blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-02-20

Dalijskie „grawerowane” i „duszone” śliwki 大理雕梅、炖梅

„Grawerowane” śliwki są tradycyjną przekąską ludu Bai. Już za czasów państwa Nanzhao były one jednym z ulubionych darów dla krewnych i przyjaciół. Wymoczona w wodzie wapiennej śliwka jest następnie suszona, po czym na stwardniałej powierzchni graweruje się wzory, techniką podobną do wykonywania wzorów na naszych pisankach. Potem należy wycisnąć pestkę, a śliweczkę zgnieść na kształt mocno zygzakowaty, przypominający kwiat chryzantemy. Po wsadzeniu do wody zasypać solą, żeby pozbyć się kwaśnego smaku śliwkowego. Kiedy już opłuczemy śliwki, wsadzamy je do kamionkowego gara razem z brązowym cukrem i miodem, w których macerujemy śliwki ładnych kilka miesięcy. Jak długo? Aż zielone śliweczki, jeszcze niedojrzałe, któreśmy tak potraktowali, zmienią kolor na łagodnie żółty. Tak przyrządzone, nie są ani za kwaśne, ani za słodkie, ani za słone.
Najsłynniejsze nie pochodzą z samego Dali, a z Eryuan 洱源, które wprawdzie uprawia całą masę innych produktów, ale żyje głównie ze śliwek i z gorących źródeł.
W tamtych stronach bajskie dziewczęta od dziecka uczą się, jak grawerować śliwki, toteż właśnie ta umiejętność jest u nich przedmiotem rywalizacji i dumy. Właśnie dlatego jednym z podarków dla przyszłej teściowej jest garść jak najpiękniej wygrawerowanych śliwek. Później, już w wieczór ślubny, panna młoda częstuje gości bimbrem i śliwkami, a ich wykonanie będzie dla gości podstawą oceny, czy pan młody dobrze wybrał.
I poeci sławią nasze śliwki:
小小青梅上指尖
Małą zieloną śliwkę na opuszce palca
巧手翻作玉菊兰
Zręczna dłoń obróci w nefrytowy kwiat
蜜糖浸渍味鲜美
Słodka bejca da świeży, cudny smak
疑是仙葩落人间
jakby kwiecie nieśmiertelnych spadło na ziemię...

Szczerze? Są słone i niedobre. Ale Chińczycy je lubią, w tym mój Pan i Władca, więc zawsze mamy trochę w domu...

A teraz śliwki gotowane, zwane też czarnymi. Bierzemy gorzką śliwkę, wsadzamy do kamionkowego gara i dusimy na wolnym ogniu przez jakieś dwa miesiące (w tradycyjnym bajskim domostwie, w którym od rana do wieczora płonie ogień, nie jest to takie trudne do wykonania ani specjalnie kosztowne). Gdy będzie już czarna, można spożywać. Można też przechowywać dowolną ilość czasu – nic nie może przecież bardziej zepsuć smaku śliwki... A tak serio, te śliwki są często używane do dosmaczenia przystawek czy zup – zwłaszcza do tradycyjnej kwaśno-ostrej zupy rybnej. Są tak kwaśne, że efektywniejsze nawet od octu. Uważane są również przez Bajów za lekarstwo żołądkowe oraz skuteczny obniżacz wewnętrznego gorąca.
Tych nie przechowujemy. Jakoś wystarcza nam do szczęścia limonka...

Z Dali pochodzą również suszone żółte śliwki, które mnie prywatnie najbardziej do gustu przypadły :) Po prostu dlatego, że nic tam nie dodali...

2 komentarze:

  1. Czegos nie rozumiem...
    1) moczenie, suszenie
    2) grawerowanie
    3) pestkowanie, gniecenie, moczenie z sola, moczenie z cukrem
    Tak?
    Czyli te biedne Bajki sie naswistakuja, ktos rzuci okiem i dzielo sztuki idzie sie pasc?
    To jeszcze gorsze niz pisanki!

    OdpowiedzUsuń
  2. albo jak miniaturowe rzeźby z czekolady :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.