Uwielbiam mango. Musi być oczywiście dojrzałe, doskonałe do mango float czy innego koktajlu. Albo całkiem surowe, zielone - do dajskiej sałatki na ostro. Tak czy owak - w sezonie w domu mango musi być. Howgh.
Idziemy na targ, weseli, słoneczni. Napomykam ZB, że musimy jeszcze kupić mango. On, świadomy, że w ciągu ostatniego miesiąca zjadłam tych owoców nieprzebrane ilości, mówi, że mango to oczywista oczywistość, że mango to przecież król owoców tak jak lew jest królem dżungli i że wszystkie owoce mu się kłaniają.
I w tym momencie nasz wzrok padł na banany.
To, że po tej salwie śmiechu Kunming nadal stoi, uważam za dowód łaskawości boskiej.
Tak więc, moi mili, gdyby kiedyś dzieci pytały Was, dlaczego banany są pogięte, wiedzcie, że to dlatego, że się pokłoniły mango i już im tak zostało :)
2016-08-30
2016-08-27
花卷 kwietne zawijańce huajuan
Kiedyś już pisałam o moich ukochanych bułeczkach na parze mantou. Dziś o ich kuzynach - kwietnych zawijańcach huajuan (hładźłen). Z kwiatami mają wspólnego tyle co nic - tylko to, że nadziewa się je "kwiatami cebulki" 葱花, jak się w Chinach zwie drobno posiekaną zieloną cebulkę. Przy czym zaznaczyć muszę, że istnieją również wersje słodkie kwietnych zawijańców i te już z kwiatami nie mają naprawdę nic wspólnego. Można je robić na słodko, na mleku, albo na słono - na wodzie. Ja zakochałam się w hładźłenach (daje po oczach, prawda? ;) ) przyprawionych solą, pieprzem syczuańskim i właśnie cebulką - i takie też od czasu do czasu robię. Można je spożywać jako samodzielną potrawę (kiedyś to było moje podstawowe śniadanie) albo podawać do mięsa (wersja słona) czy do skondensowanego mleka (wersja słodka). Wbrew temu, co pisze anglojęzyczna wikipedia, w cieście nie powinno się znaleźć nic poza mąką, solą, odrobiną cukru, drożdżami, oliwą i wodą/mlekiem. Oni jednak wzięli skład zawijańców z opakowania kupnych, a to mniej więcej tak, jakbyśmy chcieli skład prawdziwego chleba definiować po tym, co jest napisane na opakowaniu pieczywa tostowego...
Składniki:
- dwie szklanki mąki
- szklanka ciepłej wody/mleka
- łyżka suchych drożdży
- sól
- pieprz syczuański
- kapka oliwy
- garść posiekanej drobno cebulki
Wykonanie:
- Solidnie wymieszać drożdże z wodą/mlekiem, dodać do mąki, odrobinę posolić.
- Wyrobić ciasto i pozostawić, aż podwoi objętość.
- Krótko wyrobić i rozwałkować na niezbyt gruby (ok. pół centymetra) prostokąt.
- Posmarować ciasto oliwą, posolić, popieprzyć, rozprowadzić cebulkę tak, by krawędź ciasta została pusta.
- Zwinąć ciasto w rulonik, zaklejając w miejscu, które pozostawiliśmy bez cebulki.
- Pokroić rulon na kawałki grubości ok. 3 cm.
- Każdy kawałek po kolei brać w dwie ręce i delikatnie rozciągać, aż zrobi się zeń grubawy pasek.
- Każdy pasek skręcać obiema dłońmi w przeciwne strony aż do oporu, a całkowicie skręcone ciasto połączyć końcówkami.
- Pozostawić do wyrośnięcia na kwadrans; w międzyczasie zagotować wodę w garnku do gotowania na parze.
- Gotować na parze 10-15 minut na średnim ogniu pod przykryciem; po zgaszeniu ognia zostawić na pięć minut i dopiero wyjmować. Można zajadać od razu, albo zostawić na później. W drugim wypadku wystarczy podgrzać na parze parę minut.
2016-08-25
YMCA
Dzisiejszy wpis jest częścią comiesięcznego projektu blogów językowych i kulturowych W 80 blogów dookoła świata. W tym miesiącu piszemy o przeszłości schowanej w artefaktach, architekturze i ludziach, którzy przeminęli - robocza nazwa projektu to "Było-minęło" i, powiem szczerze, kreatywność, z jaką nasi blogerzy podeszli do tematu, jest bardzo inspirująca.
Od początku wiedziałam, że napiszę o którymś kawałku Starego Kunmingu. Zburzone mury miejskie? Stara zabudowa zastąpiona domami z metalu i szkła? Niestety, w Kunmingu rzeczy i miejsc, które już nie wrócą, jest aż za dużo.
W 1913 roku powstał kunmiński oddział YMCA, mający propagować europejskie nauki i zwyczaje wraz z intensywnym nauczaniem języka angielskiego. A potem... długo, długo nic.
15 września 1931 roku w Kunmingu zaczęto budowę budynku dla YMCA. Budowę skończono, bagatela, w 1933 roku... a już dwa lata później z ulicy Dziesięciu Tysięcy Dzwonów przeniesiono siedzibę na ulicę nowego Dingu. Siedziba ciekawa architektonicznie - chińskie okna i drzwi opatrzono europejskimi framugami; z zewnątrz budynek jest zresztą bardzo europejski. Wnętrze też było europejsko-chińskie - boazeria przeplatana chińskimi drewnianymi przepierzeniami. To pomieszanie wynika zapewne z faktu, że projekt stworzyli wspólnie architekci z Chin, Niemiec, Francji i Anglii. Budynek od samego początku zaopatrzono w czytelnię, bawialnię, stołówkę i sale wykładowe, a także - co w owych czasach było luksusem - w łazienki. Najwyższe piętro zmieniono w akademik dla członków YMCA. Co ciekawe - gdy Latające Tygrysy przybyły do Kunmingu, zanim zorganizowano dla nich baraki przy lotnisku, zamieszkali oni właśnie tutaj. W latach '30 i '40 XX wieku gmach ten tętnił życiem - codziennie odbywały się tu rozmaite lekcje, wykłady i inne potańcówki; dziennie przewijało się tu około 300 ludzi, zarówno Chińczyków, jak i obcokrajowców. Ba! Nawet ówczesny Najważniejszy Człowiek Yunnanu - rządzący prowincją Smocza Chmura przybył ze dwa razy wziąć udział w tutejszych "activities". Jednym z tych wydarzeń była... wystawa znaczków pocztowych. W przeciwieństwie do większości mieszkańców Kunmingu Smocza Chmura pewnie wiedział, co to znaczek pocztowy, więc i wystawa mogła być dlań ciekawa...
Bodaj najsłynniejsze były rozmaite kursy dla chińskiej młodzieży płci obojga. Wysoki poziom nauczania przy jednoczesnym stosunkowo niskim czesnym, fantastycznej stołówce i pomocy materialnej dla ubogich uczniów - ech, nawet nie ma co tego porównywać z ówczesnymi chińskimi szkołami. W dodatku tematyka kursów była wszechstronna: od hobbystycznych typu kurs kuchni europejskiej czy tańca towarzyskiego aż po kurs języka angielskiego czy kurs dla sekretarek. Wśród nauczycieli najbardziej znani byli ci uczący również na Zachodnio-Południowym Połączonym Uniwersytecie, czyli kadra profesorska z Tianjinu i Pekinu. Tu ciekawostka rodzinna - na jednym z kursów kunmińskiego YMCA poznali się dziadkowie ZB. Jego babcia tam właśnie nauczyła się gotować europejskie potrawy. :)
W latach '50-'60 XX wieku znajdował się tu kunmiński "dom kultury" - czyli miejsce, w którym organizowano zajęcia dla dzieci i młodzieży. Zajęcia teatralne, taneczne, śpiew - w każde niedzielne przedpołudnie pod okiem doświadczonych nauczycieli dzieci się uczyły rozmaitych sztuk. Oczywiście gdy tylko zaczęła się Rewolucja Kulturalna, uznano takie miejsce za przeżytek wart zniszczenia. Całe szczęście czerwonogwardziści nie rozebrali budynku; niemniej jednak zniszczyli całkiem sporo. Za tamtych czasów budynek zmieniono w... szpital. Zwykli śmiertelnicy stracili prawo wstępu.
W następnych latach przestano się budynkiem interesować. Ten brak zainteresowania przełożył się na zmianę gmachu w wielki squat - pomieszkiwało tu nawet 200 ludzi naraz! Wprowadzali się przede wszystkim ludzie pozbawieni domów, które wyburzano na drodze Kunmingu do nowoczesności - czyli podczas budowy nowych, wielkich ulic w centrum. Na początku tacy mieszkańcy dostawali coś w rodzaju kart meldunkowych; później zaczęła obowiązywać zasada "kto pierwszy wykopie drzwi, ten zamieszka w pokoju za nimi". Ba, ci, którzy wprowadzili się wcześniej, "wynajmowali" atrakcyjne miejscówki tym, którzy przyszli później. Mieszkała tu cała społeczność czyścicieli butów, sprzedawców z koromysłami i drobnych handlarzy. Brak sensownego wejścia do budynku skutkował tym, że pijane wieprze załatwiały się po bramach i na dziedzińcu.
Od 2002 roku budynek znajduje się na liście zabytków chronionych przez państwo. Cóż jednak z tego? Mieszkańcy nie mieli przecież gdzie pójść. Długo trwało, nim wypleniono stąd nielegalnych mieszkańców.
A dziś? Dziedziniec zastawiony jest parasolami, królują tu małe knajpki... które na nieszczęście bardzo szybko upadają z racji obłędnie wysokiego czynszu. Na zewnątrz jest trochę lepiej, ale studia fotograficzne i salony sukien ślubnych też nie są wymarzoną zawartością tego wspaniałego budynku. Okoliczne stare drewniano-gliniane kunmińskie domy są systematycznie wyburzane. Zresztą, biorąc pod uwagę tempo degradacji tych domostw i fakt, że nikomu nie zależy na ich utrzymaniu choćby w celach turystycznych - może to i lepiej? Te, które jeszcze przetrwały, straszą przechodniów dziurami z każdej strony i wyglądają, jakby się zaraz miały rozsypać.
Dziś w całych Chinach siedzib YMCA jest tylko 10. Biorąc pod uwagę to, że kiedyś ich było 169, jest to malutko. Nic dziwnego, że w Kunmingu takiego nie ma. Została tylko siedziba. Mam nadzieję, że kiedyś znów stanie się ośrodkiem kultury dla kunmińskiej młodzieży.
Więcej zdjęć tutaj.
A tutaj wpisy innych blogerów:
Austria: Viennese breakfast - Było minęło – czasy CK
Finlandia: Suomika - Opisywanie przeszłości po fińsku
Francja: Demain viens avec tes parents - Było minęło - Les Années folles; Francuskie i inne notatki Niki - Było, minęło... Minitel - 30 lat francuskiego protoplasty internetu; FRANG - Było, minęło - 4 najbardziej (nie)zapomniane francuskie wynalazki
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym - Była sobie fabryka…
Hiszpania: Hiszpański na luzie - Hiszpańska przeszłość ciągle żywa: pesetas
Japonia: Japonia-info.pl - O-haguro - zwyczaj czernienia zębów
Kirgistan: Enesaj.pl - Dawne nazwy miast Azji Środkowej
Litwa: Na Litwie - 10 miejsc na Litwie, które zmieniły się niemal nie do poznania
Niemcy: Nauka Niemieckiego w Domu - Było, minęło kiedyś w Niemczech; Niemiecka Sofa - Było, minęło…
Norwegia: Norwegolożka: Dawno temu w północnej Norwegii
Rosja: Dagatlumaczy.pl - Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Dawne miary rosyjskie
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym - Było-minęło… tureckie miasta kiedyś i dziś
Wielka Brytania: Angielska Herbata - Jak język angielski wyglądał tysiąc lat temu?; Angielski C2 - Było minęło - służba (Downton Abbey); Angielski dla każdego - 10 historycznych filmów o Wielkiej Brytanii; english-at-tea - Zamki w Wielkiej Brytanii, które muszę zobaczyć
Włochy: Studia, parla, ama - W 80 blogów - był lir, nie ma lira; Italia nel cuore - Co Napoleon ma wspólnego z włoską flagą?
Wielojęzyczne: uLANGUAGES - Jak wyglądała nauka języka w przeszłości?
Jeśli Wam się podobają nasze akcje i chcielibyście dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)

