W wielu miejscach Yunnanu natkniecie się na taki znak:
Czyli na znak nakazu trąbienia. Pojawia się on na wąskich drogach przed bardzo ostrymi zakrętami. Z czasem dla tutejszych kierowców trąbienie stało się silnym nawykiem. Mówi: "uwaga, jadę", a nie "co ty robisz, ch!@#$5!". Nawyk pozostaje im nawet, kiedy są w miastach z szerokimi, prostymi ulicami. Dlatego jeśli się ceni swoje zdrowie psychiczne, trzeba pamiętać, że w Chinach klakson ma tylko zwrócić twoją uwagę, nie jest przejawem agresji :)
2016-09-08
2016-09-06
Mu Ying 沐英
Mu Ying czyli Wykąpany Bohater żył w latach 1345-1392. Były to ciekawe czasy. Właśnie obalono mongolską dynastię Yuan, a do władzy doszedł chłopski syn Hongwu. To właśnie on swego przysposobionego syna Mu Yinga wysłał do Yunnanu, żeby zrobić z tą prowincją wreszcie porządek.
Mu Ying jest więc ważny dla historii Yunnanu - pomógł bowiem integrować tę nowopodbitą prowincję z resztą Chin. Yunnan nie poddał się łatwo - jeszcze w 1381 roku Mingowie wysłali spore siły, by uciszyć niepokoje. W 1382 roku mingowskie wojska odzyskały po kolei Qujing, Kunming i Dali. W 1383 cesarz zrozumiał, że jeśli Yunnan ma poddać się woli cesarza, trzeba tam zostawić sporą część wojska i przypominać Yunnańczykom, kto tam teraz rządzi. Głową tych żołnierzy był właśnie Mu Ying. Chodziło bowiem nie tylko o to, żeby mieć w swych rękach główne miasta, a o wyplenienie ewentualnej konkurencji - począwszy od mongolskich książąt w Kunmingu poprzez rodziny dawnych władców Dali aż po klany Lolo - czyli Yi - które w zasadzie władały tymi terenami paręset lat. Już wtedy było wiadomo, że różnorakie ludy południowo-zachodnich Chin niechętnie odnoszą się do Hanów i nie chcą po dobroci włączyć się w chińskie społeczeństwo. Trzeba było nie twardogłowego generała, który ogniem i mieczem będzie pilnować ziemi i posyłania cesarzowi trybutów, a mądrego gubernatora. Mu Ying był idealny - zadbał o edukację dzieci przywódców yunnańskich znaczących klanów, sprawił, że ci przywódcy mogli stanąć przed obliczem cesarza i poznać jego potęgę; zdołał im tak namieszać w głowach, że nadanie przez cesarza chińskiego nazwiska poczytywali sobie owi przywódcy za zaszczyt. Jednocześnie Mu Ying dbał o lud - uskutecznił szeroko pojęte unowocześnianie regionu - budowa dróg, kanałów nawadniających i innych udogodnień dla rolników powoli zjednywała mu serca ludzi; dołożył też cegiełkę w usprawnianiu handlu między Yunnanem a resztą Chin. Za jego czasów rozpoczęto też w Yunnanie wydobycie soli. Oczywiście serce sercem, a żelazna pięść też się przydaje. Razem z Mu Yingiem w Yunnanie zostało 300 tysięcy (sic) żołnierzy, którzy mieli pilnować przygranicznego terytorium. Tu ciekawostka - ten wielki generał chiński walczył swego czasu z pewnym lokalnym władyką tusi, który w batalii wykorzystał słonie :) Wracając do ilości wojska: już wcześniej tutejsze miasta były chińskie (bo przecież barbarzyńcy żyli głównie w górach i w wioskach), a nowy zastrzyk Hanów rodem z Nankinu i okolic jeszcze bardziej je schińszczył. Istnieje teoria, że silne pokrewieństwo dialektu yunnańskiego z mandaryńskim wynika właśnie z tej wielkiej migracji Hanów do Yunnanu...
Mu Yinga kopnął niemały zaszczyt. Za poradzenie sobie z niesubordynowanym Yunnanem cesarz obiecał, że Mu Ying i jego potomkowie będą rządzić Yunnanem na wieki. Faktycznie tak się stało - zamiast ganiać jego i następców po całych Chinach, zostawił ich spokojnie w Yunnanie, by co jakiś czas zdusili jakąś rebelię. Fascynujące, prawda? Zwłaszcza że faktycznie ród Mu zarządzał Yunnanem do końca panowania dynastii Ming, a Mu Tianbao pomagał w ucieczce do Birmy ostatniemu cesarzowi tej dynastii, Yongli. O tej ucieczce pisałam zresztą przy okazji jednego z tradycyjnych yunnańskich dań, Wielkiego Ocalenia Tengchongu.
Co ciekawe, przypuszcza się, że kulturę Hanów tak zaciekle krzewił w Yunnanie... muzułmanin. Nie ma wprawdzie dowodów, że Mu Ying był muzułmaninem, ale po pierwsze jego nazwisko jest jednym z "tych" nazwisk, jak i Ma pochodzące od Mahometa, po drugie Hongwu był znany ze sprzyjania muzułmanom i wspierał budowę meczetów, a po trzecie wiele muzułmańskich źródeł mówi o nim jak o "swoim". Czyli przyjeżdża muzułmanin do wielokulturowego Yunnanu i zamiast zakładać meczety, buduje świątynie konfucjańskie ku chwale cesarza!
Choć życiorys tego człowieka jest zaiste imponujący i ciekawy, mnie najbardziej zapadła w pamięć... legenda. O niej jednak następnym razem, dobrze? :)
[korzystałam głównie z książki Dictionary of Ming Biography, 1368-1644, volume II, Association for Asian Studies]
2016-09-04
24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 I
Jakiś czas temu na ceglanym murze biegnącym wzdłuż najbardziej nieprzejezdnej i najbardziej zakręconej uliczki Kunmingu zawisły mocno średniej klasy malunki, przedstawiające 24 przykłady nabożności synowskiej.
Przykłady są przerażające. To znaczy z mojego współczesnego i w dodatku zachodniego punktu widzenia to straszne, że tych ludzi stawia się za wzór. A faktycznie stawia się - po cóż inaczej by tapetowano nimi miasto? I to w dodatku uliczkę tuż obok przedszkola?!
Dziś pierwszy przykład.
Nabożność synowska wzruszyła niebiosa 孝感动天
Wspaniały Yao, jeden z Pięciu Cesarzy, był władcą pełnym cnót. Pod jego ręką lud Chin żył posłusznie i harmonijnie, co jak wiemy jest według chińskich władców najważniejsze. Ludzie darzyli go szacunkiem takim, jak swych własnych rodziców. Kiedy jednak się postarzał, przyszedł czas na wybranie następcy. Doradcy cesarza podpowiedzieli mu, że daleko, daleko, koło Góry Li, mieszka wspaniały młody człowiek o imieniu Shun. Gdy matka jego zmarła, ojciec ożenił się po raz wtóry i z tego związku narodził się syn. Cała trójka dręczy Shuna - ojciec próbował się go pozbyć, macocha się nad nim znęca, a przyrodni braciszek jest zazdrosnym i aroganckim wałkoniem. A jednak Shun ich nie znienawidził - zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać dobry syn i brat. Gdy oni go maltretują, on nie odpowiada złym słowem. Biegnie po prostu hen, na pola i płacze w samotności. Nie użala się jednak bezczynnie nad sobą - uprawa ziemi spoczywa na jego barkach, bo ani ojciec, ani brat się do prac polowych nie zniżają. Ta wspaniała postawa dzielnego Shuna nie zmiękcza serc jego własnej rodziny, ale podoba się niebiosom. To dzięki błogosławieństwu nieba słonie schodzą z gór, by pomóc młodzieńcowi w orce - na wiosnę można ujrzeć jak stają w szeregu i orzą skibę za skibą swymi wspaniałymi kłami. W lecie kruki i sroki wyrywają chwasty dziobami. Natura pochwala zachowanie Shuna i to, jakim jest człowiekem bez względu na przeciwności losu.
Gdy cesarz Yao usłyszał tę historię, wysłał dziewięciu swych synów, by towarzyszyli Shunowi w pracy na roli, zaś dwie ze swych córek wydał zań za mąż. Następnie zaczął Shuna szkolić, by koniec końców posadzić na tronie zamiast któregokolwiek ze swych potomków. A pod rządami Shuna państwo kwitło - taka jest bowiem nagroda za cnotę.
Jak Wam się podoba opowiastka o maltretowanym dziecku, które nadstawia drugi policzek i pozwala sobą pomiatać? Ten chiński męski Kopciuszek został przynajmniej nagrodzony za swoje cnoty, a nie za to, że miał małe stópki, które się mieściły w maleńkich trzewiczkach... Podoba mi się idea wywiedzenia chińskich cesarzy z chłopskiego rodu, a Wam? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

