2009-04-06

chiński teatr - czeski film ^.^ 中國戲劇


Jakoś w połowie marca wybrałam się do teatru. Nie jestem żadną ąę, tak samo lubię wypady na karaoke. Ale w szkole darmowe bilety dawali, więc stwierdziłam, że warto skorzystać, zwłaszcza że scena tuż za rogiem mojej ulicy. Nawet nie zapytałam o tytuł. Wyszłam z założenia, że i tak większości nie zrozumiem, więc...
A tytuł to "我的西南聯大" czyli Mój Zrzeszony Narodowy Uniwersytet Południowozachodni. Czyli ten uniwersytet. W skrócie: kiedy niedobrzy Japończycy najechali Chiny, zacne grono profesorskie (studenckie zresztą też) z Pekinów i innych takich zamiast bagnet na broń wzięła nogi za pas. Najpierw pojechali do Changsha, potem wynieśli się na najdalszy zachód, czyli do Kunmingu mojego ulubionego. Tu starali się wprowadzić zachodni model - liberalny, niezależny politycznie, z daleko posuniętą wolnością. Udawało im się, dopóki się nie pogniewali na Chiang Kai-sheka i nie zaczęli współpracować z komunistami - bo wtedy zamiast modelu zachodniego dostali model sowiecki ;) Gruzy dawnego Zrzeszonego Uniwersytetu stały się podwalinami współczesnego Yunnan Normal University 雲南師範大學.
Sztuka o 知識份子 czyli wykształciuchach. Co powinni robić - współpracować z Japończykami czy nie? Iść na front czy prowadzić wojnę słowną? Co począć wobec Amerykanów? Te dylematy stoją przed członkami jednej rodziny, a właściwie - mieszkańcami jednego hmmm siheyuanu 四合院. Wygrywają chińskie wartości, ale ginie syn, a córka wychodzi za mąż za Amerykanina ;) Oczywiście, patriotyzm bije po oczach.
Sztuka jak sztuka. Aktorzy... hmmm... część to dopiero studenci i było to po nich widać ;) Ale nie potrzebowali mikrofonów i doprowadzili mnie do płaczu na sam koniec.
I właśnie o tym chciałam... Bo, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się nawet, że zrozumiem mniej więcej treść. A przecież zrozumiałam. Zrozumiałam, weszłam w historię i się wzruszyłam. Takie małe dwa zwycięstwa - moje nad chińskim i chińskiego teatru nade mną.

serwis herbaciany 茶具

Jako zawodowa herbaciarka, powinnam miec wlasny serwis, prawda? Razu pewnego wyciagnelam wiec Mala Jiang (小姜 - zarowno do mlodszych, jak i do starszych mowi sie po nazwisku, tylko do starszych sie dodaje 老, a do mlodszych 小. Ja jestem 小白 czyli "mala biala" - w przeciwienstwie do "malej czarnej" ^.^) Trzeba bylo kupic bardzo duzo rzeczy. "Szklanke rownosci" 公道杯 (po zaparzeniu przelewa sie herbate z czajniczka do szklanki rownosci, a nie bezposrednio do czarek, by rownie mocna byla herbata nalewana do pierwszej, jak i do ostatniej czarki)
Skoro czarka rownosci, to i sitko 濾網, coby paprochy z czajniczka do szklanki rownosci nie powpadaly...
czarki herbaciane (do kazdego typu herbaty inne ;))
sprzet do gotowania wody (czajnik wraz z grzejniczkiem, ktory potrafi utrzymywac temperature parzenia ;))Kiedy MPBL przytaszczyl to wszystko do mieszkania, okazalo sie, ze choc serwis wyglada na nadkompletny:
To jednak sporej ilosci sprzetow jeszcze brakuje...
Jestem zadowolona z 茶道組 czyli kompletu przyborow niezbednych podczas ceremonii herbacianej (podczas zwyklego parzenia nie sa potrzebne, ale i tak ladnie wygladaja ;)): Lyzka do nasypywania herbaty z pudelka do pojemnika na herbate 茶勺, lyzeczka do dozowania ilosci lisci czyli przesypywania z pojemnika na herbate do czajniczka/gaiwana 茶匙, szczypce do higienicznego podawania czarek gosciom 杯夾, "kolnierzyk" na zbyt waskie czajniczki - zeby sie liscie nie powysypywaly w trakcie dozowania 茶漏 i wreszcie szpikulec do odtykania dziobka czajnika 茶針.
Mlodszy brat fletogruszki to yunnanski 濾網 czyli sitko zrobione z tykwy 葫蘆.
Na pierwszym planie dwa 紫砂壺 czyli nieglazurowane gliniane czajniczki herbaciane. Zgodnie z nazwa powinny byc z filetowego piasku (紫砂), ale tak naprawde chodzi tylko o to, ze te specyficznie zabarwiona gline, z ktorej wykonano czajnik po prawej stronie, znalezc mozna bylo tylko w Yixing 宜興. Tamtejsza czajniczkowa tradycja siega XV wieku i uwaza sie czajniczki z Yixing za jedyne "prawdziwe". Wprawdzie teraz czajniczki robi sie ze wszystkiego, wszedzie i w roznych kolorach, ale nazwa pozostala.
Kupujac czajnik kazdy czlowiek kieruje sie czyms innym, ale zazwyczaj pojemnoscia i walorami estetycznymi. Ja, jako herbaciarka, musze sie kierowac kilkoma innymi rzeczami. Na przyklad: czy pokrywka jest na tyle dobrze dopasowana, ze da sie czajnik zamknac bez wysilku jednym ruchem. Czy strumien wody z napelnionego czajniczka rozszczepia sie w dolnym biegu, czy od razu u gory. Czy uszko jest uksztaltowane na tyle wygodnie, zeby sie czajnik dalo chwycic i podniesc, a potem swobodnie nim operowac przy pomocy tylko trzech palcow. Czy jest na tyle szczelny, ze gdy zaslonimy palcem dziurke w pokrywce, to przestanie leciec woda z dziobka. I tak dalej...
Po co mi az dwa czajniczki gliniane? Odpowiedz jest prosta: lubie parzyc rozne typy herbaty. No tak, ale przeciez nie parze ich naraz, wiec co mi szkodzi najpierw zaparzyc jedna, potem czajnik umyc, a potem zaparzyc druga?
Czajniczki sa wykonane z nieglazurowanej gliny. W skrocie chodzi o to, ze po pierwsze wypalane sa w niskiej temperaturze, a po drugie nie pokrywa sie ich zadnymi swinstwami, w zwiazku z czym przepuszczaja powietrze. To ma swoje dobre strony - na przyklad nawet w najupalniejsze lato pozostawiona w czajniczku herbata nie skisnie. Jednakze takie czajniki rowniez bardzo wchlaniaja zapachy. Tak wiec jesli zaparzymy w takim czajniczku kilka razy na przyklad herbate wulong 烏龍 (nasz ulubiony ulung, czyli herbata czarnosmocza ;)), to potem nawet jesli w czajniczku zaparzymy liptona, to bedzie nam capil wulongiem. Pod tym wzgledem duzo lepsza jest porcelana - da sie ja umyc do czysta. Dlaczego wiec nie parzyc wszystkiego w porcelanie? Kazda herbata potrzebuje innej temperatury, innej dlugosci parzenia etc. Dlatego zielona powinna sie parzyc w wysokich szklankach, kwiatowa w gaiwanie a taki na przyklad wulong w czajniczku glinianym...

2009-04-05

chińska piłka nożna 中國足球

Razu pewnego razem z Jednym Krzykiem Ptaka dyskutowaliśmy o sporcie. Padło ważkie pytanie: dlaczego nie istnieje chińska piłka nożna? To znaczy, teoretycznie istnieje, ale w praktyce... Wymazany kredą Jeden Krzyk Ptaka z patosem stwierdził, że w jego kraju żyje ponad 1,3 mld ludzi, a nie potrafią znaleźć nawet jedenastu, żeby utworzyć sensowną drużynę i że jest to poniżej wszelkiej krytyki. Jest to o tyle zawstydzające, że piłka nożna powstała w Chinach paręset lat przed Chrystusem (ciekawskich zapraszam do szperania w necie; hasło kluczowe "cuju" 蹴鞠). Krzyk Ptaka, zapytany DLACZEGO Chińczycy nie potrafią grać w piłkę nożną, odpowiedział, że to wszystko dlatego, że oni po prostu nie potrafią współpracować. Grupy mogą być najwyżej dwuosobowe, inaczej nic nie wypali. Dlatego są świetni w gimnastyce (jedna osoba) i w pingpongu (góra dwie osoby) - a piłka nożna niestety wymaga pracy zespołowej. I guzik. Bo, jak twierdzą sami Chińczycy: 中國人一個人是一條龍,三個人是三條蟲. Czyli pojedynczy Chińczyk jest podobny smokowi, ale trzech Chińczyków w kupie to trzy insekty... Jest jeszcze drugie powiedzenie o podobnym wydźwięku: 一個和尚挑水吃,兩個和尚抬水吃,三個和尚没水吃. Jeden mnich buddyjski wydobędzie wodę ze studni, dwóch ją będzie grzecznie niosło, ale jeśli mnichów będzie trójka, to nawet odrobiny wody do picia nie stanie...
I właśnie dlatego nie istnieje chińska piłka nożna :D