blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2010-06-12

Dwustronna taśma klejąca 雙面膠

Liu Liu musiała wylądować na swoich studiach przez przypadek. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że skończyła handel międzynarodowy, a żyje z pisania powieści i opieki nad dziećmi? W 2005 roku wydała Taśmę, o której w tytule. Powieści (jeszcze!) nie czytałam, a szkoda, bo podobno jeszcze ostrzejsza niż serial. Ale już sam serial wystarczył, by wyprowadzić mnie z równowagi i dać do myślenia.

Mamy sobie małżeństwo tuż po ślubie. Mieszkają w Szanghaju. Ona to rodowita szanghajka, on - przybysz z północnego wschodu, który zaczepił się w korporacji po studiach i w Szanghaju po ślubie. Żyją sobie jak pączki w maśle do czasu przyjazdu świekry, której się nie podoba... no właściwie wszystko, ale przede wszystkim to, że jej synalek nie jest przez synową rozpieszczany.

W tym momencie wszystkie chińskie omówienia zaczynają klepać, że to jest serial o trudnych relacjach świekra-synowa. Według mnie to bzdura. Szczerze? Nie obchodziłoby mnie, jakie podejście ma do mnie świekra, pod warunkiem, ze mąż stałby za mną jak mur. W tym serialu jednak ładnie jest pokazana ohydna, seksistowska mentalność Dongbejczyków. Żona-szanghajka (szanghajki uważane są za "najtrudniejsze w obsłudze", najbardziej wyzwolone, a szanghajscy mężczyźni to bez wyjątku pantoflarze ;) ) zmusza swoich rodziców do zaakceptowania "chłopaka znikąd". Pobierają się i jest im naprawdę dobrze. Dobrze, czyli nie kłócą się, mają do siebie zaufanie, wszystko jest do przejścia. Oboje pracują zawodowo, oboje nie lubią wcześnie wstawać, oboje wolą coś kupić na mieście niż po pracy jeszcze gotować, sprzątają raz na tydzień - no, taka norma.

Przyjeżdża świekra i na wszystko narzeka - że miseczki za małe (zwyczaje kulinarne różnią się w poszczególnych regionach), że nie lśni podłoga, że ona je za dużo mięsa, że ona źle wydaje pieniądze (jak wydaje na synalka, to git, ale jak kupuje ciuchy sobie to już nie bardzo), że ona powinna wcześniej wstawać, coby mężusiowi śniadanie podać itd. itp.

Tytułowy klej dwustronny to mąż, który z jednej strony uwielbia matkę (też bym uwielbiała, gdyby mi perły pod nogi rzucała) do stopnia niesłychanego, a z drugiej... no właśnie. Chciałoby się napisać, że kocha żonę do obłędu. Ale widzicie... Jemu pasuje to, że żona zostaje przez matkę ustawiona do pionu. On by wolał, żeby żonusia mu, zgodnie z wolą matki, nadskakiwała. Kto by nie wolał? Tyle że, moi drodzy, związek to nie jest "ja bym wolał, a moi rodzice Ci jeszcze pokażą, jak ma być". A przynajmniej związek taki być nie powinien. A w wypadku akurat tej pary nie powinien być taki do kwadratu! Bo to dzięki forsie żony, jej zaangażowaniu i miłości mieszkają w Szanghaju (na co faceta nie byłoby stać), leczą w Szanghaju jego ojca (przypominam: główny bohater jest gołodupcem), w razie potrzeby zapożyczają się u jej rodziców (nie czują się zresztą zobowiązani, żeby oddać, ale to już inna para kaloszy) i wszystko dzieje się tak, jak ON chce, a ona, choć się wścieka, pomaga mu jak może.

On jej nie.

Z niej taka szanghajka jak z koziej dupy trąbka - czasem potrafi skarcić męża, ale choć on to skurczybyk jakich mało, cały czas go broni, zamiast się z nim rozwieść albo powiedzieć, że morda w kubeł i bulgotać dopóki żyjemy w mieszkaniu, który MOI rodzice dla nas kupili. On to natomiast, niestety, typowy Dongbejczyk. Brak serca ukierunkowanego na kogokolwiek, z kim go nie łączą więzy krwi. Żona nie jest wystarczająco bliskim stworzeniem, żeby, nie daj Boże, być dla niej dobrym. Ja płakać zaczęłam, jak zobaczyłam, jaką wodę z mózgu robi wnukowi świekra Z ŁASKI mieszkająca w mieszkaniu synowej...

Oglądałam sobie tak tych dwadzieścia odcinków serialu w Chinach popularnego i zastanawiałam się właściwie tylko nad tym, czy którakolwiek z chińskich matek swoich jedynych synów zrozumie, że ingerencja w małżeńskie sprawy dzieci jest niszcząca. Że z pożytkiem będzie dla synów, jeśli zamiast kolejnej mamusi zyskają partnera. Że nie da się stworzyć udanego małżeństwa z głupim mamisynkowatym ch....

I jeszcze jedno: NIGDY nie należy wiązać się z mężczyzną, który wie, o ile niżej od Ciebie stoi. Prędzej czy później za to, że jesteś bogatsza, mądrzejsza, lepiej ustawiona - dostaniesz w ryj. Jeśli nie od tego faceta, to od jego rodzinki. 

Niestety, nie znalazłam wersji z angielskimi napisami.

2 komentarze:

  1. mocno, mocno... ale to samo zycie, nie tylko w Chinach :(

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.