2026-04-27

Studnie Bliźniąt 双胞胎井

Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Mojiangu jest park, w którym znadują się Studnie Bliźniąt, "dwuoczna" studnia, która ponoć jest odpowiedzialna za niecodziennie wysoką liczbę bliźniąt w regionie. Liczba urodzonych tu bliźniąt jest ponad czterokrotnie większa niż średnia globalna! Konkretny wskaźnik urodzeń bliźniąt w Mojiangu wynosi 8,7 na 1000 urodzeń, podczas gdy światowa średnia to około 2 na 1000. Dawniej pielgrzymowały tu głównie bezdzietne Yunnanki; od początku XXI wieku władze regionu starają się jednak, by cały świat dowiedział się o tym miejscu i cudownej wodzie. Stąd nie tylko otoczenie rzeczonej studni parkiem tematycznym, nie tylko nazwanie Mojiangu "domem bliźniąt" 双胞之家,ale również organizowanie dorocznego Międzynarodowego Święta Bliźniąt 际双胞胎节 w święta majowe. Nie wybieram się, bo nienawidzę tłumów i cen rosnących nagle i to kilkukrotnie, już nie mówiąc o tym, że po prostu mamy już inne plany - jednak z tego, co widziałam w internetach, ludziska naprawdę się wówczas świetnie bawią:
   
Wróćmy jednak do naszych studni. Są położone w wiosce Hexi 河西村, która obecnie została już wchłonięta przez miasto powiatowe Lianzhu, stanowiące serce Mojiangu. Wioska jako taka już nie istnieje; studnie otacza Międzynarodowy Ogród Bliźniaczej Kultury 国际双胞文化园 - cokolwiek autor tej nazwy miał na myśli. Co najciekawsze, choć z dawien dawna rodziło się tu jakby więcej bliźniąt niż gdziekolwiek indziej, dopiero po szczegółowych badaniach w 2002 roku studnie zostały nazwane Studniami Bliźniąt. Od tego czasu woda jest regularnie badana. Cóż. Jest lekko zasadowa (PH 7,8), słodka i łagodna w smaku, jednak nie wykryto żadnych niespodziewanych składników, które mogłyby się przyczyniać do rodzenia bliźniąt. Naukowcy podejrzewają raczej kwestie genetyczne, dietetyczne i geograficzne, które połączone dają tak niezwykłe efekty. Jednak, jak to często bywa, naukowcy swoje, a ludzie swoje - dlatego turyści gromadnie przybywają do studni i piją choćby dwa łyki, mając nadzieję, że rozwiążą wszystkie swoje problemy z rozmnażaniem. Zapewne dają wiarę pięknej legendzie. 
Dawno, dawno temu piękne Hanijskie dziewczę zakochało się w Bóstwie Wody. Bóstwo, przyjrzawszy się dziewczęciu, stwierdziło najwyraźniej, że się nada, w związku z czym wkrótce dziewczę już było brzemienne. Niestety, piękność wpadła w oko złemu szamanowi, który przyuważywszy ciążę wpadł w szał zazdrości! Oskarżył dziewczynę o noszenie w łonie diabelskich dzieci i chciał ją zabić. Ta nie była w ciemię bita i uszła przed pogonią - wędrowała długo lasami i górami, aż trafiła do lasku niedaleko wsi Hexi. Tam, wyczerpana ucieczką i zrozpaczona, powiła parę bliźniąt i, wykończona, zmarła. Bliźnięta zaś, zapewne z pomocą ojca - bóstwa wody, przemieniły się w dwa tryskające tuż obok siebie źródełka czystej, chłodnej wody. Miejscowa ludność, widząc ten cud i smakując słodką, świeżą wodę, zrozumiała całą prawdę. By uczcić jej pamięć i podziękować za dar życia, otoczono źródła opieką i wybudowano dla nich dwie kamienne studnie, które nazwano Studniami Bliźniąt. 
Ponoć ci, którym marzą się bliźnięta, powinni napić się po łyku wody z obu studni. Przy studniach faktycznie znajdują się bambusowe chochelki, którymi można zaczerpnąć wody. Woda ta jest darmowa (choć za wejście do parku trzeba zapłacić); płacić trzeba tylko za butelkowaną - bo i taka jest dostępna. Dodatkowo można sobie pomóc na kilka innych magicznych sposobów: w pobliżu studni powiesić życzenia na czerwonych wstążkach czy wrzucić pieniążek do "stawu życzeń", który na wzór europejskich fontann może zaczarować rzeczywistość. A teraz uwaga: Chińczycy zdołali zepsuć nawet tę miłą bliźniaczą tradycję ostentacyjnym patriarchalnym zadęciem: otóż jedna ze studni to tzw. męska studnia 阳井, a druga żeńska 阴井. Zgadnijcie, do której jest kolejka...
W całym Mojiangu roi się od rozmaitych "bliźniaczych" ozdób.
Nie spróbowałam. Nie żebym się bała bliźniąt. Po prostu obrzydzenie mnie brało, gdy widziałam, co ludzie robią tuż przy tych studniach i jak traktują te chochelki. Nie zdołałabym ani przytknąć ust do tych chochelek, ani nabrać do ust tej wody. Bue. 
Sam park - maleńki, średnio ciekawy. Wielka wystawa zdjęć z przeszłych obchodów Świąt Bliźniąt, kilka posągów, bliźniacze rośliny, dwie alejki. Warto jednak przyjść i zobaczyć, jak Chinki piją wodę z tej studni. Jak udają, że to dla śmiechu, dla zabawy, ale jednocześnie na dnie oka kryją smutek i nadzieję. I co z tego, że nie udowodniono magicznych właściwości wody? Nadzieja jest ważniejsza od całej nauki świata.

2026-04-25

Mojiang kulinarnie

Jeśli chodzi o jedzenie, to oczywiście po pierwsze polecam wizytę w środę lub sobotę w wiosce Pary Smoków i grill w południowoyunnańskim stylu. Nie samym wszakże grillem człowiek żyje, więc poniżej prezentuję krótki przegląd smacznych i ciekawych dań:
W południowym Yunnanie jeszcze więcej jest w menu sałatek, głównie z chwastów, ale można też zamówić "mieszankę firmową" - tu na przykład poza chwastami ogórek i korzeń złamanego ucha czyli tułacz pstry. Niestety, właściwie zawsze są one podawane na ostro albo bardzo ostro.
Uwielbiam pikantno-słono-kwaśne sałatki owocowe! O tej konkretnej jeszcze napiszę, ale wszystkie są pyszne.
火草粑粑 czyli dosłownie placuszki z ogniowej trawy. Ogniowa trawa to ludowa yunnańska nazwa dla Gerbera delavayi czyli gerbery Delavaya zwanej czasem gerberą zieloną. Jej nazwa pochodzi z czasów, gdy do rozniecania ognia używano krzesiwa, a ta roślina często była wykorzystywana jako podpałka. Występuje w wielu miejscach w Yunnanie; dotychczas nie uprawia się jej na większą skalę. Jej młode pędy i liście są jadalne po ugotowaniu. Dużo częściej jednak posiekane liście miesza się z mąką pszenną, kukurydzianą i ryżową i robi placki pieczone na kamieniach przy paleniskach. Stare liście są tak włókniste, że można z nich skręcać nici - już od ponad 500 lat tej rośliny używa się we włókiennictwie yunnańskim. Zgodnie z zasadami tradycyjnej medycyny, jako lekko gorzka jest chłodząca, czyli może służyć do usuwania toksyn i wewnętrznego gorąca, a także do regulacji trawienia i usuwania pasożytów. 
桑拿牛肉 - dosłownie: wołowina z sauny. W życiu nie jadłam tak delikatnej wołowiny.
Tego niestety nadal szukam. Lokalna nazwa zaprowadziła mnie do miechunki, ale miechunka to z całą pewnością nie była. 
Do wszystkich zup i łagodnych mięs podaje się tego typu dipy.
wszędzie są dostępne ogromne słodkie pędy bambusa
zupa na móżdżku wieprzowym. Mniam!
Smażona wołowina z miętą, niesamowicie aromatyczna.
Grillowany bakłażan nadziewany mieloną wieprzowiną
Erkuaje na niespotykany w Kunmingu sposób! Również z grilla, tak aromatyczne i pyszne, że dla nich samych warto byłoby tam wrócić.
No i oczywiście hit wszechyunnański, dwie morgi ziemi 

Jak zwykle w południowym Yunnanie, polecam przede wszystkim dzikie warzywa, czyli chwasty, a także dania, których w "cywilizowanych" krajach już się nie jada, czyli np. móżdżek. Jednak świeżość użytych surowców sprawia, że w zasadzie dowolne danie będzie smakowało inaczej, mocniej, prawdziwiej niż gdziekolwiek indziej. Popuśćmy więc pasa i pofolgujmy sobie. Warto.

2026-04-23

Shamian 沙面

Zupełnym przypadkiem tuż po skończeniu lektury opisującej chińskie przygody Wallis Simpson mieliśmy okazję wybrać się do Kantonu, a ZB, zdający sobie sprawę z moich inklinacji, zarezerwował dla nas hotel naprzeciwko Piaszczystej Powierzchni 沙面. 

Shamian, dawniej po angielsku romanizowana Shameen zgodnie z kantońską wymową znaków, była kiedyś położoną nad Rzeką Perłową piaszczystą łachą wielkości 30 hektarów. W latach 1859-1943 była podzielona na dwie koncesje: francuską i brytyjską, a dziś pozostaje pamiątką po kolonialnej przeszłości Kantonu. Kolonialnej zabudowy nie wyburzono; wyspa składa się więc głównie z historycznej zabudowy i alej ocienionych starymi drzewami. Obecnie znajdują się tu przede wszystkim hotele, restauracje, kawiarnie i sklepy z pamiątkami, wśród których dumnie prezentuje się... polski konsulat. Jest to zapewne najpiękniej położony polski konsulat na świecie. 

W czasach przedkolonialnych była ważnym portem handlu międzynarodowego; już wówczas mieszkali i prowadzili tu biznesy liczni obcokrajowcy. Wtedy była jeszcze półwyspem; dopiero Francuzi na spółkę z Anglikami wykopali kanał, który zmienił ją w wyspę będącą strategicznym punktem w trakcie wojen opiumowych, a także bezpiecznym schronieniem dla obcokrajowców w niespokojnych latach końca cesarstwa i Republiki. Mosty prowadzące na wyspę zawsze były świetnie strzeżone, a także zamykane na noc; w wyjątkowo niebezpiecznych czasach (jak właśnie w trakcie pobytu Wallis) nikt nie mógł bez oficjalnych rozkazów ani pójść do miasta, ani wejść na wyspę. Oto, co pisze o wyspie French, posiłkując się naocznymi relacjami ówczesnych podróżników: 

When the early foreign China traders returned to Canton after the First Opium War (1839-1842), they found their factories and residences burned down. Under the unequal postwar Treaty of Nanking (Nanjing) between the defeated Qing dynasty and Great Britain, Shameen was forcibly ceded as a place of foreign residence, a so-called treaty port. In reality, it was little more than a sandy mud flat separated from the western suburbs of Canton by a narrow canal. Indeed, Shameen literally means "sandy surface." Occupied by the foreign traders and new consulates, Shameen soon developed. Wooden piles were driven into the river and filled with sand. On these foundations was constructed an embankment of solid granite, which eventually developed into the island's recreation ground with a few streets laid out surrounding it. Tiny Shameen became Canton's only defendable foreign enclave. If times were calm, it was quite a pleasant location of tree-lined shady streets. But when riots and strikes in Canton confined foreigners to the island, it could feel claustrophobic. One-third of the island was controlled by the French and two-thirds by the British. The concessions were really only two main thoroughfares with a half dozen narrower cross streets. There were two pedestrian bridges to the mainland - the English Bridge, and the French Bridge - as well as some open land for a soccer field, which ran down to a sampan landing stage, several tennis courts, and a public recreation park with spreading trees for shade and benches between bright flowerbeds. Shameen's streets were planted with banyan trees to provide shade for the island's residents as they made their way from the small consulates to the customs house, a couple of banks, a police station, and a post office. A number of decent-size merchant residences had been built, often in the Italianate style, with deep, shady verandas. There were some lodging houses for the mostly single foreign men who worked for the local hongs [...]. 

Shameen was car-free and the preserve of pedestrians, rickshaws, bicycles, and the occasional donkey-drawn cart. There had been tense times. In September 1883, a demonstration against a European customs officer suspected of killing a local Chinese man had descended into a full-blown anti-foreign riot. The few foreign troops guarding Shameen proved inadequate against the crowd, who began burning foreign residences. In a few hours, the rioters destroyed one-third of Shameen's private houses. Since then, the foreign powers had beefed up their military presence with regular naval visits as well as a police force made up of British coppers, French flics, and Sikh constables recruited from India. By 1924, at least in shape and form, Shameen hadn't really changed since the Reverend B.C. Henry of the American Presbyterian Church mission in China had visited around 1886 and seen the newly rebuilt structures on the island after the troubles of a few years before: 

Formerly a mere sandbank in the stream, it has been surrounded by a strong wall, and elevated above the reach of the highest tides, and shut off from the native town by a canal spanned by two bridges. Elliptical in shape, and evergreen in its grass and foliage, it presents a perfect ideal of retirement and comfort. Park Avenue runs through the centre from east to west, shaded by rows of noble banyans. The bund [raised waterfront] on the riverside is the favourite promenade, being open to the south, whence it receives the full benefit of the refreshing south-east monsoon through the summer. The consulates, each with its ensign floating, the church with its bell and spire, the merchant houses, spacious, comfortable, and richly furnished, the flower-gardens, tennis-lawns, and shady walks combine their varied interests and charms.

Shameen appeared a natural haven in the midst of this cacophonous, dynamic metropolis [Canton]. Hervey had visited in 1924 during a period when the situation was somewhat calmer. 
From the wharf ... I was rickshawed violently over the bridge and upon Shameen, an island southeast of the old and new cities, where the Europeans live. There I found myself in another world, a pleasant if somewhat conventional sphere of brick houses, sidewalks, and lush camphor-trees and banyans that cast a green dusk. The quiet of Shameen, after the confusion of the riverfront, gave me an opportunity to recover my equilibrium, and by the time I reached the hotel I was in the mood for exploration. 
Just a few weeks later, Wallis arrived by the same route and checked into the same hotel - the island's only one - as Hervey, the Victoria.
mapa Shamian
Nieprawdopodobnie się cieszę, że miałam okazję tam pojechać i nacieszyć się tym miejscem tuż po poznaniu go w lekturze. Tak właśnie powinno się podróżować!