blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-06-02

Święto Smoczych Łodzi 端午節

***
Dyskutujemy z ZB o Qu Yuanie. Niby wielki polityk, patriota i jeszcze literat, a jednak głupek. Głupek, bo zamiast na wygnaniu zbudować swoje życie od nowa, rzucił się do rzeki. Ani to konstruktywne, ani pomocne krajowi, generalnie raczej beznadziejne. Ja rozumiem, miłość do ojczyzny, te rzeczy. Ale będąc na obczyźnie też można działać dla kraju, prawda? Poza tym - minister ministrem, ale kto mu dał prawo krytyki króla? Władcy zazwyczaj nie lubią, gdy im ktoś nad uchem brzęczy, że źle robią. Często się to kończy raczej utratą głowy niż po prostu wygnaniem... Pchał się na wysoki stołek - powinien był widzieć, że zmusi go to do ugięcia karku. Albo do wyjazdu na drugi koniec świata...
Inna rzecz. Był poetą, prawda? Lubił to i nie był skromny - podpisywał się pod swoimi dziełami, w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych poetów. Dlaczego, u licha, nie mogąc wrócić do kraju, nie pisał więcej? Dlaczego zamiast zająć się czymś, co nie tylko koi duszę, ale też pozostawia ślad w historii i faktycznie zmienia jakoś jej bieg - rzucił się rybom na pożarcie?!
Nie był oportunistą, fakt. Być może faktycznie był patriotą. Ale dlaczego takim głupim?...
***
Jemy ze świekrami kolację, jakoś parę dni przed świętem. Dzwoni szwagierka, mocno podekscytowana - kupiła dzongdze, tanio! Tylko nie wie, co z nimi zrobić. Jak to co? Ugotować!
Gdy okazało się, że nie wie, jak się gotuje dzongdze, zwątpiłam. Cóż, jest to zadanie trudne, acz nie niewykonalne. Trzeba wsadzić dzongdze do wody i gotować tak długo, aż ryż będzie ugotowany... Jak długo? Trzy - cztery godziny. Żadna filozofia.
...
Okazało się, że nie da rady i pyta świekrę, czy ta mogłaby to zrobić za nią. Mogłaby. "A ile tych dzongdzy kupiłaś?"
Pięć sztuk.
To tak jakby chcieć, bo ja wiem, ulepić dziesięć pierogów, albo kupić mięso na dwa kotlety schabowe...
***
W kunmińskim dzienniku internetowym ukazała się następująca informacja:
Pierwszy Festiwal Dzongdzów Yunnańskich Mniejszości rozpoczęty! Zrobiono największego yunnańskiego dzongdza - 5,78 kg.
Festiwal odbył się w Parku Narodowym Słonecznej Rzeki w Pu'er. Przybyli przedstawiciele wszystkich 26 yunnańskich grup etnicznych i pokazywali tradycyjne smaki i metody zawijania dzongdzów. Oprócz tego wspólnie stworzyli "dzongdza zjednoczonych sił", który jest właśnie dzongdzem - gigantem.
Na długich stołach postawionych w parku znalazły się wszystkie potrzebne ingrediencje: kwiaty, żożoba, zioła, kwaśna herbata, taro, pasta tofu itd. Były dzongdze zawijane w trójkąty, kwadraty, poduszeczki, prostokąty i inne. Każda z grup etnicznych ma swoje sposoby zawijania - i swoje sposoby obchodzenia Święta Smoczych Łodzi.[...]

Potem jeszcze było o konkursach i innych takich. Nieważne. Ważne, że do tego rekordowego dzongdza wpakowali ponoć wszystkie tradycyjne składniki - czyli składniki z 26 różnych typów dzongdzy. Jakież to musiało być paskudne w smaku...
Wesołego Święta Smoczych Łodzi!

8 komentarzy:

  1. Zongze z założenia są paskudne, więc niewiele im mogło zaszkodzić ;> (aczkolwiek przyznaję, że za mną chodzą od rana ;>)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty wypowiadająca się o potrawach z ryżu to prawie tak jak ja dyskutująca o smaku papierosów :P Jak się czegoś nie lubi i nie używa, to się nie opowiada o smaku :P

      Usuń
  2. Wiesz Tajfunku, ja przez Ciebie więcej czasu spędzam na chińskiej dzielnicy i uważniej przyglądam się różnej zieleninie i dziwnym potrawom podpisanym tylko po chińsku. Oj przydałabyś mi się tutaj na zakupach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że jestem niezgorszym łakomczuchem :) Ja się dopiero niedawno zorientowałam, że przestałam uważać pieczywo za śniadaniowy niezbędnik albo że uważam 10 deko mielonego za mocno obfitą porcję :D Zchińszczyłam się...

      Usuń
  3. Zchińszczysz się jak zaczniesz mlaskać tak głośno, że zagłuszysz wentylator :D
    Chleba (ale mówię o normalnym chlebie a nie tej prasowanej wacie) nie odpuszczę, ale pobyt na Tajwanie jakoś przekonał mnie do ograniczenia ilości spozywanego mięsa (ach te komary lubujące się w mięsożernych) na rzecz jego jakosci. Zobaczymy, czy wytrwam w tym szczytnym zamiarze kiedy zjadę do Europy :D
    A co do zongzi... ryż kleisty wygląda jak wygląda a smakuje jeszcze gorzej niż wygląda, farsz nie jest w stanie wiele zmienić. Przy czym zmusiłam się do konsumpcji jakichś 8-10 rodzajów, więc nie wykluczam, że znajdę taki, który spałaszuję ze smakiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wychowani Chińczycy nie mlaszczą, tak samo, jak dobrze wychowani Polacy. Problem w skali: niewychowanych Chińczyków jest po prostu trochę za dużo...
      Ja dzongdze uwielbiam pasjami, zresztą - ryż kleisty w ogóle w większości postaci kocham. Może na Tajwanie jest jakaś podła namiastka? Nie wiem, nie pamiętam...

      Usuń
    2. Ryż kleisty ma jedno podstawowe zastosowanie: jako budulec fortów. Wszystkie inne są nacągane :)

      Usuń
    3. nie znasz się, jesteś guuuupia i masz wszy na pępku. Ryż kleisty rulezz!!

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.