blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-09-05

Jinghong 景洪

Jinghong to miasto położone w południowej części Yunnanu, jest stolicą Autonomicznej Prefektury Mniejszości Dai – Xishuangbanna 西雙版納. Klimat tropikalny, mocno mokry, długie lata, kompletny brak zimy, a właściwie lepiej to podzielić na porę deszczową i suchą. Średnia temperatura waha się miedzy 19-22, teraz na przykład jest około trzydziestu (dziewiąta wieczorem, koniec sierpnia), dzięki czemu mogę nie ubierać nic zbędnego.
Każdy rozsądny człowiek, który akurat znalazł się przypadkiem w Yunnanie, przyjeżdża tutaj, by spróbować dajskiej kuchni oraz żeby zobaczyć „Dunaj Wschodu” – czyli Mekong.
Latem nie jest to wprawdzie widok zapierający dech w piersiach – koryto jest mocno wyschnięte, a woda „zakurzona”, ale... No jest w tym Mekongu „to coś”.
Jinghong to zabawne miasteczko. Właściwie ciężko je nawet nazwać miasteczkiem, bo w jakim mieście ulice mogą tak wyglądać?
A przecież miasto jest w sumie dość stare – i od zawsze było polityczno-ekonomiczno-kulturalną stolicą regionu. Bogactwo związane z uprawą kauczuku (橡胶)、kardamonu (砂仁)、 jagodlinu wonnego (依兰) i zboża, a także z hodowlą świń, drobiu i ryb sprawia, że region jest coraz lepiej rozwinięty (drogi stąd do Kunmingu chciałabym przenieść do Polski!). Jest to też jeden z najlepiej chronionych ekologicznie rejonów w Chinach – bo też tutaj właśnie żyją słonie, miliony gatunków motyli, to tu jest najbogatsza flora i fauna w całych Chinach – dlatego też Chińczycy nazywają Jinghong „Miastem Narodowego Parku”.
Z drugiej strony, bujnie się tu rozwija handel – z racji współdzielenia wód Mekongu i sąsiedztwa, władze regionu nawiązały bliską współpracę gospodarczą z Tajlandią, Myanmarem i Laosem – w każdym supermarkecie dostępne są produkty lokalne z tych krajów. Wprawdzie w Polsce też można dostać tajski sos rybny albo wietnamski papier ryżowy, ale na przykład w Kunmingu towary z krajów ościennych można znaleźć sporadycznie i po mocno zawyżonych cenach. W Jinghongu natomiast można zjeść tajskie ciasteczka, zapijane birmańskim mlekiem sojowym, a i tak będzie taniej niż pójść do knajpy.
Wróćmy do produktów regionalnych – przede wszystkim kauczuk. Uprawa kauczuku na wielką skalę zaczęła się tu w 1948 roku, gdy Tajowie pochodzenia chińskiego uznali, że miejsce się nada. Początkowo to oni się na tym bogacili, ale w połowie lat '50 XX w. chińskie władze położyły łapę na plantacjach, z pomocą wojskowych zresztą. Już w latach '60, przy wydatnej pomocy rządu, większość pagórków zalesiona została drzewami kauczukowymi, a dawni chłopi zmienili się w zbieraczy kauczuku.
Drugim podstawowym bogactwem naturalnym regionu jest herbata, a najsławniejsza z tutejszych herbat jest oczywiście pu'er. I wprawdzie nazwa pu'er pochodzi od nazwy miasteczka Pu'er, kilka godzin drogi od Jinghongu, ale zgodnie z chińskimi kronikami (《滇海虞衡志》), herbata ta rośnie na sześciu wzgórzach herbacianych, z których najważniejsze to Youle i Gedeng. Youle to starożytna nazwa Góry Jinuo, dosłownie kilka kilometrów od Jinghongu – czyli bez problemu możemy Jinghong nazwać “ojczyzną herbaty pu'er”. I choć sam Jinghong rozrasta się w ekspresowym tempie i daleko mu do dzikości, to wystarczy pochodzić po tutejszych górach, by bez trudu znaleźć dzikie drzewa herbaciane, często kilkusetletnie, z pniami grubymi na kilka metrów i wysokie na metrów trzydzieści z hakiem. Oczywiście, są i drzewa hodowlane – ogromne ilości; a wraz z nimi setki gatunków produkowanej herbaty, ale pu'er tradycyjnie produkuje się z wielkolistnej herbaty - czyli z takiej ze starych drzew, a nie z hodowlanych krzewów.
Na dziś tyle o moim mieście. A teraz wracam do wkuwania anglojęzycznych piosenek dziecięcych...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.