blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-01-10

chuiguo 炊锅

Pisałam już kiedyś o słynnych yunnańskich ogniowych kociołkach. Z najważniejszym z nich czekałam na Wielką Okazję: przyjaciele przyjechali i mogliśmy wieloosobowo udać się do knajpy, w której podawany jest tradycyjny kunmiński kociołek - chuiguo (większość kunmińczyków mówi nań cuiguo, bo nie znają prawidłowej wymowy mandaryńskiej^.^). W ogóle mawiało się tak dawniej na wszystkie ogniowe kociołki; z czasem młodzież zaczęła używać nazwy huoguo w stosunku do tych "obcych", a chuiguo zostało na opisanie tego tradycyjnego kunmińskiego.
Chuiguo jest tradycyjnie zrobiony z miedzi*. Składa się z owalnej miski z dziurą na kominopiecyk i właśnie z tego kominopiecyka, dzięki któremu miska cały czas jest ogrzewana. Oto on:
Oczywiście do miski wlewa się zupę i dodatki. Tradycyjne zupy to kurczaczy rosół, zupa przygotowana na dużych wieprzowych kościach bądź na kości od szynki yunnańskiej. W zasadzie nie doprawia się ich niczym poza solą - smak wzbogacą gotowane w tej zupie smakołyki. A wśród nich - krokieciki jajeczne 蛋卷, szynka yunnańska, plasterki mięsa, surou, kluski sojowe, skóra wieprzowa, marchew w słupkach, skórka tofu, kwiaty liliowca, tofu, kapusta, pędy bambusa, pędy groszku... Tak naprawdę ograniczeniem jest tylko wyobraźnia kucharza. Te wszystkie pyszności układa się warstwami w misce, na wierzch wykładając mięso i krokieciki. Na to wlewa się zupę, dosmaczając ją kardamonem i pieprzem, a potem garnek zostaje przykryty, zaś spód wypełnia się drewnem albo węglem drzewnym i rozpala. Gdy mięso jest już ugotowane, można zacząć jeść, maczając dla smaku produkty w miseczce z sosem z dużej ilości cebulki, chilli i odrobiny zupy. Zwykłej wielkości chuiguo zapewnia pożywienie czterem osobom albo trzem obżartuchom.
Właściwie z wyglądu jest ten gar niemal identyczny z tradycyjnym mongolskim kociołkiem; o ile jednak na Północy macza się we wrzątku plastry baraniny i to one są podstawą posiłku, w kunmińskiej wersji zamiast tradycyjnego dla huoguo mięsa do maczania we wrzątku mamy po prostu zupę z dodatkami. Zapewne stało się tak dlatego, że temperatura wrzenia w Kunmingu jest niska i trzeba czekać wieki na kawałek mięsa - lepiej po prostu przyrządzić zupę i nie bać się, że jej składniki będą surowe...
Dawniej takie chuiguo jadało się tylko od wielkiego dzwonu - głównie na kolacje sylwestrowe. Ponieważ mało kto miał taki wymyślny garnek w domu, można go było wypożyczyć z knajpy czy nawet z przyzakładowej stołówki. Składało się zamówienie i garnek wraz z odpowiednio poukładaną zawartością można było wziąć na wieczór do domu; zupę kupowało się oddzielnie albo gotowało samemu. Drugą okazją do spożycia takiego posiłku było... Święto Zmarłych, czyli Święto Wielkiej Czystości, które odbywa się na wiosnę. Drałuje się wówczas w góry, by sprzątać groby i... piknikować. Często właśnie w tym piknikowaniu główną rolę otrzymywał chuiguo.
Z czasem chuiguo zostały niemal wyparte przez syczuańskie ogniowe kociołki z ostro-drętwą zupą. Doprawdy nie wiem, dlaczego. Przecież dowolny smakołyk ugotowany w tej mocnej zupie smakuje dokładnie tak samo - właśnie tą zupą! To jest okropnie nudne. W naszym kociołku poszczególne składniki zachowują swój smak, a jeśli wydają się zbyt mdłe - mamy pod ręką maczajkę, która nada daniu pikanterii. Na koniec mamy również przepyszną zupę, którą zostawić byłoby grzechem!
Niestety, obecnie bardzo niewiele knajp serwuje chuiguo; ja znam zaledwie trzy, przy czym właściwie tylko jedną ZB ocenił dobrze: "tutaj to wygląda i smakuje prawie tak, jak pamiętam z dzieciństwa".
Po ostatnim zdjęciu widać, że smakowało, prawda? :)

*choć obecnie zdarzają się i takie z aluminium, niklomiedzi, mosiądzu, a nawet srebra.

4 komentarze:

  1. Wygląda super! Aż się głodna zrobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja nawet w trakcie pisania się śliniłam :)

      Usuń
  2. Zawsze bardzo chcialam sprobowac takiegoo kociolka. Niestety, nie mialam sposobnosci bedac w Chinach. Nie mogac sie porozumiec w zadnym jezyku bylam skazana na metode wskazywania palcem z chce to, co ktos ma w miseczce, albo na wyborze na chybil trafil z karty.
    Udalo mi sie trafic do takigo kociolkowego przybytku przez przypadek w Kambodzy, ale to przeciez nie to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie okazja :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.