Byliśmy w Mojiangu zaledwie parę dni; mieliśmy jednak możliwość zanurzenia się w jego małomiasteczkowej, mocno yunnańskiej atmosferze. Spotkaliśmy kilka ciekawych osób, ujrzeliśmy trochę ciekawych miejsc i rzeczy.
 |
| Trafiliśmy na jeden sklep z ręcznie robionymi hanijskimi strojami. Matko, jak one mi się podobają! Są absolutnie obłędne. Już-już miałam kupić dla siebie jeden komplet, gdy cena rzędu kilku tysięcy yuanów osadziła mnie na miejscu. Oczywiście nie jest to cena wygórowana, jeśli weźmie się pod uwagę stopień skomplikowania tych strojów i fakt, że są zdobione ręcznie. Jednak jest to cena za wysoka dla kogoś, kto będzie taki strój nosił może raz czy dwa razy w roku... Ograniczyliśmy zakupy do torebeczki dla Tajfuniątka. |
 |
| W wielu miejscach miasta pojawiają się ornamenty zaczerpnięte wprost od Hani. |
 |
| Czego jak czego, ale wieży Eiffla się nie spodziewałam... |
 |
| Reminiscencje Szlaku Końsko-Herbacianego |
 |
| Bardzo nam się spodobał pokoik na poddaszu. Okropnie podekscytowane Tajfuniątko już na drugi dzień, po trzecim rąbnięciu głową w belkę stropową, stwierdziło, że już nigdy nie chce mieszkać na poddaszu... |
 |
| To bardzo niewyględne miejsce okazało się najlepszą śniadaniową miejscówką. Restauracja bez nazwy, ale "wszyscy wiedzą", że tam jest najlepszy rosół z makaronem. Faktycznie było pysznie. |
 |
| Główna ulica Mojiangu. Można ją poznać między innymi po tym ozdobnym pasie biegnącym środkiem. Wybrukowano tak rozmaite mojiańskie ciekawostki. |







 |
| Trafiliśmy w Mojiangu do owocarni, której właścicielka okazała się tak sympatyczna i pomocna, że aż wracaliśmy do niej codziennie - nie tylko po owoce, ale również po prostu dla miłych pogawędek. Urzekła nas ona niezwykle, kiedy, odkrywszy, że kupujemy tylko takie owoce, które tradycyjnie przygotowuje się do spożycia już w sklepie, zaproponowała, że może dla nas umyć i zapakować wszystko, co chcemy - przecież wie, że jako turyści na pewno nie mamy do dyspozycji kuchni ze wszystkimi przyrządami. Gdy, bardzo poruszeni, serdecznie dziękowaliśmy, powiedziała, że to przecież normalne i że na pewno w Kunmingu też tak robią wszyscy właściciele straganów z owocami. Zatkało nas. Oczywiście, w Kunmingu być może też są tacy ludzie, ale zdecydowanie to nie jest standardowa usługa. Codziennie szliśmy tam więc po truskawki dla polskiego Dziadka i Tajfuniątka oraz po pikantne sałatki owocowe dla nas. O najchętniej spożywanym przez nas owocu jeszcze napiszę. |

 |
| To właśnie scenka ze śniadaniarni - każdy sobie przyprawia po swojemu miskę klusek w rosole. Cudowne były zwłaszcza kiszonki... |
 |
| Ostatniego dnia chciałam jeszcze przejść nowo wybudowaną "ścieżką zdrowia", biegnącą herbacianymi pagórkami otaczającymi Mojiang. Niestety, gdy do niej doszliśmy, okazało się, że składa się niemal wyłącznie ze schodów i że jest trochę za długa jak na taszczenie plecaków i włóczenie ze sobą dziecka i emeryta. Wspięłam się więc zaledwie kawałek, obiecując sobie, że jeszcze tam wrócę, bo z mapy wynika, że szlak obfituje w piękne widoki. |
 |
| nawet tutejsza wódeczka jest spod znaku bliźniąt. Zwróćcie uwagę, że jest dużo łagodniejsza od większości chińskich wódek, oscylujących w okolicach 50%-60%. |
To już jeden z ostatnich mojiańskich wpisów. Jak Wam się Mojiang spodobał?
Dwa miesiące zeszły na opis kilkudniowej wycieczki. Kwartał, jeśli liczyć z kwerendą. Oczywiście, w międzyczasie jeździłam, czytałam, próbowałam, zbierałam myśli, pracowałam, grałam w badmintona, Tajfuniątkowałam, towarzyszyłam ZB, udzielałam się towarzysko no i nie pisałam TYLKO o Mojiangu. Tym niemniej czasem mam wrażenie, że po każdej wycieczce powinnam sama sobie dać szlaban na następne przygody, dopóki nie opiszę tych wcześniejszych. Ale potem diabełek szepce do ucha, że przecież będę kiedyś stara i nie będę już miała siły podróżować ani grać w badmintona - wówczas będę mogła wyciągnąć te archiwalne zdjęcia i uzupełniać, uzupełniać, uzupełniać. Prawdopodobieństwo, że w międzyczasie nauczę się szyć albo szydełkować jest w zasadzie zerowe, więc w zasadzie mam już plan na emeryturę!...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.