2009-05-04

:D

a moze w ten sposob:czyli zajelam drugie miejsce w szkolnym konkursie spiewaczym. A gdybym zajela pierwsze, to i tak palme pierwszenstwa z radoscia bym oddala trzem Koreanczykom, ktorzy zrobili show stulecia - choc spiewac nie potrafili wcale ;)
我還是非常喜歡唱歌囉! :)

konkurs spiewaczy 歌唱比賽

"白小台同学
在云南大学留学生院2009年春季学期“才艺展示--歌唱比赛”中获得“亚军”荣誉。"
Kolezanka Bialy Maly Tajfun w konkursie spiewaczym organizowanym przez instytut dla dziwolagow (czyli szkole dla obcokrajowcow) Yunnanskiego Uniwersytetu w semestrze wiosennym 2009 roku zajela drugie miejsce.
Poszla za tym ngroda wysokosci 150 yuanow ^.^

2009-05-03

傈僳族 Lud Lisu i drabina noży

Pisałam już o nich kiedyś, przy okazji Tybetańczyków. Ale w majowy przedłużony weekend (tylko 3 dni, tfu, cholera) w Kunmingu odbył się milion pokazów różniastych, a ja mogłam sobie siedzieć pod samą sceną, bo byłam Zaproszonym-Na-Wypadek-Pojawienia-Się-Reporterów-Lub-Gości-Z-Innych-Krajów-Tłumaczem. Jedynym obcokrajowcem byłam jednak ja sama, skutkiem czego wszyściutcy dziennikarze z Kunmingu przeprowadzili ze mną wywiady, robili zdjęcia i "kamerowali". Wczoraj rozdzwoniły się telefony, bo WSZYSCY moi chińscy znajomi widzieli mnie w dziennikach telewizyjnych rozmaitych stacji yunnańskich ^.^ Jestem sławna! :D
No tak. Nieczęsto zdarza się białas, który chce oglądać ludowe śpiewy
tańce itp.

Największą atrakcją była wspinaczka na górę noży (上刀山). Przy akompaniamencie zawodowej grupy perkusyjnej,kolejni śmiałkowie wspinali się BOSYMI STOPAMI po drabinie utworzonej z noży. Sprawdziłam, czy ostre. Zacięłam się w palec. :( Każdy śmiałek, któremu udawało się tego dokonać, był tryumfalnie obnoszony po placu... na nożu (jakżeby inaczej!).
Mnie osobiście najbardziej przerażało, gdy na drabinie dochodziło do "wymijania"...

Łażeniem po nożach zajmują się przynajmniej trzy chińskie grupy etniczne - Zhuang 壯族, Yao 瑤族 i Lisu 傈僳族. U wszystkich trzech służyło to komunikacji z duchami/bogami/przodkami, zazwyczaj proszono o pomyślność, ale czasem tego typu ceremonia odbywała się, gdy konieczne były egzorcyzmy. Najprościej wyglądało to u Zhuangów - wystarczyło wejść, zadąć w róg, odpalić fajerwerki i zejść. U Yao i Lisu włażenie na drabinę nożową (oprócz nazwy 上刀山 używa się również 爬刀梯) zazwyczaj było połączone ze "zstąpieniem w morze ognia" 下火海, czyli najczęściej łażeniem po rozżarzonym metalu albo po tlących się węgielkach, czasem również z lizaniem rozżarzonych przedmiotów. Właśnie u Lisu wyglądało to najciekawiej - bo obie części ceremonii odbywają się przy akompaniamencie mocno transowej muzyki (ach, te ludowe bębenki!); wprowadzony muzyką w trans mistrz ceremonii ponoć nie odczuwa bólu i ani metal, ani ogień nie śmią zrobić mu krzywdy.
Niestety, tej drugiej części nie było mi dane zobaczyć. Za to wzięłam czynny udział w chwaleniu śmiałków za złożenie tej ofiary - zgodnie z tradycją, razem wytrąbiliśmy morze wódki, wyśpiewaliśmy morze pieśni (ja się włączałam tylko w refrenowe "lalala") i wytańczyliśmy setki tańców (i dziś musiałam iść do szewca wymienić fleczki w moich cudownych nowych fioletowych szpileczkach. Swoją drogą - jeśli spodziewacie się ludowych tańców, nie zakładajcie szpilek, dobrze radzę).
Gdyby ktoś chciał zobaczyć, tutaj filmiki: