blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-07-31

Pamietnik kulinarny z Chin

W domu poza kuchnia con-fusion w wykonaniu mojej Mamy, czekala na mnie ksiazka, ktora podbila moje serce i pokonala jetlaga. Jest to ksiazka Fuksji Dunlop "Pletwa rekina i syczuanski pieprz. Slodko-kwasny pamietnik kulinarny z Chin", wydana przez Swiat Ksiazki. Przetykane przepisami wspomnienia o poczatkach "rozgryzania" kuchni chinskiej napisane sa zywym jezykiem i sa w dodatku starannie przetlumaczone. Wprawdzie jesli ktos nie czyta mojego blogu regularnie, bedzie mial raczej male pojecie o tym, co to wilec wodny czy niesplik japonski, ale czyta sie i tak wspaniale, a przepisy sa sensowne - w koncu pani Dunlop jako pierwsza Europejka ukonczyla Syczuanska Szkole Gastronomiczna i wie, jak uzywac tasaka i ile wsypac pieprzu syczuanskiego. Pewnie skonczy sie to tak, ze kupie jej wszystkie ksiazki kucharskie i bede sie starala odtwarzac wiernie te smaki...
Wracajac do ksiazki - na lopatki rozlozyl mnie epilog.
Jest o gasienicy. O tym, ze autorka, bedac juz w Wielkiej Brytanii, przyrzadzala warzywa na parze i juz na talerzu ujrzala slicznie ugotowana gasienice. Pisze, ze w Chinach jadla skorpiony i inne robale, ale po powrocie do domu nie patrzyla na WSZYSTKO jak na jedzenie. To sie jednak zmienilo.
Kiedy tak wpatrywalam sie w niewielkie, zielone stworzonko na moim talerzu, musialam przyznac sama przed soba, ze pomimo moich staran pomysl zjedzenia go wcale mnie nie odrzuca [...]. Musialam spojrzec prawdzie w oczy - nie bylam juz zuchwala angielska podrozniczka, ktora na obczyznie dostosowuje sie do dziwacznych obyczajow autochtonow. Zycie w Chinach doglebnie zmienilo mnie i moje gusta. Moi angielscy przyjaciele mogli myslec, ze skoro wygladam tak samo, to nadal jestem jedna z nich, ale w rzeczywistosci przeszlam na druga strone. Problem z gasienica nie polegal juz na tym, czy mam odwage ja zjesc, ale czy mam smialosc otwarcie pokazac, ze wcale mnie to nie rusza. [...] Ten posilek wspominam jako pewneo rodzaju przelom, blysk zrozumienia. Przez nastepne tygodnie mialam poczucie, ze wreszcie zegluje pod wlasna bandera.
Byc moze znalazlam moja bratnia dusze :) Dzieli nas pokolenie, ukochanie innego typu kuchni i wiele innych spraw. Ale czytajac jej ksiazke mam wrazenie, ze jest to jedna z nielicznych osob, ktore na Chiny patrza podobnymi do moich oczami...
Polecam.



2 komentarze:

  1. Myślę, że jest więcej takich osób, które patrzą na Chiny podobnie jak Ty, tylko mało takich, które mają odwagę zostawić wszystko u siebie jechać naprawdę poznawać Chiny. :) Ja jak na razie z kultury i jedzenia liznęłam części tajwańskiej i marzy mi się kontynent... A Twojego bloga czytam z wieeeeelką przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze sie, ze sie przyjemnie czyta :)
    A Tajwan to jest mopja pierwsza milosc i nawet mieszkanie do konca zycia w Chinach nie mogloby tego zmienic :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.