blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-10-25

Sto lat temu w Yunnanie

Dziś chodzę dumna jak paw. Temat dzisiejszej odsłony W 80 blogów dookoła świata wymyśliłam właśnie ja. Piszemy dzisiaj o tym, co się działo w poszczególnych miejscach mniej więcej 100 lat wcześniej. Tradycyjnie zapraszam do linkowni na dole wpisu. A teraz zerknijmy w okienko historii Yunnanu.
Yunnan to moja ukochana chińska prowincja. Jednak 100 lat temu ogłosił on niepodległość i przez jakiś czas chiński rząd nie miał nad nim żadnej władzy. Jak to się stało? Żeby to naprawdę dobrze opisać, przelecieć musiałabym w skrócie całą historię Chin końca XIX i początku XX wieku, ale - skupię się tylko na najważniejszych sprawach.
Cesarstwo, nieudolnie zarządzane przez Mandżurów, musiało upaść i w końcu upadło. W 1912 roku powstała Republika Chińska, która w założeniu miała być naprawdę zaczepistym państwem. Wyszło trochę inaczej - prezydentem został bowiem Yuan Shikai, kawał starego drania, wsioka i okrutnika, który nigdy nie był wierny żadnej idei poza robieniem sobie dobrze na każdej płaszczyźnie i w każdy dostępny sposób. Gdy w 1913 roku odbyły się pierwsze wybory i zwycięstwo odniosła Partia Narodowa, Yuan na wszelki wypadek zlecił zamordowanie niedoszłego premiera, reprezentanta tej partii. Później stwierdził, że nie będzie się dzielić władzą, więc zastraszył parlament i zmienił konstytucję, a w końcu ogłosił się nowym cesarzem. Tego było już za wiele. Cai E, wybitny wojskowy i wykładowca Yunnańskiej Akademii Wojskowej, w samo Boże Narodzenie 1915 roku ogłosił niepodległość Yunnanu i rozpoczął w ten sposób wojnę domową, która trwała wprawdzie zaledwie parę miesięcy, ale która doprowadziła Chiny do kompletnego chaosu. Za Cai E stanęli bowiem nie tylko jego koledzy z Yunnanu - Tang Jiyao i Li Liejun, którzy prowadzili wojnę z Yuanem. Podochoceni oczywistymi sukcesami buntowników, również gubernatorzy z innych prowincji zaczęli stawać okoniem. Yuan musiał być tymi protestami mocno zdumiony, bo przecież to właśnie on osobiście wybrał gubernatorów poszczególnych prowincji i spodziewał się pełnego poparcia...
Wróćmy jednak do Cai E. Z pomocą dawnych uczniów zorganizował naprędce Armię Obrony Kraju i wyruszyli bojować. Yuan wysłał do Yunnanu niemal 80 tysięcy żołnierzy, ale już w Syczuanie zostali oni sromotnie pobici przez liczącą czterokrotnie mniej ludzi armię Cai E. Jednocześnie do Yuana doszły inne niepokojące wieści - gubernatorzy innych prowincji też wypowiedzieli posłuszeństwo - od Guizhou przez Guangxi, Guangdong, Shandong, Hunan, Shanxi, Jiangxi aż po Jiangsu. W ciągu paru miesięcy poparcie dla Yuana spadło tak, że musiał się on poddać presji i już 22 marca 1916 roku oficjalnie porzucił marzenie o cesarskiej władzy. Parę miesięcy później Yuan zresztą umarł; to jednak nie przywróciło spokoju w Chinach - odtąd każdy co sprawniejszy wojskowy rządził jakimś kawałkiem Chin, a oficjalna władza rezydująca w Pekinie nie mogła nic na to poradzić.
A przecież i tak Wojna w Obronie Kraju - bo tak nazwano ten konflikt - została uznana za sukces: być może tylko dzięki niepokornemu i krewkiemu wojskowemu z Yunnanu w Chinach nie doszło do stworzenia nowej dynastii cesarskiej. Jednocześnie jednak ci ludzie wykrwawiali kraj. Każdy sobie rzepkę skrobał, całkiem świeża republika okazała się być zbyt dużym wyzwaniem. Gubernatorzy rządzący poszczególnymi kawałkami Chin nie chcieli oddać władzy i dopiero Czang Kaj-szekowi udało się po wielu latach, że tak kolokwialnie powiem, wziąć ich za mordę. Ale to już zupełnie inna historia...

Dziś po tych wydarzeniach pozostała w Kunmingu jedna pamiątka: Most Obrony Kraju (護國橋), znajdujący się w ścisłym centrum miasta, w środkowej części ulicy Obrony Kraju (護國路). Jest długi na 23 metry, a szeroki na 17,5. Stylistycznie jest mieszanką chińsko-europejską. Wraz z ulicą Obrony Kraju i Bramą Obrony Kraju został wybudowany już w 1919 roku, żeby uczcić miłościwie panujących wówczas w Yunnanie watażków, którzy w konflikcie tym byli stroną zwycięską. Most od 2003 roku znajduje się na liście zabytków i jest pod ochroną, ale droga do tego nie była łatwa. Przede wszystkim dlatego, że niedługo po dojściu komunistów do władzy most został... zakopany. Wraz z rzeką, nad którą był przerzucony, jeśli już przy tym jesteśmy*. Zakopywanie rzek i kanałów było w ówczesnym Kunmingu dość popularne i w sumie zrozumiałe. Miasto gwałtownie się rozrastało, nagle bardzo wzrosła liczba ludności, a o kanalizacji w domach nikt wtedy jeszcze nie marzył. Wszystkie nieczystości trafiały oczywiście albo na pola, albo do kanałów i rzek, w związku z czym w całym mieście unosił się mało apetyczny zapaszek. Wszystkie te "rzeki śmierdzącej wody", jak je tu nazywano, były po kolei zasypywane. Most dołączył do nich zapewne z innych powodów - ówczesne władze chętnie niszczyły każdy kawałek dawnej historii. Całe szczęście w 1999 roku przy okazji jakichś poważniejszych remontów elektryki miejskiej wykopano most i postanowiono przywrócić go Kunmingowi. Niestety - już bez rzeki. Stoi więc sobie w środku miasta most, ni przypiął ni przyłatał, a placyk pod przęsłami zazwyczaj okupują tańczące emerytki. Cóż. I tak miał więcej szczęścia niż brama, której już dawno nie ma...

Dla porównania - tu historyczne zdjęcie naszego mostu z czasów, gdy jeszcze pod nim płynęła rzeka:
Jeśli traficie kiedyś do Kunmingu, stańcie na tym moście i pomyślcie o buntownikach, którzy zmienili bieg historii. I zastanówcie się - jak i ja się czasem zastanawiam - czy faktycznie oburzył ich fakt, że prezydent Republiki Chińskiej rości sobie pretensje do cesarskiego tronu, czy też po prostu dostrzegli szansę uszczknięcia dla siebie władzy w moim wspaniałym Yunnanie...

Wpisy z innych krajów:
Austria: Viennese breakfast - 100 lat temu – ostatnia cesarzowa Austrii
Francja: Français mon amour - 100 lat temu czyli opowiadamy o przeszłości; Madou en France - Belle Époque, czyli piękne czasy Francji
Kirgistan: Kirgiski.pl - Kirgiskie powstanie 1916 r. i Ürkün – część I; Enesaj.pl - Ürkün: opowieść kirgiskiego repatrianta
Niemcy: Niemiecka Sofa - Historia BMW; Niemiecki w Domu - 100 lat temu w Niemczech; Niemiecki po ludzku - 1916 w Niemczech
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym - 100 lat temu w Turcji: zabawa czasem
Wielka Brytania: Angielski dla każdego - 100 lat temu w Anglii
Włochy: Studia, parla, ama - W 80 blogów dookoła świata - 100 lat temu
Jeśli chcecie do nas dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

8 komentarzy:

  1. Biedny most, pod którym nic nie płynie, ale lepsze to, niż gdyby miał być nadal pod ziemią. A teraz płynie cokolwiek przez Kunming?

    Pod tym linkiem, gdzie miało być historyczne zdjęcie, jest chyba nie to, co trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kunming jest położony nad Rzeką - Matką Panlong; poza tym ostało się kilka kanałów, które wszakże służą głównie do napełniania beczkowozów podlewających kunmińskie skwerki.
      Dzięki za info o zdjęciu; nie zauważyłam, że się otwiera tylko jeśli się wchodzi z chińskiej wyszukiwarki...

      Usuń
  2. No prosze, z pewnością zdziwiłby mnie most, pod którym nie ma rzeki. Ciekawa historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Most bez rzeki jest jak żołnierz bez karabinu :)

      Usuń
  3. Ciekawa historia, fajnie się czytało. Jak widać, mechanizmy dążenia do władzy nie zmieniły się do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cywile też podobnie ciepią przez te przepychanki...

      Usuń
  4. Ech, wielu ludzi próbuje sięgnąć po władzę absolutną. Dobrze, że się zbuntowano przeciwko niemu.

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.