blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-10-01

tom yam ต้มยำ 泰式酸辣湯

Ponieważ opis tego cudu kulinarnego na polskiej wiki mnie mocno rozczarował, postaram się uściślić.
Nazwanie tom yamu po prostu zupą jest jakimś kompletnym nieporozumieniem. Tak, "tom" znaczy gotować, ale... Wiecie, to jakby zupą nazwać gulasz. Najważniejsze jest bowiem to, co w środku, a być tego może dużo. No, ale niech już będzie zupa. Zupa, grrr...
Jest kwaśno-ostra, który to smak zadomowił się nie tylko w Tajlandii, ale i w Laosie i kilku innych pobliskich krajach. Wyobraźcie sobie taki rosołek, w którym smak nadają trawa cytrynowa, liście papedy, galangal, sok z limonki bądź owoce tamaryndowca, sos rybny i duuuużo chilli. Kiedy zupa już pachnie, wystarczy do niej dodać to, co tygryski lubią najbardziej - od owoców morza przez mięsa po grzyby i warzywa. Co kto lubi. Moi Tajowie najbardziej kochają najprostszą wersję, w której rosół gotowany jest na rybach. Jest to smak chyba najbardziej tradycyjny, a z racji dostępności ryb w całej Tajlandii jest też ten typ stosunkowo najbardziej popularny. Hmmm... coś mi się wydaje, że następny pobyt w Polsce też uczczę taką zupą... Ale zamiast ryb możemy wrzucić wszystko: krewetki, te takie duże (tygrysie, o ile mnie pamięć nie myli), roztomaite inne owoce morza, kawałki kurczaka, cokolwiek! Można też wzbogacić smak mlekiem kokosowym (a dupa rośnie...). Pod sam koniec można wrzucić zieleninę - najczęściej świeżą kolendrę. Można dodać suszone chilli obok tego świeżego, na którym gotowaliśmy zupę.
Kiedyś na pewno spróbuję wykonać zupę tom yam własnoręcznie. Wczoraj jednak poszliśmy z ZB na łatwiznę i kupiliśmy pastę tom yam.
Pasta różni się od wywaru gęstością i intensywnością, m.in. dlatego, że wszystkie składniki zostają rozdziabane i usmażone, a poza tym dodaje się do niej również soli (normalnie sos rybny starcza, ale w paście go nie ma), cukru, czasem sosu sojowego, czosnku, imbiru, cebulki zielonej... Inna rzecz, że ja też chętnie dodaję te składniki do zupy, więc mnie to akurat nie boli; kuchnia con-fusion górą!
Kupiliśmy więc pastę, a jako główne składniki zupy wymyśliliśmy sobie krewetki, gołąbki zielonawe,
marchewkę, zieleninę i ziemniaki.
Krewetki zostały kupione jeszcze żywe. ZB je oporządził - znaczy nacinał grzbiety
i wyjmował krewetkowy przewód pokarmowy - taką małą czarną niteczkę.
Teoretycznie można nie wyjmować, ale jakoś nie chcę jeść tego, co żarła krewetka...
Ziemniaki w grube plastry, marchewka i grzybki takoż. W międzyczasie gotujemy wodę i albo dorzucamy wszystkie wymienione wcześniej składniki, albo pastę :) Gdy pachnie, wrzucamy w takiej kolejności, żeby wszystko zdążyło się ugotować, a nic rozgotować. My: grzyby, ziemniaki, marchewkę i krewetki.
Na koniec trzeba dodać limonkę i sos rybny (kocham sos rybny).
Można oczywiście podać jako zupę. Można też wyjadać krewetki i grzyby, resztę zostawiając w świętym spokoju (moje małe moi tak zawsze czyni). Można też zeżreć w przybliżeniu pół kilo ryżu zalanego tą zupą, zagryzając dołożonym do zupy czosnkiem i imbirem (jak to czyni ZB). Każda wersja jest poprawna, każda jest smaczna.

4 komentarze:

  1. Takiego smaka mi narobiłaś, że mi się tom yum właśnie gotuje :) Wczoraj zaopatrzyłam się w pakiecik tomyumowej włoszczyzny i gar jest pełen zupki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja ide po onigiri i bede je sobie zalosnie pogryzac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubisz kolendry, i tak by Ci nie smakowało ;)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.