2016-10-04

chryzantemy 菊花

Dziewiąty miesiąc księżycowy to miesiąc chryzantem - są przecież symbolem jesieni. Zaczął się on cztery dni temu, a kunmińskie parki rozkwitają chryzantemami i innymi astrowatymi.
Nie tylko tymi żywymi, układanymi w żywopłoty o bardzo nieraz fantazyjnych kształtach (pawi ogon z kwitnących kwiatów? Dla mnie bomba!) czy po prostu wystawianymi w milionie donic. W pawiloniku na Górze Yuantong znajdziemy chryzantemy również w formie - niech się puryści nie obrażą - ikebany i zwojów jesiennej kaligrafii. Wystawa zwie się "Urok jesieni" 秋韵 i, choć niewielka, przyjemnie cieszy oko.
Kilka ciekawostek:
  • 菊 ju jest homonimem 居 ju czyli "przebywać", stąd chryzantema jest symbolem trwania.
  • najlepiej zrywać ją dziewiątego dnia dziewiątego miesiąca księżycowego.
  • ususzone kwiaty można traktować jak ziołową herbatę; poza tym, że jest pyszna, to jeszcze pomaga na ból gardła.
  • Świeżymi chryzantemami przyprawia się wino ryżowe.
/Wolfram Eberhard - Symbole chińskie. Słownik/

2016-10-02

24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 IV


Nędznie odziany a posłuszny matce 單衣順母

Uczeń Konfucjusza, Min Ziqian, był wyjątkowym przykładem nabożności synowskiej. Matka odumarła go młodo, a jego ojciec zagłuszył żal kolejnym małżeństwem. Niestety, macocha okazała się być bardzo niedobra dla pasierba, przemawiała doń okrutnymi słowy i traktowała nazbyt surowo. Min Ziqian często był głodny i zziębnięty, już nie mówiąc o tym, że samotny - bo jego macocha kochała i rozpieszczała tylko własnych dwóch synów.
Gdy zrobiło się zimno, druga pani Min zrobiła dla swych dwóch synów cieplutkie kurtki na grubej podszewce. Ziqian dostał jednak tylko kurtkę ocieploną wysuszoną trzciną. Z zewnątrz kurtki wyglądały podobnie, ale ta trzcinowa nie dawała w ogóle ciepła ani nie chroniła przed wiatrem. Jako, że to było jedyne zimowe ubranie Ziqiana, trząsł się on zawsze z zimna.
Pewnego mroźnego dnia ojciec chłopaka miał coś do załatwienia na mieście i powiedział chłopcu, by ten przyprowadził konia i zaprzągł go do bryczki. Mroźne było powietrze tego wieczoru, wiał silny wiatr, a młodzieniec cały drżał jak osika. Kończyny miał przemarznięte tak, że ledwo nimi poruszał. Ze zdrętwiałych palców wypadły lejce, a ojciec go porządnie zrugał za niezdarność. W gniewie złapał chłopca za fraki i rozerwał rękaw. Wtedy to jego oczom ukazało się nietypowe "ocieplenie" kurtki; ojciec nie mógł wyjść z szoku zobaczywszy nędzne odzienie syna. W nagłym przebłysku zrozumiał, jak niesprawiedliwie macocha traktowała chłopca, w furii pobiegł do domu, szukając żony. Ta, zestrachana, uklękła przed mężem, który, nieprzejednany, kazał jej opuścić domostwo i nigdy nie wracać. Ku jego zdumieniu Ziqian ukląkł przy macosze i prosił o to, by ojciec pozwolił jej zostać. Uzasadnił to tymi słowy: gdy matka tu jest, zimno cierpi tylko jeden chłopiec, a gdyby odeszła, o całą trójkę nie miałby kto zadbać.
Zawstydzona macocha zapłakała; tak głęboko poruszyły ją słowa chłopca, że odtąd zaczęła traktować pasierba z taką samą miłością jak własnych synów.

Chciałam zwrócić Waszą uwagę na to, że tu nasz bohater nie ma być nawet posłuszny własnym rodzicom, a macosze, która w dodatku go źle traktuje. Grrr. Poza tym bardzo nie lubię tego, że zarówno w chińskim, jak i w angielskim macocha jest poniekąd matką - późniejszą matką 后母 bądź stepmother. Matka to matka, macocha to macocha, do diaska...

2016-10-01

muszle

Kiedy byłam mała, jeździłam z Rodzicami i Bratem nad morze. Nasze, Bałtyk. Oczywiście budowałam zamki z piasku, skakałam przez fale i taplałam się, aż miałam sine usta z zimna no i oczywiście zbierałam muszelki. Tych wstrętnych czarnych było najwięcej, ale ja wyszukiwałam karbowane, śliczne, jasne. Kilogramami zawoziłam je do Bytomia, a one po drodze się kruszyły, niedobre. Rodzice mówili mi, że tam dawniej mieszkały malutkie stworzonka, a ja po tych opowieściach zawsze z dużym niepokojem podnosiłam muszelki, najpierw sprawdzając, czy aby nic nie ma w środku.
Kiedy byłam starsza (miałam już prawie osiem lat) pojechaliśmy do Włoch. Tam to już nie tylko muszelki, ale i skorupki. Krabowe, wysuszone na wiór, czekały rankiem po wieczornym przypływie. Oplątane glonami, były tak obrzydliwe, że za żadne skarby świata bym paskudztwa nie dotknęła.
A potem pojechałam na Tajwan. Dopiero tam odkryłam kulinarną wartość morskich stworzeń innych niż ryby.
Mam niejasne wrażenie, że teraz też bym na plaży szukała muszelek, ale nie z racji ich piękna, a jednak pysznej zawartości...
Dzięki rozwojowi transportu nawet w Kunmingu mam dostęp do świeżych owoców morza. Są tanie i pyszne. Dziś prosty przepis na muszle - właściwie dowolne, ale lepiej małe niż duże.

Składniki:
  • kilogram muszli
  • główka czosnku
  • duży jak kciuk kawałek imbiru
  • zielona cebulka
  • kieliszek wina/brandy

Wykonanie:
  1. Muszle solidnie płuczemy, najlepiej parę godzin, wymieniając parę razy wodę.
  2. Czosnek rozdziabujemy, imbir kroimy w plasterki albo słupki, cebulkę drobno siekamy.
  3. Na niewielką ilość gorącego oleju wrzucamy przyprawy, a zaraz po nich muszle. Gdy zacznie dymić, dolewamy wino oraz solidną miseczkę wody i dusimy parę minut - aż wszystkie muszle się otworzą, a ich zawartość będzie miała ładny, białoróżowy kolor. TIP: Jeśli jakaś muszla nie chce się otworzyć, to znaczy, że jest nieświeża i trzeba ją wyrzucić.