blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-06-25

Namu 娜姆



Dziś znów biorę udział w akcji W 80 blogów dookoła świata. Piszemy, jak zwykle zresztą, na wspólny temat, tym razem bardzo podniecający, bo umówiliśmy się na seks. Na naszych blogach. To znaczy: pisać o nim mamy. O tym seksie. Ja oczywiście będę pisać o seksie w Yunnanie. I to bez żadnych aluzji do własnego życia! Powiem tylko kilka słów o pięknej dziewczynie zwanej Namu.
Namu urodziła się w maleńkiej wioseczce, położonej nad przepięknym jeziorem w północno-wschodnim Yunnanie - Lugu. Dom rodzinny opuściła jako trzynastolatka. Jako młoda kobieta zdobyła sławę, stając się bohaterką artykułu zamieszczonego w National Geographic, a następnie zyskała złą sławę jako kobieta... hmmm... wyzwolona. Między innymi seksualnie. Prasa kobieca na bieżąco donosiła, gdy Namu najpierw wyszła za amerykańskiego grajka, a później za norweskiego urzędnika, wszem i wobec głosząc wyższość białych mężczyzn nad "śmierdzącymi i brudnymi" Chińczykami. Była wokalistką, tancerką, jurorką konkursów artystycznych, aktorką, a przede wszystkim autorką kilku poczytnych - głównie na Zachodzie - powieści o Yunnanie. No, o małym kawałku Yunnanu. Tym, z którego pochodzi. Opisywała ten skrawek ziemi jako "Królestwo córek", ponieważ to właśnie tam mieszkają Mosuo. Mosuo to grupa etniczna, w której nadal panuje matriarchat, a kobiety mają rzadko gdzie indziej spotykaną swobodę seksualną. Chodzi o to, że kobieta i mężczyzna spotykają się tak długo, jak długo obojgu to pasuje i nie wiążą ich żadne formalności; ewentualne dzieci są i tak wychowywane przez rodzinę matki. Kobieta nie zaczyna być traktowana jak "gorszy sort" z racji braku błony dziewiczej czy dużej ilości partnerów. Z tego, co wiem, sami Mosuo nie nazywają tego obyczaju "małżeństwem", ale Chińczycy mówią o nim "małżeństwo chodzone" i bardzo się tym ekscytują. A zaczęli się na większą skalę ekscytować właśnie za sprawą Namu, która w autobiograficznych opowieściach dość szczegółowo opisywała życie swego ludu. Powiem szczerze: zaczytywałam się w jej dziełach. Piękne opisy, ciekawostki kulturowe, wszystko to, co tygryski lubią najbardziej.
Oj, wiedziała, co się spodoba. Nie przewidziała jednak, że ktoś to potem będzie weryfikował... i że okaże się, jak wiele rzeczy przez nią opowiedzianych to nie opis rzeczywistości, a bajeczka o Egzotyce. Matrylinearny system dziedziczenia to prawda. Wielkie domy, w których rządzi kobieta to prawda. Nawet pewna swoboda obyczajowa to prawda. Jeśli jednak będziecie czytać którąś z książek Namu, bądźcie ostrożni - są to jednak bardziej powieści niż reportaże. A jeśli idea chodzonego małżeństwa i matriarchalnego społeczeństwa przemówiła Wam do wyobraźni, zacznijcie pogłębiać wiedzę od wikipedii, artykułów, blogów, a nawet programu Martyny Wojciechowskiej. Może nie będą to opisy tak barwne, jak u Namu, ale przynajmniej będą prawdziwe...
Seksy z innych krajów znajdziecie poniżej:
Francja: Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Seks po francusku
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym - Jak używać prezerwatywy, czyli seks w Gruzji
Holandia / Belgia: Niderlandica.pl - Czerwone latarnie i magiczne okna - prostytucja w Holandii i Belgii
Irlandia: W Krainie Deszczowców - Sex w Irlandii
Niemcy: Niemiecki w domu - Seks po niemiecku
Rosja: Dagatłumaczy - blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Anegdoty związane z seksem
Wielka Brytania: Angielski dla każdego - Let’s talk about sex, czyli o edukacji seksualnej w Anglii
Włochy: Studia, parla, ama - 10 słów związanych z seksem
Jeśli zaś spodobała się Wam nasza akcja i chcielibyście do nas dołączyć, piszcie na adres:
blogi.jezykowe1@gmail.com

16 komentarzy:

  1. nie to ze sie czepiam albo ze uwielbiam poprawiac innych, ale system matrylinearny nie zawsze wiaze sie z matriarchatem. ciekawi mnie jak w przypadku mosuo wyglada na przyklad sprawowanie rzadow nad spoleczenstwem, wsia, podejmowaniem decyzji ogolnospolecznych - czyli jak prowadzony bylby kraj oparty na ich wartosciach - czy tu tez rzadza kobiety? bo jesli nie, to mamy do czynienia z matrylinearnoscia, ale nie matriarchatem czyli mosuo maja system jak w poganskiej europie (swoja droga tez na tle swiata wyjatkowy :P). wiesz moze cos na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rządzą też kobiety. To znaczy: wszystkie decyzje podejmowane były tradycyjnie przez najstarszą kobietę w rodzinie, choć głosy innych członków rodziny, w tym mężczyzn, musiały być przez nią brane pod uwagę.

      Usuń
    2. są jakieś informacje na temat konfliktów zbrojnych tej grupy etnicznej? czy czegoś wykraczającego poza domowe ognisko?

      Usuń
    3. o wojnach nie słyszałam, ale za to czytałam trochę o handlu i o raczej pokojowych kontaktach z innymi grupami etnicznymi. Sporo na ten temat dowiedziałam się od samych Mosuo oraz z encyklopedii kultury Yunnanu. Do handlu byli wysyłani mężczyźni - ale pełnili tylko rolę posłańców i pośredników. Decyzje zapadały na szczeblu, na który żaden mężczyzna nie miał wstępu.

      Usuń
    4. ooo, no i to do mnie przemawia! dziekuje ci bardzo za te informacje! wreszcie jakis nieodlegly w historii przyklad kobiecych rzadow - i to jeszcze w kwestiach biznesowych! :D

      Usuń
    5. kurcze, naszlo mnie jeszcze pytanie: skad im sie to wzielo? u celtow kobiety byly uznawane za istoty bardziej magiczne od mezczyzn i dlatego oddawano im wszystkie domowe fundusze wierzac, ze lepiej nimi beda dysponowac. jak to sie stalo u Mosuo?

      Usuń
    6. Niestety nie wiem, czy magia miała z tym coś wspólnego, ale jeśli chodzi np. o handel, to Mosuo nie są jedynym ludem yunnańskim, w którym kasę trzymały baby. Tak samo jest u Naxi, których zresztą Chińczycy Han wrzucają z Mosuo do jednego worka, mimo dość oczywistych różnic dotyczących innych aspektów kultury.

      Usuń
    7. tak o tym kompletnym braku rozroznienia slyszalam... szkoda, ze tak malo wiemy o tych ludach i jak ich kultura sie rozwijala. :(

      Usuń
  2. ciekawa osoba i nawet jeśli podkolorowałą wiele rzeczy w swych książkach, z pewnością przybliżyła laikom zwyczaje Mosuo. (Kasia z Krainy Deszczowców)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje. Dlatego o niej piszę, ostrzegając tylko, by czytać krytycznie ;)

      Usuń
  3. Nigdy nie słyszałam o chodzonych małżeństwach :) Dzięki takim blogom jak Twój moja erudycja zwiększa się z edycji na edycję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się! Najfajniej jest właśnie wtedy, kiedy podrzucę coś, o czym wie niewielu ludzi :)

      Usuń
  4. Ha, tak to często bywa, że osoby piszące o "egzotycznych" krajach dobrze wiedzą, co się spodoba i co się sprzeda, więc mocno koloryzują w swoich opowieściach. A słowo pisane idzie w świat i świat wierzy w to, co napisano, nawet jeśli bywa grubo przesadzone. Ciekawy wpis, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sądzę, że przynajmniej część książek o Gruzji też jest tak pisana :)

      Usuń
  5. Japończycy (arystokraci) też mieli w okresie Heian ciekawy zwyczaj małżeński - małżonkowie mieszkali osobno, a mąż odwiedzał żonę (lub żony). Czyli matrylokalizm. Ale dzieci przynależały do linii ojca. I też nikt nie zawracał sobie głowy głupotami typu dziewictwo / jego brak / liczba partnerów / partnerek. Małżeństwem zostawało się po trzech kolejnych spędzonych wspólnie nocach. Acz całość była bardziej usystematyzowana prawnie niż u Mosuo.

    Bardzo ciekawy wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. liczbą partnerów też się nie przejmowali? To znaczy kobiety mogły być tak samo rozwiązłe jak mężczyźni?

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.