2026-01-23

laka

Kolejne warsztaty w naszym cudownym Muzeum Yunnańskim dotyczyły laki. Zaczęliśmy od wykładu, podczas którego dzieciaki (a także większość dorosłych) zdobyły podstawowe informacje o tej technice i mogliśmy podziwiać eksponaty z różnych miejsc i czasów w ten sposób zdobione. A potem mogliśmy kupić lakowane przedmioty, wykonane przez pracowników muzeum. Biorąc pod uwagę czas potrzebny do nałożenia i wysuszenia kolejnych warstw, a było ich kilkadziesiąt - przygotowania do tych warsztatów zaczęły się ponad pół roku temu. Następnie mieliśmy niepowtarzalną szansę pracy z laką: mogłyśmy ją wypolerować odsłaniając kolejne warstwy i tworząc unikalne dzieła sztuki.
Można było również kupić gotowe eksponaty, ale to byłoby pójście na łatwiznę, nieprawdaż?
warstwy laki przełożone skorupkami jajek - cudny efekt artystyczny, prawda?
To wybrałam ja: herbaciany "lotos" czyli naczynie do prezentacji suszu herbacianego z moim ukochanym Garudą
Tajfuniątko wybrało dla siebie szpilkę do włosów...
...dla babci bransoletkę...
... i jeszcze wisior. Teoretycznie dla mnie, ale wszyscy wiemy, jak jest ;)
Wisior zaczyna pokazywać warstwy
Po trzech godzinach ciężkiej pracy można było wrócić do domu nie tylko z pięknymi ozdobami, ale również ze świadomością, dlaczego prawdziwe lakowane przedmioty są tak niezwykle kosztowne. Ale - warto.

2026-01-21

捞渔河 Rzeka Łowienia Ryb

Idiotyczna nazwa, prawda? Jak rzeka, to chyba oczywiste, że do łowienia? Ale po pierwsze być może akurat ten dopływ różnił się od innych ilością, a po drugie nazwy wcale nie muszą być logiczne. 
Laoyu he to obecnie tzw. park bagienny, jeden z tych okalających Jezioro Dian od wschodu, na Zielonej Trasie. Jest spory - tak na dobrą sprawę możnaby go ogarniać choćby i cały dzień, skoro jest i gdzie usiąść, i co zjeść, i co robić. Bo to jeden z tych parków z "atrakcjami", z uliczką pełną przekąsek i nawet McDonaldem (zgadnijcie, co Tajfuniątko chciało jeść...). A co za tym idzie w każdy weekend i w każde święto jest tam jak na jarmarku. To znaczy - w tych najpopularniejszych miejscach, bo dzięki temu, że park jest naprawdę duży, zawsze można znaleźć puste miejsca na piknik i odsapnięcie.
lornetka na ptaki (tak, Migawki, tu też jest ich mnóstwo!)
Mimo wszystkich swoich wad (odległość od cywilizacji, zatłoczenie i śmieciowe żarcie zamiast fajnego, klimatycznego chłopskiego żarcia, najlepiej związanego z rybami, bo przecież lokalizacja zobowiązuje) jest to świetne miejsce na wyhasanie Tajfuniątka (i dowolnego innego dziecięcia). Dlaczego? 
Po pierwsze: kajaki, którymi można pływać między drzewami. Wprawdzie mała przestrzeń, zero swobody i znów - zatłoczenie, ale i tak jest to Wielka Przygoda.
Po drugie: plaża! Wprawdzie kamienista, ale jest! Łagodne zejście do jeziora, muszle, a na brzegu - korzenie drzew filtrujących jezioro i przy okazji będących wielką atrakcją dla osób marzących o ładnym selfiku.
A po trzecie: zawsze, gdy Tajfuniątko stamtąd wraca, jest tak padnięta, że zasypia w taksówce, autobusie czy metrze. A to z kolei świadczy o tym, że naprawdę dobrze i aktywnie spędziłyśmy dzień.