blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-05-17

餛飩 uszka

Zawsze, gdy nachodzi mnie nieprzeparta ochota na pierogowe cosie, dziękuję Buddzie, że mnie przywiódł do Chin. Nie to, że nie umiem sama sobie zrobić pierogów. Umiem. Tradycja rodzinna z wieloosobowym lepieniem setek pierogów nie umrze wraz ze mną, bo lepienie pierogów to dla mnie prawdziwa przyjemność. Chińczycy jednakowoż ułatwili mi życie do granic możliwości.
Po pierwsze: właściwie na każdym targu można nabyć świeże, pokrojone już na krążki czy plasterki, ciasto pierogowe.
Kosztuje złotówkę za pięćdziesiąt sztuk, więc nie jest to duży wydatek. W domu wystarczy zrobić farsz - i każde pierogi, o jakich marzycie, są dostępne w pół godziny. Biorąc pod uwagę fakt, że moja kuchnia jest mocno minimalistyczna i nie miałam nawet wałka, gotowe ciasto pierogowe jest spełnieniem moich marzeń.
Oczywiście, w tutejszych sklepach, tak samo jak w naszych, dostępne są niedobre pierogi mrożone. Nie wracajmy do tego tematu.
Miejscem, które pokochałam od pierwszego wejrzenia jest uszkarnia.
Siedzą tam sobie codziennie matka z córką i lepią.
Asortyment mają niewielki: pierogi z mięsem, uszka z mięsem i czosnkiem bulwiastym oraz krokiety wiosenne. Można do nich wejść tak po prostu i zanabyć to, co już zdążyły danego dnia przygotować. Szkopuły są dwa. Pierwszy to fakt, że panie pracują tylko w godzinach 10-13 i 16-19. Teoretycznie. W praktyce kończą, gdy sprzedadzą cały przygotowany towar, czyli czasami godzinę wcześniej. Drugi to fakt, że jeśli nawet jest otwarte i na stoliku roi się od pierogów, niekoniecznie zostaną nam one sprzedane. U pań tych można bowiem zamówić pierogi czy uszka z wyprzedzeniem, na określoną godzinę. I jeśli sprzedadzą "naddatki", to przygotowanych pod zamówienie nie oddadzą obcemu.
Wstępujemy tam zawsze, gdy jest nam po drodze. Uwielbiamy bowiem rosół z uszkami.
Tak, Chińczycy wsadzają uszka - wontony do plus minus rosołu - zupy na mięsie bądź warzywach, czasem z dodatkiem makaronu. Tak, i uszka, i makaron :)
Nasza ulubiona wersja to zdecydowanie ta z zupą z wodorostów i malusieńkich krewetek rzecznych.
Składniki (dla 2 osób):
  • dwie porcje uszek z mięsem - w zależności od wielkości uszek i pojemności żołądka 5-15 uszek na osobę
  • suszone wodorosty, suszone krewetki
  • dodatki, np. zielona cebulka, czosnek bulwiasty, kapusta pekińska albo inna, czosnek
Wykonanie:
1) Wodorosty i suszone krewetki porządnie namoczyć. Najlepiej zrobić to poprzedniego dnia.
2) Uszka ugotować. Nie robimy tego bezpośrednio w zupie, ponieważ nadzienie jest z surowego mięsa i trzeba je gotować naprawdę długo.
3) W międzyczasie posiekać dodatki, np. kapustę pekińską, zieloną cebulkę, czosnek bulwiasty albo zwykły, co kto lubi.
4) Ugotować krewetki i wodorosty w odpowiedniej ilości wody. Odpowiednia jest taka, żeby starczyła akurat do przykrycia uszek w dwóch miskach. My zazwyczaj odmierzamy to tak, że skoro będziemy jedli w dwóch miskach, a w każdej do połowy będą sięgać uszka i dodatki, to znaczy, że pełna miska wody wystarczy na zupę dla dwojga.
5) Odcedzić uszka i wsadzić je do dużej, głębokiej miseczki (nasze barszczówki są mniej więcej 2-3 razy za małe), przykryć zieleniną czy innymi dodatkami. Zalać zupą. Ewentualnie dosmaczyć sosem sojowym i octem, najlepiej ciemnym. Gama przypraw jest duża, przecież niektórzy lubią z chilli, pieprzem, większą ilością warzyw, z czymkolwiek. My lubimy nawet soli nie dodawać do zupy - przecież uszka się gotowały w wodzie z solą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.