blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-05-18

Ciotunia 老干妈

Gdy zapytać przeciętnego Chińczyka, z czym mu się kojarzy miano Tao Huabi, zazwyczaj ma pustkę w głowie. Wystarczy jednak wtedy powiedzieć - Ciotunia - Lao Ganma, by każdy się uśmiechnął ze zrozumieniem. Większości zacznie również cieknąć ślinka. Tao Huabi jest bowiem twórczynią jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek na chińskim rynku kulinarnym - właśnie marki "Ciotunia", reprezentującej smaki charakterystyczne dla Guizhou.
Tłumaczę sobie na polski Lao Ganma jako ciotunia, jednak jest to trochę bardziej skomplikowane. Gan 干 to słowo o wielu znaczeniach, żeby wspomnieć tylko niektóre: suchy, czysty, daremny, robić, ignorować, uprawiać seks, suszone jedzenie, adopcyjny. Ganma 干妈 byłaby więc matką adopcyjną - i faktycznie, tak się również mawia. Ale jest też drugie dno. Niekoniecznie chodzi o matkę, która formalnie kogoś adoptowała. Często chodzi po prostu o osobę, która się danym dzieckiem chętnie i z sercem opiekuje, nie będąc krewną - bo jeśli jest krewną, to oczywiste, że się opiekuje. W takim sensie w polszczyźnie najbliższe byłyby matka chrzestna albo - chcąc uniknąć przełożenia religijnego, który w chińskim nie występuje - przyszywana ciocia. Nie wiem, jak Wy, ale ja całe dzieciństwo miałam mnóstwo "przyszywanych" cioć, czyli takich, które nie były prawdziwymi ciociami, ale które często widywałam, lubiłam się z nimi i które były mi bliższe niż rzadziej widywana "prawdziwa" rodzina. Nasza córeczka na przykład tak nazywa przyjaciółkę ZB, szefową pielęgniarek na oddziale położniczym w szpitalu, w którym Tajfuniątko przyszło na świat. Ta konkretna ciocia troszczy się o nasze dziecko od urodzenia - a nawet wcześniej - więc nosi wdzięczne miano ganma. Dla mnie Lao Ganma, gdzie lao oznacza serdeczność, jest właśnie taką Przyszywaną Ciotunią, której obecność rozprasza wszelkie smutki. Od kilkudziesięciu lat pikantne i aromatyczne przysmaki marki Lao Ganma rozpraszają bowiem smutki milionów Chińczyków, których na przykład wywiało daleko od domu. Pierwsze produkty powstały już w 1984 roku, jednak dopiero w 1996 zaczęła się masowa produkcja i kolportaż na terenie całego kraju. Ponoć produkty Lao Ganma to najlepiej sprzedające się pikantne przyprawy w całych Chinach.
Co produkuje Ciotunia?
Sufu, douchi w ostrym sosie, płatki chilli w oleju, sos douchi 水豆豉, różne wersje chilli - posiekane, w oleju, na sucho, w kurzym smalcu, w postaci pasty i tak dalej. W tej chwili lista produktów jest już dość długa, jednak największą sławą cieszą się fermentowane fasolki douchi w ostrym sosie, a także pyszne sufu i przyprawy do ogniowego kociołka. Produkty cieszą się też sporą sławą poza granicami Chin, przy czym oczywiście najłatwiej je dostać tam, gdzie mieszka chińska diaspora. Jeśli chcecie o marce poczytać więcej, zapraszam na ich anglojęzyczną stronę.
A ja tymczasem podzielę się z Wami pewną anegdotką, opowiedzianą mi przez znajomą Chinkę, która pojechała na dwa lata na studia do Stanów.
Pytanie: Kiedy wiadomo, że znalazłeś się naprawdę daleko od domu, że jesteś tam już długo i bardzo tęsknisz?
Odpowiedź: Kiedy patrzysz na Przyszywaną Ciotunię (老干妈) tak serdecznie, jakby to była Twoja rodzona matka (亲妈)...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.