blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-05-12

Jaskinie A-lu 阿廬古洞

Powiadaja, ze dawno, dawno temu, w miejscu, w ktorym teraz znajduje sie miasteczko Luxi 瀘西, pomieszkiwali przodkowie dzisiejszego plemienia Yi 彝 – Hanowie zwali ich „kruczoczarnymi barbarzyncami ze Wschodu”. W tych siegajacych nieba, prastarych lasach i groteskowych, przerazajacych jaskiniach to ci barbarzyncy wiedli prym. Do ciezkiej pracy budzili sie o pieniu koguta, a z zachodem slonca spoczywali; sierp i ogien pomagaly im wydrzec naturze kawalek ziemi, w sieci lapali ryby, a zima, gdy snieg zakrywal gory snieznobialym plaszczem, mezczyzni okrywali sie zwierzecymi skorami i ruszali na polowanie. Rytm ich pracowitego zycia zaklocaly tylko boje z innymi szczepami.
Dnia owego, gdy podczas boju stracili juz wielu wojownikow, wodz nakazal, by wycofali sie powoli w strone gor, gdzie zony ich tymczasem przygotowywaly miejsce odpoczynku; wierzyli, ze dnia nastepnego uda im sie pokonac wrogow. Nieszczesna zona wodza, och, niech jej imie przeklete bedzie po wsze czasy, szla wlasnie wylac brudna wode, gdy ujrzala zblizajacych sie wrogow. W poplochu wracajac do wojownikow nieostroznie kapnela brudna woda na magiczny miecz wodza – i wtedy bylo juz wiadomo, ze nic nie uratuje dzielnych wojow. Walczac zaczeli uciekac w strone morza. Wowczas przebiegly wodz wyslal osiemnascie dziewczat, o najpiekniejszych glosach i wiotkich kibiciach, by tancem i spiewem odwrocily uwage wrogich wojsk, podczas gdy dziewieciu bohaterow zbudowac mialo tratwy umozliwiajace ucieczke. A musialo tratw byc 36, by caly lud mogl ujsc z zyciem. Z pierwszym pieniem koguta jednak bylo ich wciaz za malo. I wtedy stal sie cud: ziemia zadrzala – i dziewieciu bohaterow ludu „kruczoczarnych barbarzyncow” zmienilo sie w gory, a osiemnascie dziewczat w jaskinie, w ktorych schowalo sie morze. Jaka szkoda, ze lud ow nie zdazyl ujsc pogoni!... Wszyscy, lacznie z wodzem, zostali wybici co do nogi przez okrutnych wrogow.
Ach, ale coz to? Co to za dzwiek rozbrzmiewa echem w jaskiniach? To placz A-Lu, syna wodza. Cicho, cicho, bo nas znajda – blaga matka, szukajac w jaskiniach kryjowki. Dziecie jakby zrozumialo, bo przestalo kwilic i zapadlo w kamienny sen. Wiedziala jednak kobieta, ze predzej czy pozniej wrogowie znajda ich wlasnie, ostatnich z rodu, dlatego postanowila odwrocic uwage wrogow ujawniajac sie i uciekajac w inna strone. Przy wyjsciu z jaskini uslyszala jednak cichy placz. Ach, A-Feng, piekna dziewuszka, a teraz juz sierotka, moze lepiej byloby, zebys i ty ucichla na wieki? Jednak wniosla zona wodza dziecko do jaskini i ulozyla obok syna, sama zas placzac wyszla, by probowac uchronic dzieci przed smiercia. I takoz, ujrzawszy piekna wdowe, zaczeli wrogowie ja gonic, bowiem wodz ich rzekl, ze pierwszy, ktory ja dopadnie, posiasc ja mogl bedzie. A ona uciekala, uciekala, coraz dalej od kryjowki dzieci, a gdy juz sil jej zbraklo, krzyknela w strone niebios – ide do ciebie, mezu moj i panie, niechaj niebiosa wybacza mi opuszczenie dzieci, wiem jednak, ze to dla nich jedyny ratunek! – i rzucila sie w przepasc. Gdy zas podbiegli w to miejsce zolnierze, z kotliny wyskoczyla wielka, czarna jak smola, tygrysica, ktora, przepedziwszy wrogow, udala sie prosto do jaskini tonacej w placzu szkrabow.
Karmieni tygrysim mlekiem rosli oboje zdrowo i wyrosli na dzielne i sprawne dzieciaki. Och, czas w szczesciu i beztrosce mija tak szybko! A-Lu i A-Feng dorosli. Z A-Lu chlop jak dab, o tygrysim spojrzeniu, junak bez bojazni. A-Feng zas smukla, a plec jej ma barwe dojrzalej brzoskwini. Nie trzeba bylo dlugo czekac, az zaczeli ze soba zyc jak maz i zona. Zyli dlugo i szczesliwie, a dzieci z tego zwiazku zrodzone byly zalazkiem nowego szczepu A-Lu, ktorego totemem stala sie czarna tygrysica (dzis jej posag stoi na glownym rondzie w Luxi).
Starozytne jaskinie A-Lu zyskaly sobie miano najwspanialszych yunnanskich cudow natury. Piekno jaskin, podziemnych rzek (najdluzsza, rzeka Nefrytowe Pedy Bambusa 玉笋, ma prawie kilometr dlugosci i jest cudownie czysta) i olsniewajacych lasow na zewnatrz sprawilo, ze ponad trzykilometrowa trasa spacerowa jest jednym z yunnanskich „must-see”. Juz za czasow dynastii Ming slawny podroznik i geograf Xu Xiake 徐霞客
odwiedzil te jaskinie i opisywal ich piekno. Potem nawet taka slawa jak Zhuge Liang tu dotarl. Zwiedzilam je i ja, oczarowana roznorodnoscia zjawisk krasowych i wyobraznia Chinczykow nadajacych stalaktytom i stalagmitom mocno poetyckie imiona.
Nasza przewodniczka, rodowita Yijka,
chetnie dzielila sie wiedza. Opowiadala o tym, z jakim zaskoczeniem pierwszy raz ujrzala naturalne stalaktyty uformowane jak penis czy piers (jaskinia, w ktorej sie te dwa cuda znajduja, zwana jest Jaskinia Boskich Darow). Razem z nami spiewala tez piesni ludowe, gdy plynelismy lodka po ogromnym podziemnym jeziorze. Ach, jakaz rewelacyjna tam byla akustyka! Niestety, przezroczystych rybek, plywajacych w tutejszych wodach, nie zobaczylam. Moze dlatego, ze sa przezroczyste... Skad one sie wziely w naszej rzece?
Dawno, dawno temu, w Luxi zyl sobie niesmiertelny mianem Tang. Gdy zycie ziemskie mu zbrzydlo, skryl sie w naszych jaskiniach by medytowac, a w koncu osiagnac wyzwolenie. Jego zona nie chciala jednak, zeby chlop umarl z glodu, wiec codziennie przynosila mu zarcie, probujac jednoczesnie wyperswadowac porzucenie rodziny. Razu pewnego na obiad dostal ryby. Po spozyciu mieska wyrzucil wnetrznosci i osci do rzeki, a one, zamiast spokojnie opasc na dno, ozyly! I, machajac radosnie pletwami, odplynely...
Pozwolila mi sie tez przewodniczka wspiac, by dotknac Boskiego Pedzla
i popozowac za barierka chroniaca Nefrytowa-Kolumne-Ktora-Wspiera-Niebo – stalagnat cudnej urody.
Sa tam tez „gesie tuby”, czyli takie niby stalagnaty, tylko puste w srodku. W ogole, mozna by pisac o tych cudownosciach do nocy – ale lepiej po prostu tam pojechac. A bedac w Luxi mozna przy okazji wymoczyc stare kosci w goracych zrodlach Wuzhe 吾者, polazic po gorach, polowic ryby w jeziorze Aibang 矣邦, czy nacieszyc oczy wodospadem Dailu 歹鲁...
A jesli ktos ma wiecej czasu, to moglby moze pouczestniczyc w ludowych uroczystosciach. Zarowno Yi, jak i Hani, ktorzy tu zyja, sa ciekawym materialem badawczym. Warto wiec przyjechac na przyklad w 10 miesiacu ksiezycowym – w okolicach listopada. Wtedy bowiem wypada hanijski nowy rok, podczas ktorego oprocz niesamowitej, trwajacej dwa tygodnie wyzerki, mozemy hulac i sie... wyswatac. Wtedy bowiem tradycyjnie slane sa swatki; zamezne dziewczyny moga zas wrocic na „wakacje” do domu rodzinnego.
Drugim fajnym terminem na odwiedzenie Luxi jest koncowka czerwca, gdy odbywa sie w calym “hrabstwie” Honghe swieto Kuzhazha 苦扎扎 – co w jezyku Hani oznacza „swieto, ktore ma nam zapewnic dobre plony tudziez zdrowie ludzi i trzody” (tez nie mam pojecia, jakim cudem sie to miesci w jednej chinskiej onomatopei). Tradycyjne obchody tego swieta to przede wszystkim obzeranie sie zabitym ku czci duchow wolem. Mlodzi romansuja, hustaja sie na niebotycznych hustawkach, tancza, spiewaja i sie siluja. Dzis juz rzadko spotykane jest palenie luczyw i wyprowadzanie zlych duchow poza wioske o zmroku. A szkoda, chetnie bym sobie wyprowadzila jakiegos zlego ducha...
Choc Honghe jest juz polozone w klimacie subtropikalnym i temperatura jest raczej przyjemna, pamietajcie, zeby sie sensownie odziac na czas lazenia po jaskiniach. Jest w nich mocno zimno, ja musialam pozyczyc koszule od mojego towarzysza, bo jak glupia weszlam do jaskini w krotkim rekawku. Cud, ze sie nie zaziebilam...
Jak sie do Luxi dostac? Mozna bezposrednio autokarem z przystanku pekaesowego Wioska Chryzantem (菊花村) – ale pamietajcie, ze autobusy sa tylko do poludnia. Mozna tez wybrac sie najpierw do Kamiennego Lasu z tegoz przystanku, a dopiero po zwiedzeniu tego dziwu do Luxi. Z Luxi do rzeczonych jaskin mozna spokojnie przespacerowac – to zaledwie 3 kilometry. Oczywiscie, kursuja tez autobusy i taksowki.
PS. Legend o powstaniu jaskin jest miliard piecset sto dziewiecset, wiec prosze mnie nie besztac, ze to bylo zupelnie inaczej; mnie zostala opowiedziana wlasnie tak...
PS. Inne zdjecia dodam, jesli kiedys znowu bede mogla skutecznie omijac chinska cenzure...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.