blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-04-03

Zamorski diabeł

Uwielbiam książki. Nawet największe czytadła. Zawsze mogę znaleźć coś dla siebie - nowe słowo, ciekawą myśl, albo czystą rozrywkę. Od jakiegoś czasu przeszukuję trącące myszką pisaniny pod kątem "chińskości", albo szerzej - "azjatyckości". Ciekawi mnie odbicie tamtych czasów, innego sposobu myślenia, bawi mnie szukanie błędów albo niepoprawnych kulturoznawczo spostrzeżeń. Jeśli ktoś chce mi sprawić prezent - najlepiej dać mi po prostu książkę o Chinach; albo się z niej czegoś dowiem, albo się z niej pośmieję, albo jedno i drugie.
Tym razem zaczytałam się w Zamorskim diable Jan-guj-tzy (czyli tak naprawdę Yang guizi 洋鬼子) Wacława Sieroszewskiego. Jako powieść przygodowa - zdaje egzamin, choć do Tomków się nie umywa. Oczywiście rzuciły mi się w oczy różne śmiesznostki, którymi się chętnie z Wami dzielę:

Naszej firmie potrzebny jest młody, nauczony człowiek, który by znał po chińsku. Gotowa ona zapłacić za naukę. Naznacza na to rok czasu i tysiąc rubli złotem.
Chiński w rok. Taaa...
*
-Mamo, Chiny nie są krajem dzikim! Cywilizacja ich jest starsza od naszej...
-Słyszałam, ale już ja tam nie mam do nich zaufania. Ubierają się Bóg wie jak, mężczyźni noszą warkocze, witają się na czworakach, jedzą psy, koty, robaki...
No jakbym słyszała moją Mamę :D Może i bez ubierania i warkoczy, ale ten brak zaufania i jedzenie robaków... :D
*
Z początku te płaskie, brzydkie twarze [...] raziły go, ale z wolna przyzwyczaił się do nich.
Co nie znaczy, broń Boże, by stwierdził, że są ładne. Nadal są brzydkie, tylko on przestał zwracać uwagę. Grrr...
*
[...] z niebieskiego namiotu wyszli oficerowie i zaprosili podróżników na posiłek. We wnętrzu namiotu, na czarnych lakierowanych stołach czekały gości dziesiątki mniejszych i większych waz oraz miseczek z konfiturami, ciastami i owocami.
O, tak. Konfitury to typowa chińska potrawa, spożywana często przez chińskich wojskowych.
*
O, pojawili się hunhuzi! W tej wersji wabią się chun-chu-tza, ale chodzi właśnie o tzw. rudobrodych 紅鬍子. Pierwszy raz spotkałam się z nimi oczywiście przez Tomki Szklarskiego :D
*
Autor nazywa Chiny "Państwem Kwiatów", bo mu się 华 z 花 pomyliło :) Oba się wprawdzie czyta hua, ale jedno jest kwiatami, a drugie Chinami ;)
*
piękne słowo na skośnego - kosooki.
*
i jeszcze dragoman - niby tłumacz i pośrednik, a dla mnie - znający mowę smoków, oczywiście...
*
Studenci wciąż urządzają rozmaite zabawy [...]. Po chińsku umieją tyle co ja. Ojciec Paolo [...] powiedział mi, że się nigdy więcej nie nauczą, że aby poznać do gruntu Chińczyków, trzeba żyć z nimi i tak jak oni.
Patrzcie państwo, książka opisuje Chiny jeszcze za czasów cesarskich, a studenciaki się nic nie zmieniły...
*
bohatera naszej książki woła na kolację mały Chińczyk słowem "kasza". Och, jak bym chciała, żeby jakiś Chińczyk podał mi na kolację kaszę!!!
*
Pręciki do jedzenia, którymi nie władał jeszcze dość wprawnie, odmówiły mu ostatecznie posłuszeństwa; ziarenka ryżu uparcie umykały od nich i rozsypywały się po całym stole. [...] Brzeski położył pałeczki, wstał głodny i zły od stołu, życzył dobrej nocy gospodarzowi i opuścił jego mieszkanie.
Z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy pałeczkami operowałam bez wprawy i z bólem zupełnie niespodziewanych mięśni. Głód jest jednak najlepszym nauczycielem, a ja jem teraz pałeczkami nie tylko ryż - łatwizna! - ale też zupę i spaghetti...
*
-Niech mój doświadczony uczeń zobaczy: czy pozna, jaka to litera?!
-Wszystko to bardzo podobne do umaczanej w atramencie rozklapanej muchy! - mruczał po polsku Brzeski.
Sama oczywiście nazywam znaki chińskie krzaczorami, a jednak porównanie do rozklapanej muchy umaczanej w atramencie mnie wprost uwiodło :D
*
Podkrada się to jak złodziej. Z początku czujemy wstręt do obcych obyczajów, potem nam wszystko jedno, a wreszcie sami ich nabywamy.
Do niektórych zaś nie czujemy wcale wstrętu i ich nabycie bardzo sobie chwalimy :D
*
bengalskie ognie - już zapomniałam, że po polsku tak się mówiło na sztuczne ognie...
*
Nawet czytanie trącącej myszką beletrystyki jest pouczające: wreszcie poznałam etymologię słowa bonza :D
*
Miasto Inkou. Czyli Yingkou, otwarte dla obcokrajowców po wojnie opiumowej. A może Hankou? Tam były fabryki herbaciane. Ale miasta Chu-czen rozszyfrować nie umiem.
*
Europa naturalnym rozwojem swej cywilizacji jest powołana do rozerwania błędnego koła nieszczęśliwego ludu. Przecież nie podobna dozwolić, żeby tu nie było nigdy telegrafistów i żelaznych kolei! Lud dobry i wart zachodu, gdyż nie ma lepszych robotników niż Chińczycy. Zręczni, sumiennie, niewymagający, traktują pracę jak modlitwę. Tylko trzeba trzymać ich w ryzach: żadnych ustępstw, żadnych czułości! Lud rdzennie wschodni musi wciąż czuć nad sobą przewagę siły, inaczej... demoralizuje się.
Ech...
*
[...] nowe pojęcia zwolna przesiąkały do głębi prostego nawet ludu, który cały, jak nigdzie na świecie, miał wielką ogładę, wielką ciekawość wiedzy i umiał cały czytać i pisać.
Cały naród chiński potrafił czytać i pisać? Seeeeerio? O.o
*
Dusza Chińczyka to taka, panie, otchłań łgarstwa, okrucieństwa, zdrady i łotrostwa, że kto by z europejską miarą chciał się tam zagłębić, zginąłby w labiryncie sprzeczności. Nie ma wyboru: należy albo wyrzec się z nimi stosunków, albo nie folgować im ani na jotę, ani na włos!
No tak, w przeciwieństwie do dusz Europejczyków, czystych jak kryształ :D


Szkoda, że Sieroszewski napisał tę powieść zanim w ogóle do Chin pojechał. Trafniejsze są jego spostrzeżenia dotyczące kolonializmu i sposobu postrzegania innych kultur przez białego człowieka niż pozyskane z drugiej ręki informacje o Państwie Środka. W trakcie czytania trochę mnie irytował nachalny patriotyzm, ale w sumie - czytadło całkiem miłe :)

6 komentarzy:

  1. Dziękuję za interesujące wyjaśnienia. No właśnie, to Państwo Kwiatów i wszystko stało się jasne. Ciekawe co z tą kaszą?
    Bez względu na mankamenty książki napisanej wiek temu i tak warto ją przeczytać.
    Sieroszewski po powrocie z Dalekiego Wschodu Rosji między innymi przez Chiny, wydał nową wersję powieści, która stała się podstawą wydania „Zamorskiego Diabła”.
    Może to zainteresuje? http://wenfangsibao.salon24.pl/601248,blisko-wiek-temu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tę książkę też chciałabym przeczytać!

      Usuń
  2. Otóż - da się chiński w rok. Od zera do starego HSK na najwyższym poziomie. Znam osobiście 2 sztuki, którym się udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze: bardzo im gratuluję, a nawet trochę zazdroszczę (ZB też im zazdrości, bo on również nie nauczył się chińskiego w rok). Po drugie: zdanie HSK dowodzi umiejętności zdania HSK, a nie rzeczywistej znajomości języka (vide: Chińczycy zdający bardzo dobrze egzaminy z języka angielskiego). Po trzecie: czy to byli Europejczycy? Znam paru Azjatów, którzy się nauczyli chińskiego w rok całkiem dobrze, ale był to dla nich język bardzo łatwy.

      Usuń
  3. Miałem podobne przemyślenia odnośnie tej ramotki. Ale bardzo smutna jest konstatacja, że dziś polscy pisarze chyba jeszcze mniej zajmują się Chinami, niż przed wojną. Teoretycznie Chiny są bliższe i ważniejsze, niż 100 lat temu, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć żadnej powieści, która by się w Chinach rozgrywała. Takie powieści pisują jedynie fantaści, co wiele mówi, o obecnym stanie polskiej beletrystyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje, że właśnie przez tą rzekomą bliskość jest trudniej. Łatwiej wpaść z powodu braku wiedzy - bo wiedza ta jest dostępna uważnemu czytelnikowi tak samo jak autorowi. A komu by się chciało zagłębiać w tę masę informacji tylko po to, żeby napisać książkę? ;)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.