2026-10-28

Cihang Zhenren 慈航真人

Wchodzę do taoistycznej świątyni, a tu buddyjska bogini Guanyin. Ki czort? 
Gdyby starać się dosłownie przetłumaczyć imię bóstwa Cihang Zhenren 慈航真人 [Cíháng Zhēnrén], wyszłoby coś w rodzaju Współczujący-Podróżujący/Nawigujący-Prawdziwy Człowiek/Osiągnięty Człowiek. W sumie, jeśli jesteśmy już obznajomieni z taoistycznym i buddyjskim nazewnictwem, możemy z tego imienia wywnioskować prawie wszystko: skoro współczucie, to być może jakiś związek z buddyjskim żeńskim Awalokiteśwarą Guanyin? I faktycznie, są związane, choć uczeni nadal dyskutują na temat kolejności ich powstania. Nasze dzisiejsze bóstwo stało się również jedną z kluczowych postaci klasycznej chińskiej powieści Metamorfozy Bogów 封神演义 (Investiture of the Gods). Było uczniem Yuanshi Tianzuna i jednym z Trzech Wielkich Nieśmiertelnych, zajmującym dziewiąte miejsce wśród Dwunastu Złotych Nieśmiertelnych. Jakoś po Tangach uczni stwierdzili, że w Chinach za dużo jest religii, więc może wszystkie połączyć? Pewnie stąd to zamieszanie wizerunkowe - ktoś kiedyś gdzieś wpadł na pomysł, że w sumie niewielka różnica między panteonami, dlatego zamiast tworzyć odrębne wizerunki, taoistyczni wierni kupują figurynki w buddyjskich sklepach (być może na odwrót też, ale chyba buddyjskie są jednak bardziej rozpowszechnione). Czasem tylko taoistyczna wersja jest przedstawiana po ludowemu: jadąca na smoku, żółwiu, wężu czy też... w czółnie - bo przecież jest Podróżującą/Nawigatorką. Czasem z kolei u jej stóp pojawia się złoty lew z ośmioma mniejszymi głowami. 
Tu drobne wyjaśnienie: używam naprzemiennie wersji męskiej i żeńskiej, ponieważ to queerowe bóstwo odmówiło definiowania się przez płeć (a nawet przez wiek): zdarzają się zarówno wizerunki ewidentnie kobiece, podobne chińskiej Guanyin, jak i takie, jak w Wikipedii - brodaci staruszkowie. W różnych źródłach różne jest ich pochodzenie, atrybuty, legendy. Zgodnie z jedną z legend bóstwo to może pojawić się w ludzkim świecie aż w trzydziestu dwóch formach o różnych płciach i właściwościach. Czasem była panienką z dobrego rodu, która nie chciała wyjść za Niemca za mąż, za co ojciec ją wygnał. Kiedy jednak ciężko zachorował, ona wydłubała sobie oczy i ucięła ramiona, by go ocalić - później one odrosły zmultiplikowane. Innym razem praktykowała Drogę na Górze Putuo, czyli górze związanej tradycyjnie z Guanyin. Brała udział w wielkich bitwach, podróżowała na Zachód... Jedno jednak zawsze jest pewne: współczucie, dzięki któremu bóstwo postanowiło pomagać zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Czyniło to przy pomocy eliksirów i słodkiej rosy... albo tysiąca rąk i oczu (kolejne podobieństwo do Guanyin). 
Świątynie z tym bóstwem są dość popularne, choć rzadko samodzielne. Bardzo często można znaleźć kaplice dla Cihang Zhenren przy świątyniach Triady Czystych, czy przy innych świątyniach taoistycznych. Skoro bowiem sam Laozi stał się jednym z Triady Czystych, a Nefrytowy Cesarz zyskał imię Yuanshi Tianzun, to co komu szkodzi jeszcze kapliczka dla tego najbliższego ludziom i najbardziej empatycznego bóstwa? Ja trafiłam na nią na przykład w Świątynii Synów i Wnuków w Lincangu.
Dlaczego jednak piszę o niej właśnie dziś? Jak wiele innych bóstw, tak i ona ma kilka swoich świąt. Pierwsze przypada na dziewiętnasty dzień drugiego miesiąca księżycowego - ponoć wtedy wypadają jej urodziny. Drugie przypada na dziewiętnasty dzień szóstego miesiąca księżycowego - rocznica zwycięstwa nad morskim potworem i jednocześnie dzień, w którym bóstwo osiągnęło oświecenie. Dziś, dziewiętnastego dnia dziewiątego miesiąca księżycowego, Cihang Zhenren osiągnęła nieśmiertelność. Może nam też się to kiedyś uda?...

2026-10-26

Luchong 禄充

Wystarczająco Dobry Los. Tak mogłoby brzmieć dokładne tłumaczenie nazwy dawnej wioski rybackiej, a obecnie - kurortu nad Jeziorem Pieszczenia Nieśmiertelnych. Podczas poprzedniej wizyty w Luchongu nie starczyło czasu na przyjrzenie się ani kurortowi, ani parkowi krajobrazowemu, który się tam znajduje. Tym razem poszłyśmy po rozum do głowy i wybrałyśmy się tutaj wcześnie, a wycieczkę zaczęłyśmy od spaceru, a nie od taplania się w jeziorze. Dzięki temu odkryłyśmy absolutnie przepiękne miejsca. Ten północno-zachodni fragment wybrzeża ochrzczono parkiem krajobrazowym zaledwie szesnaście lat temu; w 2024 roku był już tak popularny, że został jedną z głównych atrakcji turystycznych regionu. Przestrzeń jest wprawdzie niewielka, ale mamy tu ładne zjawisko krasowe z Wielką Jaskinią 大洞 na czele, piękne jezioro, niewysokie acz malownicze górki, a na nich świątynie. Czegóż nam więcej potrzeba do szczęścia? 
Jaskinię zostawiłyśmy sobie wszakże na następną wizytę. Długa na 70 metrów, w najszerszym miejscu szeroka na dwadzieścia metrów, wytryska z niej podziemne letnie źródło (letnie, a nie gorące, bo woda ma temperaturę zaledwie 24 stopni...) zasilające jezioro. Z jednej strony jaskini - urwisko. Z drugiej - piaszczysta plaża. A między nimi niezliczone rowy, zagłębienia skalne pełne ryb (ponoć jest ich ponad setka). Dawniej wioska Luchong żyła z połowu endemicznych ryb kanglang czyli rybograhamek, wracających w lecie i na jesieni (6-8 miesiąc księżycowy) na tarło w górę strumienia. Rybacy pobudowali specjalne młyny wodne służące do łapania ryb, co swego czasu pięknie ponoć wyglądało. Ostatnich paręset lat posiadanie niecek i jaskinek obfitujących w ryby było synonimem bogactwa. Mieszkańcy byli tak zamożni, że aż stać ich było na kształcenie dzieciarni. Zgodnie z powiedzeniem: w jednym domostwie było dwóch jinshi, a wystarczyło przejść sto kroków, by natknąć się na dwóch akademików z Hanlinu (一门双进士,百步两翰林). Obecnie jednak krajobraz się zmienił, a zdecydowana większość ludności przebranżowiła - więcej można zarobić na hodowli ryb czy prowadzeniu pensjonatu niż na rybołówstwie. Zgodnie z najnowszymi danymi, znajdziemy tu obecnie 21 hoteli, ponad 60 pensjonatów, a jeśli policzyć ilość łóżek dla turystów: jest ich ponad 3200.
Wycieczkę zaczęłyśmy od spaceru. Z kilku pobliskich pagórków - Góry Qilina 麒麟山, Góry Szpiczastej 尖山 zwanej również Górą Nefrytowego Pędu Bambusa 玉笋山 i Góry-Jak-Stojak-Na-Pędzel-Do-Kaligrafii 笔架山 wybrałyśmy tę ostatnią. Zgodnie z nazwą ma trzy szczyty; na jednym z nich znajduje się urocza świątynka Awalokiteśwary (męskiej wersji!), w której w 19. dzień drugiego miesiąca księżycowego corocznie odbywa się jarmark. W najwyższym punkcie góra ma 1808 m., jednak tak naprawdę od poziomu jeziora musimy się wspiąć tylko 76 metrów do góry. Skały pokryte są dawnymi graffiti, czyli wyrzeźbionymi w skale kaligrafiami, głównie opisującymi najpiękniejsze widoki. A między skałami a powierzchnią jeziora - ścieżka wśród kilkusetletnich fikusów i innych starych, pięknych drzew, w tym pistacjowych (Pistacia weinmanniifolia) i miodlowych (drzewo różańcowe czyli Melia azedarach).
Obrazki z życia dawnej wioski rybackiej
Jak to w chińskich górach: wszędzie schody.
Między "daleko jeszcze?" a "jestem taaaaaaka zmęczona" udało się zrobić popas z kabanosami w roli głównej.
Widok na świątynię Awalokiteśwary.
I wreszcie cel naszej wycieczki: plaża! I płycizna sięgająca na tyle daleko, że Tajfuniątko mogło popływać!
Cóż za romantyczna miejscówka!
Zapewne dzięki Nieśmiertelnym, od których jezioro wzięło nazwę, otrzymałyśmy boski dar zaskakująco słonecznej pogody, dzięki której mogłyśmy się kąpać w jeziorze jeszcze dwudziestego czwartego października! Tajfuniątko moczyło się niemal nieprzerwanie prawie trzy godziny, a i ja zdołałam popływać. Z plaży zeszłyśmy jeszcze przed zachodem słońca - a tu kolejna niespodzianka! Księżyc, będący akurat w pełni, już wzeszedł i cieszył oczy. Usiadłyśmy sobie na leżakach z ciepłymi herbatkami i karmiłyśmy dusze spektaklem odchodzenia dnia. Później jeszcze tylko pyszna zupa rybna z kamiennego gara - i już można wracać do Kunmingu. 
To był bardzo przyjemny dzień, prawie wakacyjny, prawie letni. Tak trzeba żyć!

2026-10-24

Pięć Gór i Cztery Rzeki 五岳四渎

W poprzednim wpisie wspomniałam o tym, że trzeci król Nanzhao, Yimouxun, próbował zgapić od Chińczyków niektóre tradycje. Nie pojął na przykład, że Pięć Świętych Gór taoizmu stało się świętymi z racji tego, że były ważnymi taoistycznymi ośrodkami religijnymi i, biorąc tylko zwyczaj proszenia ziemi i nieba o błogosławieństwo i wsparcie, postanowił, że też wymyśli sobie góry, które się do tego nadają. Oczywiście w obrębie własnego państwa Nanzhao, czyli - z grubsza rzecz biorąc - w Yunnanie. Zanim jednak razem z Wami poszukam tych gór i przy okazji rzek (bo rzeki również były na swój sposób święte i po chińsku łączyło się je z górami w czteroznaku 五岳四渎), opowiedzmy sobie o tym proszeniu niebios o błogosławieństwo. 
Istniało specjalne sformułowanie 封禅 fēng shàn. Wbrew współczesnej intuicji pierwszy znak nie ma nic wspólnego z zamykaniem i ustanawianiem granic; jest nazwą rytuału - składania ofiary niebiosom. Drugi znak, tutaj czytany 禅 shàn, oznacza ofiarę dla ziemi. Zwróćcie uwagę na ten drugi znak 禪 [禅], później wykorzystany dla opisu buddyzmu zen, czytany po chińsku chán. Ceremonia fengshan była ceremonią dziękczynną w czasach pomyślności, którą odprawić musiał sam cesarz, najczęściej na górze Taishan. No a nasz król Nanzhao postanowił, że też chce dziękować niebiosom i ziemi, tylko jakoś na Taishan mu nie po drodze, więc on sobie wybierze inne pagórki. 
Wang Songben 王崧本 w swej nieoficjalnej kronice Nanzhao (南诏野史) pisze o tym, jak ród Meng zaprowadził pokój w całej krainie, wyznaczył święte góry i rzeki, przy okazji siebie mianując synem niebios, obdarowując tytułami siedemnastu mędrców i aż pięćdziesięciu siedmiu bogów gór (Yunnan faktycznie jest mocno górzysty, więc i bogów gór musiało być sporo). Dopiero później lud Naxi i inni mieszkający w państwie Nanzhao zaczęli wznosić świątynie i składać ofiary. Tak oto narodziły się ważne dla Nanzhao miejsca: 
  • Środkowa Święta Góra - Cangshan czyli Błękitne Góry w Dali 
  • Zachodnia Święta Góra - Gaoligong w Baoshan 
  • Południowa Święta Góra - Mengle między Yuxi a Pu'er 
  • Wschodnia Święta Góra - Wumeng z najwyższym szczytem Guniuzhai 
  • Północna Święta Góra - oczywiście Góry Nefrytowego Smoka koło Lijiangu. 
Z kolei Cztery Święte Rzeki, będące yunnańską odpowiedzią na Jangcy, Rzekę Żółtą, Rzekę Huai i Rzekę Ji, to kolejno Nujiang, Mekong, Heihui (dopływ Mekongu niedaleko Starego Miasta Lushi) i Jinsha, czyli górny bieg Jangcy. 
W ten oto cudowny sposób król Nanzhao uznał się za równego rangą chińskiemu cesarzowi, a swoje królestwo za całkiem niezależne: skoro ma swoje pagórki i rzeki do czczenia, to na co mu, u licha ciężkiego, chiński cesarz?... Porozmawiajmy więc sobie o tym aroganckim władcy. 
Yimouxun (異牟尋, 754–808) był synem Fengjiayi, który był synem Geluofenga, który był synem Piluoge, który założył Królestwo Nanzhao. Co ciekawe, był trzecim królem Nanzhao - tytuł przeskoczył nań prosto od dziadka - Fengjiayi zmarł przed swym ojcem. Yimouxun panował w latach 779-808. Był ponoć oczytany i utalentowany, zaś jego największym talentem był ten do ludzi. Gdy tylko objął tron, postanowił razem z Tybetańczykami napaść w sile stu tysięcy żołnierzy na region Shu, czyli dzisiejszy Syczuan, będący już wówczas częścią tangowskich Chin. Plan był taki, że w Shu będzie się znajdować wschodnia stolica Nanzhao. I choć chińskie wojska były znacznie mniej liczne, świetni generałowie i rewelacyjne wyszkolenie tangowskich żołnierzy sprawiły, że połączone siły Nanzhao i Tybetu poniosły dotkliwą klęskę. Klęska była tym dotkliwsza dla Yimouxuna, że Tybet ją wykorzystał przeciw Nanzhao: nadał Yimouxunowi tytuł Króla Wschodzącego Słońca 日东王... i obniżył status Nanzhao do państwa wasalnego, grabiąc bezlitośnie jego zasoby. Yimouxun starał się coś poradzić na ewidentne problemy państwa; najpierw przeniósł o parę kilometrów na północ stolicę, później zmodyfikował administrację, tworząc Dziewięć Shuangów i Trzy Tuo 九爽三托 - był to zbiór dwunastu kluczowych urzędów centralnych Nanzhao, które dzieliły między siebie zarządzanie wojskiem, ludnością, rytuałami, sprawiedliwością, kadrami, budownictwem, finansami, dyplomacją, handlem oraz hodowlą koni i bydła. Jednocześnie, gdy rosło społeczne niezadowolenie z ciężkich podatków i ucisku ze strony Tybetu, zaczął rozmawiać z Chińczykami o możliwym sojuszu z Tangami. Rozmowy wypadły tak dobrze, że Tangowie wraz z Nanzhao w 793 roku zaatakowali Tybet, zadając mu bobu - zdobyli szesnaście twierdz, pojmali pięciu królów i podporządkowali sobie sto tysięcy (!) ludzi! Kolejnego roku wraz z synem Xungequanem 寻阁劝 i posłem tangowskim Cui Zuoshi 崔佐时 udał się do świątyni boga góry Cangshan (czyli Środkowej Świętej Góry), by zawrzeć przymierze. Dobre intencje udowodnił... ścinając posła Tybetu, znosząc tytuł nadany przez Tybet i składając w ofierze złotą pieczęć otrzymaną od Tybetu. Odtąd Tangowie używali wobec kolejnych władców Nanzhao tytułu królewskiego 南诏王. Tybet zaczął podupadać, a Nanzhao rosło w siłę, jednocześnie coraz bardziej się sinizując. Yimouxun zaczął wysyłać dzieci arystokracji do Chengdu po nauki; wspierał wymianę kulturalną. Ten pomysł nie wziął się z niczego: sam był od dziecka gorliwie sinizowany. Przez kogo?
Zheng Hui 郑回 był pierwotnie chińskim urzędnikiem dynastii Tang w regionie Shu, który został pojmany przez Nanzhao. Król Nanzhao Geluofeng zamiast go zaciukać, docenił jego wiedzę i mianował nauczycielem rodziny królewskiej. Zheng Hui nauczał kolejno trzech następców tronu: Fengjiayi, Yimouxuna i Xunmengcou. Miał prawo karać ich cieleśnie - widać więc, że musiał mieć nieliche wpływy i cieszyć się dużym szacunkiem. Dlatego nie dziwi, że gdy Yimouxun wstąpił na tron, mianował go... hmmm... kanclerzem czy też premierem 清平官. Cieszył się on takim zaufaniem, że wszystkie sprawy państwowe były z nim konsultowane. To właśnie on namówił Yimouxuna do zerwania sojuszu z Tybetem i nawiązania pokojowych relacji z Tangami. 
Gdy nastąpiło to pojednanie, Yimouxun wielokrotnie wysyłał posłów, śląc dary i ofiarowując Tangom pojmanych tybetańskich generałów. Gdy w 808 roku zmarł, Tangowie wysłali ważnego urzędnika, by wziął udział w ceremoniach żałobnych. 

Tak oto przy okazji wycieczki do hal w Huize poznałam nie tylko geografię, ale i historię państwa Nanzhao. Yunnan jest zaiste fascynujący.