Mało brakowało, a nie załapalibyśmy się na dżakarandowy sezon! Przestaliśmy każdego dnia po odprowadzeniu Tajfuniątka do szkoły spacerować nad Szmaragdowym Jeziorem, a tam przecież rosną moje ulubione dwie dżakarandy, które, wystawione na pełne słońce, dość szybko kwitną. Jakoś nie złożyło się, byśmy wędrowali wzdłuż Rzeki Panlong (Wijącego-Się-Smoka), a na ulicy Targu Nauki to już w ogóle wieki nie byliśmy. Tymczasem Kunming spłatał nam figla, bo w tym roku nie było zimy - Wieczna Wiosna okazała się być prawdziwsza niż kiedykolwiek - i gdy w końcu doszliśmy nad Jezioro, okazało się, że dżakarandy w pełnym rozkwicie! Aaaaaa!
Szybko zabrałam ZB i Tajfuniątko na dłuuuuugi spacer nad Panlongiem.
Wieczorem przeszliśmy jeszcze Dżakarandowym Parkiem:a potem na szybkie zakupy w Pomyślnej Piekarni, w której znów pojawiły się sezonowe łakocie, tym razem kolorystycznie dobrane właśnie do dżakarand.
Jak zwykle z uwagą obejrzeliśmy dżakarandowe gadżety; tym razem jednak odpuściliśmy. Naszych 40 metrów kwadratowych już nic nie może pomieścić.
Niby nic by się nie stało, gdybym tym razem odpuściła sobie te nieszczęsne dżakarandy. Przecież są i inne kwiaty - kąciciernie też już dają po oczach, ogrody różane olśniewają, przyroda jest nieokiełznana nawet w miejskim więzieniu. Ale... moje pory roku biegną w Kunmingu zgodnie z kwitnieniem, złoceniem liści, porą suchą i deszczową, grzybami, sezonowymi przekąskami i zmianą kołder. Przegapienie zmian mogłoby oznaczać, że Kunming mi spowszedniał. A tego nie mogłabym mu zrobić.











































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.