blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-06-28

Wuhouci 武侯祠

Wyobraźcie sobie, że w wielu miastach w Polsce... ba, w Europie! stoją świątynki ku czci Zawiszy Czarnego. Tak, tego słynnego rycerza, zaufanego doradcy Jagiełły, o którym głośno było w całej Europie.
Ciężko, co?
A tymczasem w wielu chińskich miastach stoją świątynie ku czci Wojowniczego Markiza - czyli Zhuge Lianga, doradcy Liu Beia, mądrego i cwanego przywódcy z Epoki Trzech Królestw, który konceptami swemi wyprowadzał wrogów w pole niczym Zagłoba, a jego imię do dziś żyje w przysłowiach, anegdotach i na kartach ksiąg.
Oczywiście, jedna z najbardziej znanych jego świątyń mieści się w stolicy dawnego Państwa Shu, czyli w Chengdu. Nie jednego Zhuge Lianga się tam czci; nie mniej ważne jest mauzoleum Liu Beia, czyli założyciela Państwa Shu. Zresztą - właśnie mauzoleum jest najstarszym budynkiem tego kompleksu świątynnego - zaczęło powstawać już w 223 roku, tuż po śmierci władcy. Część poświęcona Zhuge Liangowi powstała natomiast zapewne przed początkiem panowania dynastii Tang, naprzeciwko świątyni czczącej Liu Beia. Oczywiście, od tamtego czasu wszystkie trzy budynki były wielokrotnie przebudowywane i odbudowywane - niestety, w wojennym zapale świątynie zostały zmiecione z powierzchni ziemi już za Mingów. Dopiero Kangxi w drugiej połowie XVII wieku odbudował to jakże ważne miejsce. Miejmy nadzieję, że przemienienie Wuhouci w muzeum i wpisanie na listę ważnych syczuańskich zabytków ustrzeże to miejsce przed dalszymi przeróbkami i zniszczeniami.
Jest ona ciekawa z paru powodów. Po pierwsze - to jedyna w Chinach świątynia, w której czci się i władcę, i podwładnego - czyli znajdziemy tu ołtarze i z wizerunkiem Liu Beia, i z podobizną Zhuge Lianga. Po drugie - jest stara. Po trzecie - jest tu fantastyczne muzeum. Oprócz samych budynków świątynnych i muzeum, na terenie dzisiejszej Wuhouci znajduje się i park, którym można dojść aż do ulicy Jinli, z którą tak bardzo kontrastuje - Wuhouci jest bowiem cichym i spokojnym miejscem, odpowiednim do przyswajania solidnej lekcji historii.
Gdybym miała powiedzieć, co w Wuhouci sprawiło mi największą przyjemność, bez zastanowienia odparłabym - muzeum. Jest interesujące i wystarczająco dobrze opisane. Tutaj znajduje się strona internetowa tego przybytku; niestety, wersja angielska jest mało interesująca w porównaniu z chińską. Na chińskiej możemy bowiem znaleźć zdjęcia i opisy wielu posągów i zabytków, które się w Wuhouci znalazły.
Drugim wspaniałym miejscem jest oczywiście park, po którym się przyjemnie spaceruje nawet w deszczu.
Na trzecim miejscu postawiłabym krużganki, w których poustawiano posągi ważnych historycznych postaci z czasów Zhuge Lianga i Liu Beia. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu odkryłam wśród nich... Yunnańczyków :) Ale o tym kiedy indziej.
Dla mnie - obcokrajowca - stosunkowo najmniej ciekawe są same miejsca kultu. Poza tym, że na miejscu Boga Pieniędzy i jemu podobnych znajdują się wojskowi, dla mnie nie ma w nich nic interesującego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.