nie rozumiesz? Wychowali mnie od małego, a ja im teraz towarzyszę i zamiast się cieszyć tym, że ich mam, tęsknię tylko za tym moim facetem. No więc ukrywam tę tęsknotę i udaję, że jestem przy rodzicach bardzo szczęśliwa, choć każda cząstka mojej duszy rwie się do Kunmingu. Wiem, że rodzice lubią, kiedy tu jestem, więc przyjechałam. Nie muszą wiedzieć, że jest tu tylko moje ciało, a dusza i serce tęskni do mojego miłego...
[J] (zaskoczona cokolwiek głębią uczuć oschłej zazwyczaj Ślicznotki): to znaczy, że go kochasz?
[Ś] (myśli, myśli...): no... nadaje się na męża. Nie pali, niewiele pije, zresztą - każdy mężczyzna musi się zrelaksować po pracy. W sumie fajny jest.
Ciekawa jestem, czy dla niego ona też "nadaje się" i "w sumie fajna jest", czy może on dla odmiany coś czuje...