2015-09-14

Nocna knajpa 深夜食堂

Mała uliczka, jeszcze mniejsza knajpka. Jednoosobowa obsługa - właściciel jest kucharzem, kuchcikiem, barmanem, kelnerem i pomywaczem naraz. Otwarta tylko nocą - stąd też przyciąga raczej nietypową klientelę: prostytutki, mafiozów, transwestytów... 
Każdy odcinek to inna osoba i inne danie. Prosta, domowa japońska kuchnia w serialu, który nie poraża scenografią czy grą aktorską (oczywiście z wyjątkiem świetnego Kaoru Kobayashi), ale bawi i wzrusza. Jak opowiedzieć o ryżu z wiórkami tuńczykowymi czy o omlecie tak, żeby nie zanudzić? Właśnie tak, jak w tym serialu.
Co ciekawe, serial powstał na podstawie mangi. Ja dotąd rzadko miałam do czynienia z filmami fabularnymi, a nie anime powstałymi na ich podstawie; pomysł bardzo mi się spodobał. Może i w Polsce kiedyś pojawi się taki serial o schabowym i jajecznicy?
Serdecznie polecam.

2015-09-13

Lemon Tree 檸檬樹

Dziś kolejny wpis w akcji Miesiąc Języków, tym razem o związkach danego kraju z Niemcami. Co mają Chiny do Niemiec i odwrotnie? Cóż, całkiem sporo. Mogłabym napisać o tym, jak Niemcy okupowali Chiny wraz z innymi państwami. Albo o tym, jak nauczyli Chińczyków budować miasta i warzyć piwo. Ale dziś będzie o moim prywatnym szoku, czyli o piosence Lemon Tree. Choć piosenka jest po angielsku, wiadomo, że stworzył ją niemiecki zespół Fool's Garden. W sezonie, w którym była popularna, pierwszy raz się całowałam, więc dobrze ten hit pamiętam i mam doń sentyment. Intro jest bardzo charakterystyczne toteż gdy pojechałam na Tajwan i usłyszałam je w radio, byłam zachwycona, że wreszcie coś znajomego. A potem się okazało, że to mandaryński cover w wykonaniu Tajwanki Tarcy Su:

Był to pierwszy chińskojęzyczny cover zachodniego przeboju, który zdarzyło mi się usłyszeć, więc po prostu wgniótł mnie w ziemię. Tak, wiem, że bardzo wiele piosenek zostaje przetłumaczonych na inne języki, w tym na mój ojczysty - nie powinno mnie to dziwić. Ale - wtedy jeszcze Azja była dla mnie tak egzotyczna, że w ogóle sobie nie wyobrażałam, iż jakakolwiek europejska piosenka może zostać tak potraktowana. :D
Oczywiście natychmiast zaczęłam szukać innych azjatyckich coverów tej piosenki. Znalazłam jeszcze po kantońsku, tej samej piosenkarki zresztą:

Później w łapki mi wpadła wersja koreańska:

Kolejna wersja to ciekawostka - choć zachowano język oryginału, banda Tajów (!!) zrobiła z tej piosenki latino :D
Zespół wabi się Mellow Motif i bardzo mi poprawił humor :D

Za to ostatnia wersja jest bezpośrednio odpowiedzialna za to, że piosenka ta trafiła do dzisiejszego postu. Ostatnio ZB kazał mi posłuchać tej piosenki i zasłonił oczy. Oczywiście powiedziałam, że to śpiewa człowiek Zachodu. Chińczycy tak nie potrafią.
Odsłonił oczy.
Zobaczyłam azjatyckie ciasteczko:

Ale nie myliłam się. Azjatyckie, ale wychowane w Stanach :)
A swoją drogą - nieźle śpiewa. No i połowa wykonania po angielsku, a połowa po chińsku - urocze :)

Jeśli chcecie poznać inne okołoniemieckie skojarzenia kulturowojęzykowe, zerknijcie na poniższe linki. Miłego czytania!
Angielski: Angielski C2 - Angielski i niemiecki w Namibii
Francuski: Francais-mon-amour - Ile jest niemieckiego we francuskim?; Love for France - Arte, francusko-niemiecka telewizja; Madou en France - O austriackim pochodzeniu francuskich croissantów
Hiszpański: Hiszpański na luzie - Niemcy śpiewają po hiszpańsku
Kirgiski: O języku kirgiskim po polsku - Moje pierwsze spotkanie z kirgiską literaturą, czyli Ajtmatow po niemiecku
Niemiecki: Niemiecka Sofa - Homonimy w języku niemieckim; Niemiecki po ludzku - Pomysłowe słowa w języku niemieckim; Językowy Precel - Młodzieżowe słowo roku 2015; Viennese breakfast - Jak Austriak z Niemcem
Szwedzki: Szwecjoblog - Niemieckie słowa, na które trzeba uważać
Włoski: Studia, parla, ama - Miesiąc Języków, czyli co myślą Włosi o Niemcach?

2015-09-12

halucynogenne borowiki 见手青

Jedną z moich ulubionych odmian borowika w Yunnanie jest Lanmaoa asiatica, rosnący w symbiozie z sosną yunnańską. Ma on brązowoczerwonawy kapelusz, który sinieje, jeśli go mocniej nacisnąć - z tego też względu w naszym regionie nazywa się go "sinieje na widok ręki" 见手青. Ewidentnie próbuje nas odstraszyć, ale my się nie dajemy: Yunnańczycy się nim obżerają i... halucynują. 
Tak, moi drodzy. Co roku przynajmniej parędziesiąt osób przytruwa się tym borowikiem i ląduje w szpitalu. Trafiają tam dlatego, że widzą krasnoludki, mówią do siebie, macają niewidoczne przedmioty, śmieją się i płaczą w kompletnie niekontrolowany sposób. Już pół biedy, jeśli zwymiotują całą porcję, bo halucynacje przynajmniej szybko miną, ale zdarzały się też osoby, które musiały spędzić pod opieką i kroplówkami przynajmniej dobę, zanim wydobrzały. Co ciekawe, grzyby te nie zawierają żadnych znanych halucynogenów - trzeba dopiero odkryć, co nam się rzuca na mózg.
Władze Yunnanu nic z tym nie robią. To znaczy: nie zakazują sprzedaży tych grzybów ani nie wpisują ich na listy grzybów trujących. Po prostu z momentem rozpoczęcia sezonu w każdym możliwym miejscu wrzucają ostrzeżenia - że grzyby te MUSZĄ zostać poddane prawidłowej obróbce termicznej. Że nie wolno ich tylko obsmażyć na dużym ogniu, a trzeba powoli gotować, smażyć bądź dusić, aż będą całkowicie zniesurowione.
Według mnie ugotowane są niedobre. Dobre są za to pokrojone w plastereczki i powoli smażone w dużej ilości oleju, przyprawionego suszonym chilli i dużą ilością czosnku. Smażenie trwa przynajmniej pół godziny, oleju musi być tyle, żeby żaden kawałek grzyba nie był suchy. Są przepyszne. Niestety, właściwie przyrządzone, tracą swe halucynogenne właściwości, więc nie było mi dane zachowywać się bardziej nienormalnie niż zazwyczaj ;)
W Polsce się nie zdarzają. Najlepiej po prostu przyjechać na grzyby do Yunnanu.
W Yunnanie występuje zresztą więcej takich halucynogennych prawdziwków - Butyriboletus roseoflavus, Sutorius magnificus oraz Rubroboletus sinicus; niektóre z nich spotykane są również w innych chińskich prowincjach, a także na szeroko pojętym Zachodzie. Choć w anglojęzycznej literaturze wiadomo o nich dopiero od 1991 roku, Yunnańczycy znają je "od zawsze" - pierwsza wzmianka pojawiła się już w IV w.n.e w księdze Baopuzi taoistycznego mędrca Ge Honga, który oczywiście wszelkimi dostępnymi środkami - w tym przy pomocy naszych grzybków - próbował osiągnąć nieśmiertelność. Nieyunnańczycy mają problem z identyfikacją tych grzybów, ale na lokalnych targowiskach sprawa jest oczywista - każdy sprzedawca wie, które to borowiki. Oczywiście są droższe od niehalucynogennych...