blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-08-06

黑龍潭 Staw Czarnego Smoka

Starzy ludzie powiadają, że kilka tysięcy lat temu okolice dzisiejszego Kunmingu często nawiedzały susze. Mijała zima, a niebo skąpiło suchej ziemi kropli deszczu. Pola ryżowe głodne wilgoci pękały, a lasy były tak suche, że jedna pochodnia mogła obrócić je wniwecz. Ludność wróżyła, błagała niebiosa o deszcz, a dna studni pozostawały wyschnięte.
W jednej z małych wiosek u stóp gór mieszkał Mały Czarny; zezłoszczony okropnie na Króla Smoków, który, jak wiadomo, zarządza deszczem, ułożył paszkwil:
A żebyś sczezł, Królu Smoków,
Wszędzie szerzysz głód,
Gdybym cię dorwał,
obdarłbym ze skóry!
Miejscowi, usłyszawszy te herezje, zlękli się niesłychanie, błagali Małego Czarnego, żeby odszczekał, bo się Król Smoków pogniewa. Czupurny Mały Czarny tupnął ze złością i krzyknął: „A właśnie, że będę go wyklinać, a właśnie, że będę! Sprowadził suszę na biedaków w całym regionie, będę go przeklinać do ósmego pokolenia wstecz!”.
Nie tylko w gębie silny Mały Czarny, po wykrzyczeniu swej złości ruszył w góry na poszukiwanie wody, która mogłaby ocalić jego wioskę. Dotarłszy do Pięciu Starych Wzgórz, ujrzał dziobatego staruszka odpoczywającego pod drzewem i z miejsca spytał: „Ojczulku, wiesz może, czy w okolicy jest woda?”. Starzec odparł z uśmiechem: „a juści, wiem-że ci ja! W tutejszych górach i lasach wszystko jest mi znajome. A powiedz-że mi, młodzieńcze, po cóż ci ta woda?”. Mały Czarny odparł: „Moja wioska niedługo wyschnie na amen, nie mamy wody pitnej ani pod uprawę.”. Staruszek odrzekł: „Dobrze, pokażę Ci więc, gdzie jest woda.” i zabrał Małego Czarnego wgłąb czarnego jak noc lasu.
Małemu Czarnemu jeden rzut oka na potężne, wybujałe drzewa wystarczył, by wiedzieć, że w pobliżu musi być woda, co też natychmiast radośnie wykrzyczał, nie mogąc opanować podniecenia. Staruszek zawołał za nim, łapiąc z trudem powietrze: „poczekaj, poczekaj na mnie!”, jednak gdy Mały Czarny odwrócił się, chcąc staruszkowi ułatwić wspinaczkę, stała się rzecz niesłychana: kostur, który rzucił staruszek w jego stronę, zmienił się w grube łańcuchy, które oplotły Małego Czarnego od stóp do głów. Zanim młodzieniec zorientował się w sytuacji, staruszek wybuchnął szyderczym śmiechem i zapytał: „Mały Czarny, ośmielisz się mnie znów wyklinać?”. Mały Czarny spytał: „Kim jesteś?”, a dziobaty staruszek odparł: „Jam jest Król Smoków!”.
To rozwścieczyło Małego Czarnego, który wykrzyczał: „Pewnie, że będę cię przeklinać! Szkoda, że same przekleństwa nie pokazują, jak bardzo cię nienawidzę!”. Król Smoków, zdziwiony wielce, spytał, co takiego uczynił, że Mały Czarny go tak nienawidzi. Chłopak odparł: „Pół roku nie spadłeś nam deszczu, nie tylko mnie zawiodłeś, ale i wszystkich mieszkańców okolicy, miałbym cię niby nie przeklinać?!”.
Królowi Smoków spodobała się odwaga chłopca, zaczął się tłumaczyć: „Jak sucho, trzeba słać deszcz, jak deszczu za dużo, trzeba go kierować w inne miejsce, roboty od groma, jak ja, jeden staruszek, mam zdążyć z tym wszystkim?”. Tymi wymówkami rozwścieczył Małego Czarnego jeszcze bardziej: „nie nadążasz – to ja dam rade, starcze!”.
W sumie Królowi Smoków spodobała się myśl, że ktoś mu pomoże. „Zgoda – odrzekł – możesz się zająć deszczem. Ale opadami zajmują się smoki, więc jeśli chcesz wejść w zawód, musisz się zmienić w smoka. W dodatku zostaniesz uwięziony na dnie tego oto Smoczego Stawu, wolno ci będzie się z niego wydostać raz na pół roku, po to, by sprowadzić deszcz”.
Mały Czarny odparł: „Zmienić się w smoka mogę bez przeszkód, ale deszcz raz na pół roku to stanowczo za mało! Musi padać raz w tygodniu, inaczej susza zniszczy plony! A pierwszy raz deszcz spaść musi już dziś!!!”.
Król Smoków na to: „Ale dziś nie jest dzień deszczu”.
Mały Czarny hardo: „Mam to w nosie”.
Król Smoków: „Rób co chcesz. Ale pamiętaj: za każdym razem, gdy przekroczysz kompetencje i sprowadzisz deszcz szybciej niż po pół roku, łańcuchy, które pętają twoje ciało, staną się cieższe o pół tony”.
Mały Czarny przyswoił sobie tę wiedzę, a jednak gdy tylko zmienił się w smoka, czarnego oczywiście,
pozbierał burzowe chmury i rozpętał nad Yunnanem trwającą trzy dni i trzy noce burzę. Pół tony cięższe łańcuchy przygniotły go do dna Smoczego Stawu. I już za każdym razem, gdy zbliżała się susza, nie bacząc na konsekwencje, Czarny Smok wynurzał się ze stawu i zbierał chmury, a po powrocie jego kajdany stawały się cięższe o pół tony. Aż przyszedł dzień, w którym Czarny Smok nie potrafił już udźwignąć tego ciężaru i wzbić się w przestworza, by zgromadzić chmury. Macha tylko gniewnie ogonem na dnie stawu, pocąc się straszliwie – to pot Czarnego Smoka sprawił, że woda w Smoczym Stawie zabarwiła się na czarno; dlatego też ludzie zwykli nazywać staw ów Stawem Czarnego Smoka 黑龍潭.
Później, by upamiętnić Małego Czarnego, jego bliscy wznieśli nad Stawem Czarnego Smoka Świątynię Czarnej Wody 黑水祠.
Tyle legendy. A świątynia istnieje naprawdę – zresztą, świątynia to mało powiedziane! Jest to taoistyczny kompleks świątynny; najstarsza Świątynia Czarnego Smoka powstała w 1394 roku. Potem powstały inne budynki, a cały kompleks był tyle razy przerabiany „z duchem czasu”, że ciężko się w tym połapać.
To, co pozostało niezmienne, to sławne trzy drzewa 三異木: Tangowska Śliwa 唐梅 (obecnie umierająca), Songowski Cyprys 宋柏,
i Mingowska Herbata 明茶 (tak oblepiona turystami, że nawet zdjęcia cyknąć się nie dało...). Od 1993 roku Park Stawu Czarnego Smoka znajduje się pod opieką kunmińskich oficjeli. Sprowadza się ta opieka do wysyłania licealistów do parku w celu sadzenia drzew oraz do podniesienia cen biletów wstępu...
Pojechałam tam i urzekło mnie wszystko. Małe altanki, kompletnie puste. To, że poza schodami prowadzącymi do Świątyni i innych ważnych obiektów, jest tam prawie dziki las, po którym można bezkarnie buszować. Mały cmentarz z polowy XX wieku. To, że ludzie są tylko w świątyni, a w lesie można posłuchać śpiewu ptaków. To, że pachniało, jakby umieścić Beskidy w Wietnamie.

PS. Swoją drogą, wolę Staw Czarnego Smoka niż Staw Gąsienicowy. Każdy staw ma takiego patrona, na jakiego sobie zasłużył...

Staw Czarnego Smoka part II

2 komentarze:

  1. ale mi się podoba to pierwsze zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. z Twoich ust to prawdziwy komplement :D Szkoda, ze tylko pierwsze, ale bede nad tym pracowac ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.