2022-01-04

白沙壁画 malarstwo ścienne z Baisha

Już wtedy, gdy dynastia Ming władała Chinami, a Yunnan był jeszcze zamieszały głównie przez nie-Hanów, lud Naxi uznał, że o ile papier czy materiał mogą spłonąć, o tyle ściana jest całkiem trwałym materiałem. Dlatego przez następnych circa trzysta lat rzeczy ważne, czyli wizerunki bóstw i - mówiąc szerzej - obrazy religijne malowali Naxi na ścianach. Dawniej tych malunków były tu tysiące. Do dziś dotrwało kilkaset, przy czym lwia część znajduje się w Baisha. Poza tematami stricte religijnymi znajdziemy tu piękne rośliny czy zwierzęta, doskonale ukazujące malarski kunszt twórców. Kim oni byli? Och, to ciekawostka na skalę światową: ich dzieła pokazują bardzo różnorodne wpływy - tu element mocno chiński, tam tybetański drobiazg, jeszcze gdzieś indziej bajska forma, a wszystko okraszone mocno naxijskimi elementami sztuki dongba. Nie są ani całkowicie buddyjskie, ani tybetańskie, ani taoistyczne. Łączą tyle kultur, religii i stylów w sztuce, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pooglądać je można w kompleksie, który dla ułatwienia nazywa się właśnie baishańskimi malunkami. Niby są to świątynie, ale... Hmmm. Zobaczcie sami.

Tam było KOMPLETNIE PUSTO. Wspominałam już, że Baisha powoli zmienia się w Lijiang: coraz więcej sklepów oferuje pamiątki, stroje ludowe czy też po prostu kawę i miejsce do spania dla przyjezdnych, coraz mniej tubylców wędruje po starych ulicach. Świątynia stała się wydmuszką; jest pięknie położona i zadbana, ale - już nie żyje. 

 W środku oczywiście nie wolno robić zdjęć. Jest to o tyle rozczarowujące, że w tym ogromnym centrum malarstwa ściennego nie są dostępne żadne reprodukcje, ani w formie pocztówek, ani w formie albumu. Będąc na miejscu, można się im dobrze przyjrzeć - ale tylko ogromnym reprodukcjom na płótnie, a nie oryginałom. Te drugie schowane są w ciemnych salach, do których dostać się można (być może chwilowo?) tylko jeśli burkliwy strażnik będzie miał akurat dobry humor. Nie bardzo jest co oglądać, szczerze mówiąc. Renowacja jest prowadzona niechlujnie, bez pomysłu i chyba bez fachowej wiedzy. Wygląda to dużo gorzej niż w Shaxi

Cóż. Połaziłam. Poczytałam trochę o przedstawionych bóstwach, tak innych od tych, do których przywykłam. Pozachwycałam się jesienią w przyświątynnym ogrodzie... Ale wrócić tam chyba nie mam po co. 

2022-01-02

Więcej niż myślisz

Obejrzałam film dla młodzieży w wieku szkolnym - ale tylko dlatego, że główna bohaterka jest Chinką, a jej ojca gra cudny Collin Chou. No i jeszcze dlatego, że wyszedł spod ręki Alice Wu, której Zachować twarz było bardzo dobrym filmem. I mam odczucia bardzo ambiwalentne. Mam wrażenie, że reżyserka chciała do tego filmu wcisnąć za dużo rzeczy, na których rozwiązanie i omówienie nie starczyło czasu. Tak jakby bardzo wiele historii musiało się znaleźć w środku, koniecznie, teraz, natychmiast! I teraz tak: wolałabym albo film wchodzący głębiej w mniej tematów, albo serial, w którym wszystkie ważne problemy byłoby czas dopowiedzieć i pokazać. Ojca, który nie dał rady nostryfikować dyplomu i dlatego żyje, jakby wcale nie żył. Dziewczynę, która zdecydowanie wybija się intelektualnie i zdolnościami a także pracowitością na tle rówieśników, a jednocześnie tak bardzo boi się życia, że woli zostać tam, gdzie nic jej nie czeka, niż działać. Właściwie każdy z bohaterów, głównych i drugoplanowych, zasługiwałby na kilka słów więcej. Alice Wu pokazuje ich nam tak, że jest to lizanie cukierka przez szybkę - czujemy, że mogliby stać się pełnokrwistymi bohaterami, ale nikt nie zwraca na nich uwagi, więc przemykają papierowi i niechciani.

2022-01-01