2026-05-23

Szanghaj z dzieckiem

Byłam w Szanghaju już dwa razy; na krótko wprawdzie, ale coś niecoś zobaczyłam. Z okazji majówki wybrałam się jednak do Szanghaju z Tajfuniątkiem, a w dodatku do znajomych, co sprawiło, że w zupełnie inny sposób wybieraliśmy miejsca i w inny sposób planowaliśmy czas. Przecież chodziło między innymi o to, żeby Tajfuniątko mogło sobie pohasać, a warto było też unikać tłumów, co podczas majówki nie jest wcale takie łatwe. Z drugiej strony, chciałyśmy też zobaczyć, jak się w Szanghaju żyje, co jada i tak dalej. Jednym słowem: wybrałyśmy się na wycieczkę nie do końca typową, a dziś pragnę się z Wami podzielić niektórymi odkryciami i ulubionymi miejscówkami.

Maglev Oczywicie trzeba było pojechać pierwszą komercyjną koleją magnetyczną, która osiąga 431 km/h. Dla Tajfuniątka informacja, że pociąg nie dotyka szyn, była zdecydowanie za mało interesująca czy też niesamowita, ale jednak szybkość zrobiła na niej wrażenie.

Xujiahui 徐家汇 (Zbieg wód rodu Xu) czyli część miasta, która dawno temu była posiadłością rodziny Xu Guangqi, jednego z najsłynniejszych chińskich konwertytów, ochrzczonego przez samego Matteo Ricciego! Co krok są tu zabytki warte poznania, od Katedry Św. Ignacego przez Bibliotekę Zi-Ka-Wei (wymowa szanghajska), obserwatorium, uniwersytet Jiaotong z pięknym wejściem i śliczną biblioteką, liceum Xuhui i wiele, wiele innych aż po nasz ulubiony park Xujiahui, zbudowany na gruzach dawnej ceglarni - cudowne miejsce do zabaw dla dzieci i na spacery. 












Park Huashan 华山绿地 - żadna słynna miejscówka, powstał dopiero ćwierć wieku temu i "nic tam nie ma", ale jest bardzo przyjemny i nadaje się na powolny poranny rozruch. 





Sheshan czyli Najwyższa Góra Szanghaju, wysoka na całe 118 m - kiedy Tajfuniątko usłyszało, jak jest wysoka, parsknęło w sposób mocno nieelegancki i po dziś dzień się naśmiewa z koncepcji nazywania tego pagórka Górą. Jest tu park, bazylika i obserwatorium astronomiczne - wszystko warte obejrzenia.






Szanghajski Ogród Botaniczny - duży teren do brykania i cieszenia oczu, zwłaszcza świetnymi szklarniami i przepięknym rozarium. 










Lujiazui - półwysep będący finansowym dystryktem Szanghaju - to tu znajdują się te wszystkie nowoczesne budynki tworzące piękny nocny widok Szanghaju: Oriental Pearl Tower, Jin Mao Tower, Shanghai World Financial Center, Super Brand Mall, Shanghai IFC, Bank of China Tower oraz oczywiście Shanghai Tower. Jednak dla nas najważniejsze było Muzeum Sztuki Pudong, otwarte w 2021 roku, ogromne, nowoczesne i ciekawe. 




Rzeczka Suzhou czyli Suzhou Creek - jej nabrzeże jest świetną trasą spacerową, obfitującą w zabytki typu budynek Poczty Głównej







Bund - must see. Jakimś cudem udało się akurat w momencie, kiedy ludzi było stosunkowo mało. Widok zapiera dech w piersiach.

Muzeum Szanghajskie, w którym trafiłyśmy na absolutnie zjawiskową wystawę qipao. 


Xitang - galeria nowej sztuki chińskiej. 





Park Kulturowy Expo z absolutnie genialną Szanghajską Oranżerią, którą można (i warto!) zwiedzać po zmroku. Znajduje się w środkowej części parku, zajmuje powierzchnię 22 000 m². Jest to największy szklany ogród zimowy w Azji. Obejmuje trzy pawilony: „Piaszczysta Oaza” (rośliny pustynne), „Las w Chmurach” (rośliny tropikalne) oraz „Mglista Dolina” (rośliny strefy umiarkowanej z elementami wodnymi). Wszystkie trzy połączone są stalowymi konstrukcjami po dawnych halach fabrycznych, nawiązującymi do przemysłowego dziedzictwa terenu. 















Jednak nie samym zwiedzaniem i rekreacją człowiek żyje. Jeśli chodzi o jedzenie, to poza szanghajskimi śniadaniami z ich genialnymi uszkami w rosole z dodatkiem wodorostów i planktonu oraz równie cudownymi bułeczkami na parze 小笼包, mamy również makaron ze smażoną w oleju cebulą 葱油拌面 (smakuje lepiej niż brzmi) i oczywiście youtiao w mleku sojowym. Tajfuniątko jest obecnie mocno rozczarowane uszkami dostępnymi w centrum Kunmingu - rozbestwił ją ten Szanghaj, ot co! 

Większość dań głównych Szanghaju jest dobrze znana - potrawy słodko-kwaśne oraz te w czerwonym sosie łatwo znaleźć w menu restauracji w całych Chinach, Kunmingu nie wyłączając. Jest jednak jedna potrawa u nas niedostępna, która absolutnie podbiła nasze żołądki: makaron z "krabowym żółtkiem" 蟹黄 czyli jajnikami i gruczołami trawiennymi krabic oraz mięsem krabowym. Absolutnie genialny! 

Nie zapominajmy też, że w Szanghaju, jako dużym i bardzo "międzynarodowym" mieście możemy znaleźć wiele chińskich restauracji z innych regionów oraz niemało restauracji oferujących kuchnie niechińskie. Spróbowałyśmy na przykład (po raz pierwszy w życiu) przepysznej kuchni libańskiej. Podsumowując: wszystkie dni były udane, wszystkie punkty wycieczki trafione, spróbowałyśmy ile tylko się dało i jeszcze w dodatku miałyśmy absolutnie cudowne towarzystwo! Nasi gospodarze naprawdę zasługują na złoty medal i dozgonną wdzięczność. 

A w ramach bonusu fotka ze spotkania z szanghajską Polonią. To znaczy jej drobnym skrawkiem, ale dobre i to. 

Nie mogę się już doczekać następnej wizyty w Szanghaju!