blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-12-28

炒洋芋絲 smażony jedwab z ziemniaków

Yunnan to pyroland. Jada się tu ziemniaki przyrządzone na wiele różnych sposobów. Ba, w normalnych yunnańskich knajpach można bez problemu dostać purée ziemniaczane - fakt, inaczej doprawione, ale takie... nasze!
My też lubimy kartofle. A odkąd mam tarkę, pozostawioną przez jedną z koleżanek, która już Yunnan opuściła, poniższa potrawa często gości na moim stole.
Składniki:
*duży ziemniak albo kilka małych
*dodatki - na przykład papryka pokrojona w paseczki. Zresztą cokolwiek w paseczki, byle było innego niż ziemniaki koloru.
*imbir w paseczkach
*przyprawy: od soli i pieprzu po pieprz syczuański i chilli, wedle upodobania
Wykonanie:
1) z ziemniaków zrobić jedwab. Czyli albo zetrzeć na tarce o grubych oczkach, albo pokroić tasakiem w cieniusieńkie jak jedwab paseczki. Ja, gdybym próbowała w sposób tradycyjny pokroić ziemniaki tasakiem, skończyłabym zapewne bez palców, oka i połowy lewej stopy, więc wybieram nietradycyjny sposób.
2) wypłukać ziemniaki z krochmalu i osuszyć. W trakcie, gdy schną kartofle, można przygotować dodatki - u mnie najczęściej jest to papryka bądź ogórek w paseczkach plus, oczywiście, imbir.
3) na rozgrzany tłuszcz wrzucić imbir; gdy zapachnie, dorzucić ziemniaki i smażyć, cały czas mieszając, aż będą al dente.
4) wówczas dodać dodatki i przyprawy, przesmażyć je razem i już można wyłożyć na półmisek.

5 komentarzy:

  1. Jadę do Yunnan. Na Tajwanie ziemniaki to towar deficytowy, poza tymi słodkimi, które absolutnie mi nie smakują i poza frytkami, których nie lubię niezależnie od kraju podania. A kiedy patrzę na Twoje ziemniaczki, to w brzuchu aż mi burczy...Dobrze, że już niedługo będe na europejskich wakacjach i uzupełnię niedobór krochmalu w organiźmie...

    Pozdrawiam i życzę szampańskiego sylwestra

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogóreczek i papryczka świeża nie konserwowa?Pozdrawiam ZB pięknie grał kolędy na saksofonie.Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrobię, tylko paprykę muszę nabyć, bo już wszystko zeżarłam co w domu miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba pierwszy post okołokuchenny, który nie sprawił, że znów zaczęłam się zastanawiać, co właściwie robię na Tajwanie ;) W Hubei wyczerpałam kilkuletni zapas tolerancji na ziemniaki al dente, nawet huajiao nie pomoże ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. świeże, świeże :) Dziękuję za miłe słowa :) A Ty, Kayeczko, pamiętaj, że można je po prostu trochę dłużej w woku potrzymać i usmażyć na chrupko...

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.