Musiałam, po prostu musiałam to zobaczyć. Nie tylko dla namiętnie wędkującej Mamy było to przeżycie niezwykłe; dla mnie sama idea kormorana współpracującego z człowiekiem jest wspaniała. Psy, konie, krowy, świnie - ok, ale kormorany?? Tylko Azjaci mogli wpaść na ten pomysł... A wpadli na to już ponad tysiąc lat temu! Niektórzy się zżymają, że to okrutne i niesprawiedliwe - bo kormoran się męczy, a ma przewiązaną szyję i nie może nawet zjeść tego, co upolował. Mnie się jednak bardzo podoba idea współpracy między człowiekiem i kormoranem, nawet jeśli współpraca ta jest wymuszona "obrożą": im więcej złowisz, tym więcej kawałków ryby dostaniesz. Przyglądałam się uważnie - każdy ptak jest za wysiłek suto nagradzany; tylko te, które mimo polecenia nie zanurzyły się w poszukiwaniu ryb, nie są karmione. Tak to już na tym świecie jest - nie pracujesz, to nie masz co jeść, a najwięcej zawsze zarabia szef. Ważna stąd lekcja, by uważać na tych, którzy próbują nas oswoić i by jednak próbować być własnym sterem, żeglarzem i okrętem...
Moment, kiedy dwa kormorany naraz chwytają tę samą rybę, jest wspaniały. Mogłabym obserwować ten spektakl od rana do wieczora.
Gdy wspomniałam o tym świekrowi, uśmiechnął się do własnych wspomnień.
Gdy byłem mały, nad całym Jeziorem Dian pełno było rybaków tresujących kormorany. Sprytne ptaszyska w lot chwytały, o co chodzi i już po kilku tygodniach tresury można je było zabierać na połowy. Na jednej łódce mieściło się 8-10 ptaków, które kolejno szukały ryb. Kiedy tylko udało mi się niepostrzeżenie wymknąć z domu, przychodziłem nad jezioro i z brzegu patrzyłem godzinami na te połowy. Z kolegami obstawialiśmy, które ptaki złowią najwięcej. Zapatrzeni, zapominaliśmy o jedzeniu i o tym, że trzeba wrócić na czas do domu. Ileż razy rodzice na mnie krzyczeli za to, że się włóczę, zamiast odrabiać lekcje! Ale - warto było...Tak. Warto.
