blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-06-13

tasznik pospolity 薺菜

Kolejny chwast do mojej kolekcji. Swoja droga, skoro wiadomo, ze nalezy do rodziny kapustowatych, to dlaczego dla nikogo poza Chinczykami nie jest oczywiste, ze nalezy go spozywac?... Inna rzecz, ze medycyna chinska nie uwaza ziololecznictwa za szarlatanerie, jak to bywa okreslane w Polsce. Dlatego lekarze nadal tu wypisuja wywary z tasznika na zbyt obfite miesiaczki (dziala przeciwkrwotocznie), na problemy z nerkami (dziala moczopednie), nawzmocnienie, na biegunki, na chore oczy i tak dalej. Jednak ze wzgledu na duza zawartosc histaminy, nie zaleca sie podawania tasznika kobietom w ciazy - moze wywolac skurcze macicy grozace poronieniem.
Oprocz tego tasznik jest coraz szerzej wykorzystywany w branzy kosmetycznej.
W moim regionie jednak jest to przede wszystkim zarcie. Smazy sie go z kopytkami ryzowymi, nadziewa sie nim pierozki, mozna tasznik podawac w salatkach, zupach, uzywac jako przyprawy. Co najlepsze, zarowno liscie, jak i korzenie czy nasiona doskonale smakuja i zachowuja lecznicze dzialanie. Docenili to nie tylko Chinczycy, ale i inni Azjaci: Japonczycy spozywaja tasznik m.in. z okazji Swieta Siedmiu Ziol Nanakusa-no-sekku 七草の節句, jak sama nazwa wskazuje, w towarzystwie innych zielonych paskudztw, wsadzonych do kleiku ryzowego, a Koreanczycy zajadaja sie tasznikiem zblanszowanym i pokropionym olejem sezamowym czy innymi przyprawami - zwie sie to Naengi namul 냉이나물 (o namulu, najwazniejszej koreanskiej salatce poza kimchi, tutaj).
Wracajac do Chinczykow: pierwsze wzmianki o spozywaniu tasznika pojawily sie 300 lat przed narodzeniem Chrystusa; wszyscy zarli, ale nikt nie pomyslal o hodowli. Dopiero przelom XIX i XX wieku przyniosl pierwsze uprawy tasznika w okolicach Szanghaju (Elegancki Wietrze, spodziewam sie, ze polubisz tasznik ;)). Smakosze uwazaja jednak, ze tak jak pieczarki nie dorownuja dziko rosnacym grzybom, tak i tasznik hodowlany nie ma w sobie "tego czegos". My, Yunnanczycy, mozemy sie cieszyc prawdziwym, dzikim smakiem tasznika...
My spozylismy "czysta" zupe tasznikowa,
czyli oczyszczony tasznik w kepkach, razem z korzeniami, wrzucony do zimnej wody z odrobina soli i tluszczu. Trzeba gotowac doslownie chwilke, jesli pogotujemy za dlugo, liscie straca sprezystosc i zamiast zupy bedzie nieapetyczna bryja...
Duzo modniejsza jest zupa z tasznika i tofu 薺菜豆腐湯
Potrzebujemy:
*20 deko tofu, najlepiej swiezego i miekkiego
*10 deko (czyli cala siatke) tasznika
*marchewke, najlepiej wymoczona we wrzatku, bo inaczej bedzie polsurowa.
*mozna dodac grzyby, malutko, dla smaku. Oczywiscie, grzyby trzeba najpierw namoczyc.
*sol, imbir, kostka rosolowa - co kto lubi do smaku.
1.Tofu, marchewke i grzyby pokroic w kostke, wygodna do podnoszenia paleczkami.
2.Tasznik umyc, oczysic, posiekac tak drobno, jak drobno sie w Polsce sieka szpinak.
3.Rozgrzewamy wok, wlewamy olej, gdy juz jest goracy, dodajemy wode badz wode z kostka rosolowa. Ilosc zalezy od tego, ile faktycznie wrzucicie tego tofu i lisci - maja byc zakryte. Do tej wody wrzucamy bowiem reszte skladnikow, dodajemy soli, imbiru, oleju sezamowego itp.
4.Gotujemy az zacznie pachniec - kilka minut - i gotowe.
Jesli akurat brakuje tofu, a czlek chce sie najesc, mozna spokojnie wykonac taka zupe na samych lisciach z dodatkiem jajka, ktore, rozbeltane z sola i olejem sezamowym, wlewamy powoli do zupy.

2 komentarze:

  1. Anonimowy18/6/12 17:47

    mam wrazenie, ze ich tasznik, a nasz tasznik to troche inne roslinki, ich wiekszy, poza tym u nas to roslinka chwastowa, rosnaca jak mlecz na trawnikach i w innych miejscach, ktore niekoniecznie w glebie maja zdrowe rzeczy, a roslinka kumuluje... Poza tym te dzialania lecznicze to raczej w postaci soku i wywarow, a nie szamanego zielska. No i ich wlascwiosci medyczne utrzymuja sie kilka miesiecy. U nas to owszem sie to je - w postaci syropkow i tabletek :) U nich w naturze, ale skad wiesz gdzie roslo i skad zebrane? Jak u nas sie suszy ziarno spalinami, to ja nie wiem co oni moga wymyslic...
    Sporo tez ziolek u nas sie zaniechalo zbierac, dlatego, ze czesto zbierano przez pomylke z innymi, szkodliwymi. Cos mi sie kojarzy, ze kiedys tasznikd dodawano do maki na chleb u nas.

    OdpowiedzUsuń
  2. spostrzezenia natury medycznej, ktore tu umieszczam naleza do tzw. medycyny ludowej, tzn. ci, ktorzy nie chadzaja do lekarzy i sami sie lecza ziolami mi to w ten sposob tlumacza. Mnie tez zastanowilo, czy tasznik albo inne paskudztwa w zupie maja takie samo dzialanie, jak w syropach; sadze, ze to raczej kwestia sily oddzialywania niz czegokolwiek innego, ale nie znam sie na tyle, zeby to stwierdzic.
    Nie wiem, gdzie co roslo i gdzie bylo zbierane. W takiej ilosci, w jakiej pojawiaja sie te rosliny w knajpach, to raczej od hurtownikow, niz od babc, ktore zbieraja przy drogach. Co oczywiscie nadal nie gwarantuje, ze zielsko sie nie bylo nawdychalo spalin... Ale, jako ze nie jestem w stanie skontrolowac miejsca pochodzenia 90% produktow, ktore spozywam - jakos sie tym najmniej przejmuje...
    A to, ze wiekszy - sadze, ze gdy sie go hoduje na dobrej glebie, to po prostu wyrasta wiekszy niz u nas - ale znow: nie znam sie. Powtarzam to, czego mnie nauczyli...

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.