blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-01-23

Modernizacja Kunmingu

Czy słyszeliście kiedyś o Qiu He 仇和? Jeśli nie interesujecie się yunnańską polityką, to sądzę, że raczej nie. Ten człowiek w 2007 roku objął stanowisko Sekretarza Partii w Kunmingu, czyli de facto stał się najważniejszym tutaj człowiekiem. Później zszedł z najwyższego stołka, ale do dziś jest tutaj szarą eminencją i pociąga za sznurki.
Dlaczego o nim piszę?
To właśnie ten człowiek zaczął wymagać od urzędników państwowych przejrzystości i punktualności. To właśnie on podjął decyzję o wprowadzeniu Kunmingu na trudną ścieżkę ku nowoczesności, rozpoczynając prace nad kunmińskim metrem, budując nowe, wspaniałe lotnisko i poprawiając infrastrukturę. Jednocześnie nie zapomniał o zieleni - wetknął drzewa wokół każdej nowo wybudowanej drogi (łącznie 3 miliony drzew). To jemu Kunming zawdzięcza wiadukt przy Małej Zachodniej Bramie, a także ostateczne rozwiązanie kwestii kunmińskich slumsów. Jest chwalony przez wszystkich, poczynając od samej góry w Pekinie, poprzez postronnych obserwatorów aż po zwykłych kunmińczyków, którzy tyle mu zawdzięczają.
Nienawidzimy go, szczerze i serdecznie, ZB, jego rodzice i ja. I każdy myślący człowiek.
Zacznijmy od slumsów. Nadano im chwytliwą nazwę "wsi w mieście" 城中村, żeby narzucić skojarzenie z biednymi, brudnymi wieśniakami, którzy psują wizerunek miasta. Jednak zamiast burzyć samowolnie wybudowane, brzydkie jak noc domy tych "nielegalnych imigrantów" - czyli wieśniaków, którzy zadomowili się na obrzeżach miasta nie posiadając tutejszego zameldowania, pracują na czarno i ani im się śni wysyłać dzieci do szkoły, zburzył Qiu He w zasadzie całe Stare Miasto. Zniknięcie dziesiątek zabytkowych ulic, wspaniałych okazów mingowskiej i qingowskiej architektury, zniszczenie Targu Ptaków i Kwiatów i zastąpienie go Starbucksami i Pizzą Hut (bo tylko sieciówki stać na czynsz w tych nowowybudowanych miejscach), zliwkidowanie wszystkich kanałów i studni i zmienienie ich w place budowy - to wszystko zasługa Qiu He.
Idźmy dalej. Wygodne i sensownie ulokowane stare lotnisko zastąpiono nowym, mieszącym się trzydzieści kilometrów dalej. Lotnisko działa kiepsko, bo zostało zbudowane na takim wygwizdowie, że dowolny wiatr powoduje opóźnienia, często są mgły, a pięć centymetrów śniegu powoduje dwudniową obstrukcję. Na lotnisko prowadzi JEDNA droga. Kiedy wydarzy się na niej wypadek (a zdarza się to często, bo wygwizdów, ślisko, za dużo samochodów), nie ma ŻADNEJ możliwości objazdu. Lotnisko jest "międzynarodowe", ale jego obsługa nie włada żadnym językiem poza tutejszą wersją chińskiego.
Metro. Temat-rzeka. Tutaj nigdy nie powinno było powstać metro. W trakcie budowy naruszono poważnie wszystko, co się dało. Przede wszystkim - Kunming zaczęły nawiedzać nieznane wcześniej susze. Wydrenowanie gleby naprawdę nie pomogło, zasypanie dawnych studni i kanałów - też nie. Najgorsze jest jednak, że jakiś idiota ustawił przystanki metra z taką częstotliwością, jak przystanki autobusowe. Metro nawet nie zdąży się rozpędzić, a już hamuje. Jest niepotrzebne... i drogie. Mianowicie: w Pekinie, z jego pięknie rozbudowanym metrem, obejmującym ogromną powierzchnię, przejazd kosztuje 2 yuany. W Kunmingu - malutkim i biednym - 7 yuanów. Grrrr...
Xiaoximen - katastrofa. Ten wiadukt produkuje 3/4 spalin w centrum miasta. Jest nieustannie zakorkowany; autobusy czekają w kolejce pod górkę, żeby dojechać do swych przystanków, a za nimi czekają rzężące głośno samochody osobowe. Rozumiem, że poszerzenie drogi i pasy autobusowe - czyli to, jak komunikacja została rozwiązana w reszcie miasta - po prostu przerosło wyobraźnię Pana Szefa.
Jeszcze zieleń. Było tak: był kanał, z ulicą obok i szerokim pasem zieleni. Czyli była woda, była komunikacja plus ewentualna komunikacja wodna (tak, wymagałoby to nakładów, ale w sumie nie aż tak dużych) i zieleń do tego. Teraz kanałów nie ma, są szerokie drogi i świeżo posadzone drzewa, które ze względu na brak wody w okolicy, trzeba codziennie podlewać. Oczywiście drzew jest mniej niż dawniej, ale kto by się tym przejmował. Czyli nie ma wody, wodę trzeba pożyczać, a zieleń jest dodatkową przyczyną braku wody w mieście. No po prostu genialne. Jakby tego było mało, wszystkie sadzonki sprowadził z drugiego końca Chin, ze swej ojczystej prowincji. Nie dość, że ceny skoczyły nieprawdopodobnie, to jeszcze sprowadził drzewa, które nie pasują do kunmińskiego klimatu i które powoli umierają.
Wisienką na torcie jest jego "przejrzystość". Zawalczył ze skorumpowanymi urzędnikami, ku uciesze gawiedzi. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z tego, że po prostu nie lubił konkurencji.
Spójrzcie na tę knajpę:
Piękna, prawda? Odremontowana willa z dawnej "koncesji francuskiej", otoczona Parkiem Kameliowym, zmieniona w restaurację. Swego czasu butelka wina zaczynała się tam od tysiąca yuanów, a stół dla tuzina osób - od dziesięciu tysięcy yuanów. Qiu He lubił tam chodzić. Też bym lubiła. Zwłaszcza, gdybym - jak Qiu He - nigdy nie musiała sama płacić rachunków...
Akurat takie spotkania towarzyskie już jakiś czas temu się skończyły. Cóż. To, co miało jakąkolwiek wartość, zostało już rozkradzione...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.