2022-05-17

Poziomkówki

Poziomkówka zaczęła wydawać owoce! Rozplenia się jak szalona po okolicznych doniczkach i co chwila wypuszcza nowe wąsy. Owoce są prawie bez smaku, ale Tajfuniątko jest tak w nich zakochane, że i tak zjada od razu, gdy się pojawią. Dwie poziomkówki wylądowały nawet w jej torcie urodzinowym!

2022-05-15

唐堤 Grobla Tanga

Szmaragdowe Jezioro kiedyś wyglądało całkiem inaczej. Jeszcze sto lat temu jego wody były całkowicie przejrzyste. Na środku jeziora była niedostępna suchą stopą Wyspa Ruan 阮岛, wewnątrz której był staw. Staw zaś brał się z dziewięciu źródeł, dlatego nazwano go Stawem Dziewięciu Smoków 九龙池 - taką nazwę nosi zresztą do dziś. Cała woda Szmaragdowego Jeziora brała się właśnie z przepełnionego Stawu Dziewięciu Smoków. A żeby się dostać na wyspę, trzeba było przypłynąć łódką. Kiedy jednak znany już Wam Tang Jiyao zaczął rządzić Kunmingiem, postanowił uporządkować dość dzikie dotąd jezioro. Na początku otoczył jezioro barierkami - bo ludzie często wpadali do jeziora i się topili. A potem stwierdził, że pomoże ludziom, którzy musieli całe jezioro okrążać względnie płynąć łodzią na wyspę i wybudował groblę biegnącą ze wschodu na zachód. Jej środek to właśnie słynna Wyspa Ruan. Tak oto powstała Grobla Tanga, a Szmaragdowe Jezioro zbliżyło się do dzisiejszego wyglądu. Ale to nie koniec projektów Tanga! To właśnie on postanowił stworzyć przy Stawie Dziewięciu Smoków stację pomp i doprowadzić wodę do całego Starego Kunmingu. 

Kiedy spacerujemy groblą, Tajfuniątko zawsze chce sobie zrobić zdjęcie przy tablicy pamiątkowej:

właśnie kwitnie mój ukochany zaślaz!
Oczywiście, grobla wygląda dziś zupełnie inaczej niż sto lat temu. Są tu klomby i całe skwery wypełnione jak rok długi sezonowymi roślinami; płyty chodnikowe są tak równo ułożone, że można tędy prowadzić nawet najbardziej oporne wózki dziecięce (co w Kunmingu jest rzadkością!), a całość ocienia szpaler starych drzew, dzięki którym spacer groblą nawet w najbardziej upalny dzień jest szalenie przyjemny.

2022-05-08

Mam kota!

Opowiadałam już Wam kiedyś o yunnańskich glinianych kotach odstraszających zło. Koleżanka znalazła manufakturę, która robi takie koty nie na końcu świata, a kilka kroków od centrum Kunmingu. Wybrałyśmy się więc we trzy, by wykraść sekret tworzenia yunnańskich kotów i rozpropagować go na całym świecie. Trzy białe w chińskim warsztacie ceramicznym, wyobrażacie to sobie? Majster był pod takim wrażeniem, że aż nas zaprosił na kolację... 

Warsztat mieści się w Parku Kreatywności przy ulicy Puji (普吉路秘境M60创意园); swoją drogą - ciekawe miejsce, pełne małych biznesików, w których można się bawić, napić i zjeść, a także zrobić regularną sesję zdjęciową. Muszę się tam kiedyś wybrać za dnia.

Najpierw trzeba się było przyjrzeć rozmaitym kociskom, żeby wybrać jakieś na wzór. Potem zasiadłyśmy do stołów, a dopiero na samym końcu - do kół garncarskich. Bowiem okazało się, że w produkcji detalicznej głów i tułowiów nie produkje się na kole, a ręcznie, ku naszej wielkiej uciesze, bo dzięki temu można się było bezkarnie babrać w glinie. Oto mała fotorelacja z tego wieczoru pełnego świetnej zabawy i zen związanego z całkowitym skupieniem na pracy własnych rąk:
Oto moje dzieło, skończone, czekające tylko na wypalenie :)
Muszę powiedzieć, że całe to babranie w glinie szalenie mi się spodobało. O ile koło garncarskie wydaje mi się trochę przerażające i trudne do ujarzmienia, o tyle koty mnie kompletnie zawojowały. Najlepsze w nich jest to, że każdy może, a nawet powinien być inny. Pewnie, są jakieś ogólne wytyczne dotyczące części ciała i tak dalej, ale możemy puścić wodze wyobraźni i robić tak, jak serce dyktuje. A ile przy tym zabawy! A potem zostawiłyśmy koty do wypalenia. Majster zawsze czeka, aż uzbiera się więcej rękodzieł i aż pogoda będzie lepsza, bo jak leje, to piece postawione na wolnym powietrzu jakoś nieszczególnie dobrze się sprawują. Jakiś czas później dostałyśmy zdjęcia wystawki, na której były i nasze koty:
Mój to ten po lewej.
Teraz już tylko trzeba znaleźć godzinkę, żeby wreszcie tego kota odebrać z warsztatu...