Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 河北 Hebei. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 河北 Hebei. Pokaż wszystkie posty

2015-09-24

Buddowoc 佛型梨

Wspomniałam o nim przy okazji postu o Qiubei. Bije jednak rekordy popularności w całych Chinach - jako prezent i jako świątynna ofiara, rzadziej jako przekąska. Jest zielony, szczelnie opakowany i - faktycznie wygląda jak wesoły, zielony Budda. Czary? Koleżanka zapytała, czy "bierze się posążek buddy z określonej świątyni, zakopuje w ziemi, podlewa i odprawia stosowne rytuały a po roku mamy budda-gruszki"?
Niestety, prawda jest bardziej prozaiczna, choć wymaga znacznie więcej czasu i pracy. 
Razu pewnego Hao Xianzhang 蒿现章 (Bylica Obecnie Pieczątka), farmer z Hebei stwierdził, że nie chce już być biedny. Że chce wyeksportować swoje owocki do Anglii i zarabiać w funtach, nie w yuanach. W 2003 roku zaczął więc przysposabiać grusze; sześć lat mu zajęło, zanim stworzył pierwszych dziesięć tysięcy buddowoców. Każdy zalążek owocu otaczany jest "foremką", w której rośnie, nabierając buddokształtu. Każda foremka kosztowała pięć funtów, więc wyobraźcie sobie, ile musi kosztować owoc, żeby się opłacało go wytworzyć... Oczywiście - foremek nie trzeba co roku zmieniać, ale poziom inwestycji początkowej nadal mi imponuje :)
Początkowo Bylica zamierzał owocki eksportować. Szybko się jednak okazało, że Budda sprzedaje się w Chinach wystarczająco dobrze, by dało się na tym nieźle zarobić. Narodziła się nowa świecka tradycja rozdawania buddowoców jako prezentów itp. Buddowoc ma ponoć przynosić szczęście. No i jest taki kawaii!
Mający do interesów tęgą głowę Bylica stwierdził, że da się zarobić jeszcze lepiej. Zaczął wsadzać buddowoce do flaszek z wódką - i tak właśnie powstaje nowoczesna buddyjska święcona woda!
Oczywiście natychmiast pojawili się naśladowcy, ale pamiętajcie - prawdziwy buddowoc musi pochodzić z Hebei!

2015-04-19

Wiatr 风

Dziś przed Wami wiersz Li Jiao (Śliwy Najwyższego Szczytu) 李嶠, tangowskiego poety.

解落三秋叶,
Późną jesienią strąca liście,
能开二月花。
rozkwita kwiaty wczesną wiosną.
过江千尺浪,
Przechodząc przez rzekę tworzy tysiącstopowe fale,
入竹万竿斜。
A wszedłszy w las potrafi naraz przygiąć dziesięć tysięcy bambusów.

Taki to ci z wiatru mocarz nad mocarze :) A jednocześnie wspaniała zagadka - jeśli nie znasz tytułu, z łatwością zgadniesz, o kim wiersz opowiada. Tak, wiem, że o czym, nie o kim, ale w tym wierszu wiatr został tak ślicznie zantropomorfizowany, że aż mi szkoda mówić o nim "coś".
Co najbardziej zaskakuje, to fakt, że wiersz napisał ktoś w rodzaju pierwszego ministra, ważna figura politycznej sceny owych czasów. Autor pochodził z terenów dzisiejszego Hebei, wywodził się ze znaczącej rodziny o sięgającej wiele lat wstecz historii okołopolitycznej. Ojciec odumarł go młodo, zaś późniejszy poeta opiekował się matką z wielkim oddaniem. Nie zaniedbał jednak nauki: już w wieku lat 14 opanował pięcioksiąg konfucjański, a mając lat 19 zdał egzaminy urzędnicze. Sprawdziwszy się w Gansu na odpowiedzialnym stanowisku, przybył do stolicy, gdzie nie tylko robił karierę, ale również wszedł w krąg młodych, zdolnych poetów.
Szybko piął się w górę, pełniąc rozmaite funkcje. A to cenzurował pisaninę innych, a to przekonywał rebeliantów o konieczności bezkrwawego poddania się, a to podpadał cesarzowej Wu Zetian za to, że ośmielił się stanąć w obronie niewinnie oskarżonych, a to tworzył cesarskie edykty, a to szefował ówczesnemu uniwerkowi. Raz w łaskach, raz oddalony - przetrzymał cztery koronowane głowy, zanim zmarł na wygnaniu. To musiał być łebski gość. Czytałam z niekłamanym zainteresowaniem, jak lawirował, by ocalić stanowisko, fortunę i życie, a kolejni władcy jakimś cudem dawali mu spokój, choć inne głowy sypały się gęsto. Li Jiao pisał o wietrze jak o mocarzu; on sam jednak bardziej pasuje mi do bambusa, który jest mocny i lekki i który można wygiąć, ale trudno złamać...