2011-01-06

夜上海 Szanghaj nocą




I piosenka o tym właśnie tytule, lata '30 XX w.

2011-01-05

Tianzi fang 田子坊

Miejsce: Szanghaj, koncesja francuska, południowa granica.
Czas: druga połowa XIX wieku.
To właśnie wtedy zaczęły powstawać shikumeny (石庫門), czyli malutkie kamieniczki, łączące styl chiński z europejskim. Dziś w Szanghaju zostało po nich niewiele śladów, ale wspomniany w tytule Tangzi fang to właśnie takie miejsce z zaklętym czasem.

Ciasne uliczki, prawie jak w Wenecji, teraz już rzadko służą jako domy zwykłych zjadaczy chleba (choć udało mi się znaleźć okno z wywieszonym praniem i miłym swądem żarełka); zmieniły się w sklepy z pamiątkami, galerie, butiki czy bary.

Klimat trochę jak na praskiej Złotej Uliczce - wszystko w wersji mikro, wszystko trochę zbyt na sprzedaż, wszystko kolorowe i zachęcające do spędzenia miłego popołudnia.

Miejsca malutko, a jednak jest to jeden z najmilszych mi szanghajskich zakamarków - można bowiem tam dotknąć prawdziwych starych murów za darmo - a w Szanghaju nie jest to częste...

2011-01-04

Szanghaj nie jest taki zły...

...ale dobry wcale. W Kunmingu mimo wszystko jest powyżej zera, a Szanghaj powitał mnie opadami śniegu. Odliczanie do sylwestra spędziłam wraz z Michaelem i Genem w taksówce, wiozącej nas z lotniska do małego baru "gdzieś w centrum". W barze łącznie z właścicielką i barmanem oraz naszą trójką było 7 osób - pewnie dlatego, że puszczali ohydną muzykę typu jazz albo rock a atmosfera była klubowo-przyjacielska a nie barowo-jarmarczna...
Weekend wystarczył. Zmęczyły mnie imprezy i ciągłe wpadanie na znajomych. I żarcie, minimum 6 razy dziennie, matko...
Więc jestem w kompletnej dziurze w Anhui, gdzie jest jeszcze zimniej, ale za to uczę się gotować po koreańsku. Do niczego mi się to nie przyda, bo przecież gdzie niby kupię składniki, a poza tym chwilowo nie mam swobodnego dostępu do kuchni, ale na wszelki wypadek specjalnie dla Bayushi klasyka koreańskich zup domowych.

Rybny rosół z makaronem

Składniki
  • makaron
  • dashi (oczywiście MUSI być koreańskie ;))
  • cebula posiekana w cokolwiek łatwego do podniesienia za pomocą pałeczek
  • nori 
  • dwa rozkłócone jajka
Wykonanie:
  1. Gotujemy makaron. Odcedzamy, przelewamy zimną wodą (ciekawe, dlaczego Koreańczycy sądzą, że my, białe dzikusy, nie znamy tej techniki...). 
  2. W międzyczasie zagotowujemy wodę w woku, wsypujemy posiekaną cebulę, czekamy, aż przyjemny aromat zacznie się roznosić po kuchni.
  3. Wsypujemy dashi, zagotowujemy na małym ogniu. Na małym, żeby cebula zdążyła zniesurowieć.
  4. Wlewamy powoli jajka, które winny od razu się ściąć. 
  5. Zalewamy makaron zupą. 
  6. Na wierzch wrzucamy kilka kawałków nori.
Zupa na bazie gochujang i tteok

Składniki
  • gochujang (koreańska pasta chilli, z dodatkiem mączki z kleistego ryżu, soli itp.; pikantno-słodka)
  • tteok (odpowiednik japońskich mochi, knedlików z kleistego ryżu) pokrojony w kawałki możliwe do uchwycenia za pomocą pałeczek
  • posiekana ćwiartka kapusty pekińskiej
  • posiekana cebula
Wykonanie:
  1. Rozgrzewamy w woku gochujang, dodajemy wody, mieszamy do uzyskania czegoś w kolorze i konsystencji podobnego do zupy pomidorowej. Zagotowujemy. 
  2. Dorzucamy kapustę i cebulę, gotujemy na wolnym ogniu. 
  3. Wrzucamy kawałki tteok i od tej pory zaczynamy być zajęci, bo tteok trzeba cały czas mieszać, inaczej przywrze. Więc mieszamy - tak długo, aż tteok będzie miękki, łatwy do pogryzienia.
Jeśli chodzi o ilość gochujang, to Koreańczycy dają go tak dużo, że sami płaczą w trakcie jedzenia. Jeśli chodzi o proporcje gochujang i wody - danie może być podane jako zupa bądź jako tteok w gęstym sosie - według uznania.

A jako przystawka coś, co podbiło moje serce: kiszone "liście sezamowe".
Można kupić w puszkach w każdym koreańskim sklepie. Służą do robienia minigołąbków w trakcie śniadania - ryz koreański zawinięty w taki liść to jedna z najcudowniejszych rzeczy świata, nawet sushi się chowa. Kupiłam sześć puszek...
Sprostowanie: chociaż Koreańczycy nazywają te liście liśćmi sezamu, tak naprawdę jest to tzw. "koreański dziki sezam", z prawdziwym sezamem nie mający nic wspólnego, jest to bowiem pachnotka, należąca do tej samej rodziny, co bazylia, szałwia, mięta czy melisa - czyli do jasnotowatych. Po koreańsku wabi się kkaennip i są te liście przepyszne. Oczywiście, każdy Koreańczyk da sobie rękę uciąć, że tak, to jest sezam i przecież on się zna lepiej na kuchni niż jakiś białas...