2015-12-03
2015-12-02
Paczka 包裹
Pod koniec sierpnia Mama wysłała urodzinową paczkę dla ZB. Nie doszła. Wszystkim było straszliwie przykro, zwłaszcza, że nie wiadomo było, po czyjej stronie leży wina: Poczty Polskiej, poczty chińskiej, kuriera czy strażników naszego osiedla. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że w Chinach nie do każdego mieszkania jest przypisana skrzynka pocztowa, dlatego w miejscach, w których faktycznie skrzynek nie ma, zamiast awizo zostawia się po prostu przesyłkę przy wejściu na osiedle albo kurier dzwoni i pyta, gdzie dostarczyć.
Nie sposób się było dopytać; w końcu postawiliśmy na niej krzyżyk i postanowiliśmy następnym razem pilnować numerków.
Kolejna paczka poszła. Śledziłam jej poczynania przez internet: w dwa tygodnie dała radę dostać się ze Śląska do Pekinu, a kolejne trzy dni zajęła jej podróż do Kunmingu. Odtąd z niecierpliwością wyglądałam paczki u strażników. Oni jednak nieodmiennie mówili, że nic nie było.
W końcu podjęłam męską decyzję: trzeba po paczkę - albo chociaż po informację - pójść na Pocztę Główną. W dodatku musi to zrobić ZB, bo to na jego nazwisko trafiają do nas przesyłki.
Poszedł. Pół dnia go nie było, ale wrócił - faktycznie z paczką. Dobrze, że miał przy sobie kopię dowodu osobistego, bo musiałby jechać tam dwukrotnie. I powiedział, że gdy zapytał, kiedy zamierzali tę paczkę dostarczyć, odpowiedziano mu, że... wcale. Gdyby ktoś nie przyszedł przez następnych parę dni, paczka zostałaby zapewne oznaczona jako porzucona i rozparcelowana po pracownikach. Wytłumaczyli się brakami kadrowymi. O kant d... roztrzaść takie tłumaczenie, prawda? Co mnie to obchodzi, że mają mało ludzi? Telefon jest podany, mogliby zadzwonić!
Tak więc rozwiązała się tajemnica niedostarczonych paczek. Wystarczy wiedzieć, ile idą i samemu się po nie przejść. Z prezentami-niespodziankami można się niestety pożegnać...
Rzuciłam się ZB na szyję: "Mój paczkowy bohaterze!"
ZB, pragmatyczny jak zawsze: "Nie bohaterze, a kurierze".
Ja, nadal dusząca go uściskiem: "Mmmm, niezły ten kurier... Wiesz, mojego męża nie ma w domu..."
ZB ledwo zdołał zza salwy śmiechu wykrztusić, że jestem małym zgniłym jajem...
PS. Dostaliśmy również list. Priorytetowy polecony. Pardon - nie dostaliśmy, poszliśmy po niego i go nam całe szczęście wydali ;)
Nie sposób się było dopytać; w końcu postawiliśmy na niej krzyżyk i postanowiliśmy następnym razem pilnować numerków.
Kolejna paczka poszła. Śledziłam jej poczynania przez internet: w dwa tygodnie dała radę dostać się ze Śląska do Pekinu, a kolejne trzy dni zajęła jej podróż do Kunmingu. Odtąd z niecierpliwością wyglądałam paczki u strażników. Oni jednak nieodmiennie mówili, że nic nie było.
W końcu podjęłam męską decyzję: trzeba po paczkę - albo chociaż po informację - pójść na Pocztę Główną. W dodatku musi to zrobić ZB, bo to na jego nazwisko trafiają do nas przesyłki.
Poszedł. Pół dnia go nie było, ale wrócił - faktycznie z paczką. Dobrze, że miał przy sobie kopię dowodu osobistego, bo musiałby jechać tam dwukrotnie. I powiedział, że gdy zapytał, kiedy zamierzali tę paczkę dostarczyć, odpowiedziano mu, że... wcale. Gdyby ktoś nie przyszedł przez następnych parę dni, paczka zostałaby zapewne oznaczona jako porzucona i rozparcelowana po pracownikach. Wytłumaczyli się brakami kadrowymi. O kant d... roztrzaść takie tłumaczenie, prawda? Co mnie to obchodzi, że mają mało ludzi? Telefon jest podany, mogliby zadzwonić!
Tak więc rozwiązała się tajemnica niedostarczonych paczek. Wystarczy wiedzieć, ile idą i samemu się po nie przejść. Z prezentami-niespodziankami można się niestety pożegnać...
Rzuciłam się ZB na szyję: "Mój paczkowy bohaterze!"
ZB, pragmatyczny jak zawsze: "Nie bohaterze, a kurierze".
Ja, nadal dusząca go uściskiem: "Mmmm, niezły ten kurier... Wiesz, mojego męża nie ma w domu..."
ZB ledwo zdołał zza salwy śmiechu wykrztusić, że jestem małym zgniłym jajem...
PS. Dostaliśmy również list. Priorytetowy polecony. Pardon - nie dostaliśmy, poszliśmy po niego i go nam całe szczęście wydali ;)
2015-12-01
pajączek
Nie znoszę pająków. Brrr. Dlatego nieodmiennie straszliwie żałuję tych małych dzieł sztuki
które nieuchronnie przerywam, bo brzydzą mnie pająki...
A sprzątając pajęczyny, oczywiście nucę tę piosenkę:
Idea właściciela kawiarni, który odkurza klientów połączonych pajęczyną nigdy nie przestanie mnie wzruszać :)
które nieuchronnie przerywam, bo brzydzą mnie pająki...
A sprzątając pajęczyny, oczywiście nucę tę piosenkę:
Idea właściciela kawiarni, który odkurza klientów połączonych pajęczyną nigdy nie przestanie mnie wzruszać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)