2016-10-13

嘉华 Joy Bakery

To się musiało udać. Przecież Wielkie Otwarcie nastąpiło 8.8.1988 - a takie nagromadzenie ósemek zwiastuje wielkie szczęście. Z roku na rok otwierają więcej przybytków (jest ich już ponad setka) i nie narzekają na brak klientów.
Pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy kupiłam coś w tej piekarni. Było to podczas mojego pierwszego pobytu w Kunmingu, pierwszego wieczoru w nowym mieszkaniu - bo jeden z oddziałów Jiahua mieścił się dokładnie naprzeciwko wejścia do tego mieszkania. Kupiłyśmy zjadliwie wyglądający chleb i jeszcze coś. Chleb okazał się zjadliwy tylko z pozoru, bo okazał się nieprzytomnie słodki i nadziewany jakimiś paskudztwami. Jak się potem okazało, większość chlebów pieczonych przez tę firmę jest ohydna i ma więcej składników niż bigos na obozie harcerskim. Jeszcze gorzej wygląda sprawa z ciastami i tortami. Wyobraźcie sobie tort, który po tygodniu w upale wygląda dokładnie tak samo, jak tydzień wcześniej. Czy smakuje identycznie - nie wiem. Nie odważyłam się spróbować.
Są jednak produkty, w których Joy Bakery jest niezła. Mają szeroki asortyment produktów z różą - od tradycyjnych ciasteczek nadziewanych różą poprzez marmoladę z róży i czerwonej fasolki azuki aż po, ostatnimi czasy, napój różany,

który jest zresztą przepyszny. Jako jedna z nielicznych kunmińskich piekarni wytwarzają tajwańskie ciasteczka ananasowe;
pieką też niezłe ciasto drożdżowe, smakujące tak jak średniej jakości drożdżowe w Polsce - a to bardzo wysoka nota, bo zazwyczaj chińskie ciasta drożdżowe są ohydne. Ich kokosowa panna cotta jest genialna. Około 30% ich asortymentu to tradycyjne yunnańskie przekąski typu powracające ciastka, kwiaty konopi czy yunnańskie ciasteczka księżycowe z szynką. Niektóre z nich też są pyszne.
A jednak nigdy nie miałam zwyczaju chodzenia tam po słodycze, zwłaszcza od momentu, gdy kupiliśmy piekarnik. Zostałam wychowana w przekonaniu, że kupne nigdy nie dorówna domowemu. Ani honor, ani zwykła przyjemność płynąca z tworzenia przysmaków nie pozwoliły mi nigdy nagminnie zaopatrywać się w Joy Bakery.
A potem miałam duży brzuch i mi się nie chciało piec.
A jeszcze później - ZB dostał w pracy kartę do Jiahua na 333 yuany.
I właśnie w ten sposób piekarnia ta wychowała sobie klientkę. Nie, nie będę tam kupować gumowo-papierowych chlebów. Zawsze jest jednak parę produktów, które będę chętnie podskubywać podczas czytania jakiejś pasjonującej lektury...
kruche ciasteczka z herbatą pu'er
kruche ciasteczka z różą

2016-10-11

chryzantemy II

Przy pięknej pogodzie odwiedziliśmy wystawę chryzantem w Parku Wielkiego Widoku. Tak naprawdę - nie tylko chryzantem, ale i wielu innych astrowatych, określanych w Chinach zbiorczą nazwą 菊. Mamy więc astry, jastruny, wrotycze, całą masę złocieni - no i oczywiście chryzantemy. Ja się niestety na kwiatach nie znam - umiem tylko na nie patrzeć i je wąchać, więc cieszę się, że na wzór Chińczyków mogę je wrzucić do jednego worka i nie zastanawiać się nad gatunkiem. ;)
Wracając do wystawy: olśniła mnie; spacerowałam cykając wciąż zdjęcia. Nawet po odrzuceniu tych najbardziej szkaradnych, zostało mi ich bardzo, bardzo dużo. Niech kunmińskie astrowate przyniosą Wam tej jesieni trochę słońca i piękna!

2016-10-09

Ciasto Podwójnego Słońca 重陽糕

Ponieważ dziś przypada święto Podwójnej Dziewiątki albo inaczej - Podwójnego Słońca czy też Podwójnego Yang, dziś wybieram się na targ, by kupić świeżutkie Ciasto Podwójnego Słońca - jest to tradycyjna przekąska spożywana właśnie z okazji naszego święta. Gotowane na parze ciasto z mączki z kleistego lub zwykłego ryżu i mączki sojowej, wzbogacone głożyną, migdałami, kasztanami itp, a osłodzone nie tylko cukrem, ale i drobniutkimi kwiatuszkami wończy i kandyzowanymi owocami nie jest może arcydziełem cukiernictwa na miarę czekoladowych trufli, ale jego lekkość i niezbyt słodki smak sprawia, że mam mniejsze wyrzuty sumienia, kiedy je spożywam będąc na diecie. No a przecież spożyć trzeba, bo podwójna dziewiątka i w ogóle...
No dobra, podwójna dziewiątka - czyli dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca księżycowego - mnie nie tłumaczy, bo przecież tradycyjnie tego dnia okazuje się szacunek staruszkom i to z myślą o nich przygotowuje się łatwe do pogryzienia ciasto. Ale pięknie ozdobione owocami i kwiatami ciasto jest przysmakiem wszystkich Chińczyków, bez względu na wiek i miejsce pochodzenia, już od czasów Dynastii Południowych. Ozdabia się je często wizerunkiem dwóch owiec/kóz, bo słońce to yang i one też są yang, a Chińczycy uwielbiają takie gierki słowne.
Skąd jednak się w ogóle wzięło nasze ciasto?
Roku owego pochodzący z Shanxi Kang Hai przystąpił do egzaminów cesarskich. Zaraz po nich zaniemógł i gdy pod koniec ósmego miesiąca pojawiły się wyniki, radosną wieść mógł do jego domu zanieść tylko wynajęty posłaniec. A wieść była warta szybkiego przekazania rodzinie, bo Kang Hai zdał najwyższy stopień i został zhuangyuanem - czyli prymusem! Posłaniec wieść dostarczył... i nie mógł odjechać, bo jakoś rodzince nie spieszyło się, by mu zapłacić. Czekał więc biedny posłaniec na powrót Kang Haia do domu. A ten, wyzdrowiawszy na tyle, by ruszyć w drogę, przybył do domu dopiero dziewiątego dnia dziewiątego miesiąca, w Święto Podwójnej Dziewiątki! Zapłacił bezzwłocznie posłańcowi, a żeby wynagrodzić mu długie oczekiwanie, zaopatrzył go także w żarcie na drogę - ugotował na parze niepsujące się ciasto ryżowe. A ugotował go tak dużo, że gdy dobrze już zaopatrzono posłańca, zostały całe sterty. W ramach dobrosąsiedzkich układów rozdawał więc Kang Hai ciasto, gdy wstępował do sąsiadów by podzielić się wieścią o dobrze zdanych egzaminach. Odtąd gdy synowie jechali na egzaminy, ich rodzice zaopatrywali ich w ciasto, żeby poszło im tak dobrze, jak Kang Haiowi...
Oczywiście, nasze ciasto nie jest jedyną tradycyjną przekąską świąteczną - towarzyszą mu chryzantemy (przekąski chryzantemowe i takaż wódka), wończa oraz dereniówka. Ja jednak dziś poprzestanę na cieście zapijanym chryzantemową herbatką...