2026-08-18

鳳尾蘭 orchidea z ogonem feniksa czyli jukka

Ponieważ Tato wyzbierał cały agrest, poza kompotami i dżemami zrobiłam parę słoików gąszczu czyli staropolskiego chutney oraz nastawiłam agrestowy ocet. Z mirabelek i ałyczy zrobiłam hektolitry kompotu, dżem i moją ukochaną tkemali, oczywiście dostosowaną do zawartości tutejszego ogródka. No a potem załapałam się jeszcze na jukkę, szpilecznicę, kręplę (jakież te nazwy są piękne!):


Wszystkie jędrne jeszcze płatki i pędy zebrałam, pozbawiłam pręcików i słupków, opłukałam w zimnej wodzie, a potem, yunnańskim zwyczajem, usmażyłam w omlecie. Na miseczkę kwiatów musiałam wbić pięć jaj, żeby konsystencja była omletowa. Następnym razem usmażę jajecznicę...

Został pożarty tak szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęć. Jeśli macie jeszcze jukkę, to bardzo polecam.

No.

Tym pozytywnym i apetycznym akcentem kończę leniuchowanie. Ruszyłyśmy już w drogę. W przyszłym tygodniu, kiedy trochę odpocznę i odchoruję loty i zmianę stref czasowych, a także kiedy przyzwyczaję się znów do niemal 2000 m.n.p.m, będę chciała powoli wrócić do pisania, czytania (może się to wydawać mało prawdopodobne, ale okazało się, że na przestrzeni ostatniego miesiąca nie tylko nie przeczytałam ani jednej książki, ale nawet nie skończyłam tej, z którą wyjechałam z Kunmingu!) i mojego małego, chińskiego świata. Wracam bardziej zmęczona fizycznie, ale za to z przewietrzoną głową i sercem, które wróciło do rytmu maleńkiej wioski, lasu, morza i pól. Mam nadzieję, że tak naładowane akumulatory wytrwają do przyszłych wakacji. 


2026-07-19

madan มะดัน

Za granicą - obojętnie za którą: kraju, prowincji, czasem nawet miasta czy wręcz dzielnicy - uwielbiam odwiedzać nie tylko targi, ale również supermarkety oraz moje ukochane 7-11. Zawsze znajduje się w nich coś unikalnego, niespotykanego w innych miejscach, choć niby marka ta sama. Po pierwsze mogę tam znaleźć jedzenie, które jest mi całkowicie nieznane. Po drugie - i chyba nawet ważniejsze - w przeciwieństwie do tego na targowiskach, sklepowe jest zazwyczaj opisane, często kilkujęzycznie. Dzięki temu odkryłam madan - tajski owoc wyglądający jak skrzyżowanie śliwki z zielonym chilli. Odkryłam go w postaci piklowanej, odpestkowany, zapakowany w opakowanie próżniowe, jednak teraz już będę wiedzieć, że istnieje, więc na straganie też go nie przeoczę. Jest to kuzyn moich ukochanych mangostanek czyli smaczelin - one też należą do rodzaju Garcinia, tyle, że mangostany to Garcinia mangostana, a madan to Garcinia schomburgkiana
Madan jest rośliną wieloletnią, zimozieloną. Owoce są podłużne, zielone i bardzo kwaśne, bogate w witaminy C oraz A. Mogą być jedzone na surowo, chętnie maczane w papryce z solą, a także kiszone/marynowane, kandyzowane i suszone. Owoce są również wykorzystywane jako przyprawa w tajskich zupach i sosach. Młode pędy i liście są jadane jako warzywo. Roślina jest też używana jako zioło: owoc działa wykrztuśnie, łagodzi stany zapalne gardła, a korzenie i liście wzmacniają organizm. Więcej o owocku możecie się dowiedzieć tutaj:

2026-07-15

酸菜红豆汤 Zupa fasolowa z kiszoną kapustą

Jedna z najpopularniejszych yunnańskich zup jest tak prosta, że w zasadzie nie da się jej zepsuć. Mowa tu o fasolowej z czerwonej fasoli z dodatkiem yunnańskiej kiszonej kapusty. Zazwyczaj gotowana z dodatkiem kości wieprzowych, równie często dostępna jest jednak w wersji wegetariańskiej. Fasola musi tu zostać ugotowana do miękkości przechodzącej w rozgotowanie, tak, że zupa gęstnieje. Dodatek yunnańskiej kiszonej kapusty sprawia, że zupa jest nie tylko kwaśna, ale i pikantna. Choć nazywa się zupą, często podaje się sam "gęścior" na ryżu - istnieją restauracje, które specjalizują się właśnie w tej zupie w różnych wariantach. 
Co do genezy zupy z kwaszonej kapusty i fasoli czerwonej – podanie ludowe łączy ją z postacią Zhuge Lianga i głośnym epizodem z czasów Trzech Królestw, gdy siedmiokrotnie pojmał Meng Huo. Potrawa zrodzona została w czasach skąpych zasobów jako przejaw pomysłowości, która umożliwiała przedłużanie trwałości warzyw oraz korzystanie z lokalnych darów natury, w tym czerwonej fasoli. Otóż gdy armia Zhuge przebywała w rejonie Gór Wumeng, czyli właśnie w okolicach Zhaotongu, głodowała. Podstawowym warzywem w diecie żołnierzy była rabowana na polach gorczyca i inne kapustowate, które wszakże wiosną zaczynały kwitnąć i przestawały być jadalne. Więc Zhuge postanowił zebrać całą kapustę, umyć ją, a następnie sparzyć wrzątkiem. Tak przygotowane warzywa szczelnie zamknięto w glinianych słojach (stanowiących oczywiście podstawowe wyposażenie armii Zhuge), spokojnie sfermentowały i dały armii kiszoną kapustę. Początkowo zresztą żołnierze nie byli przekonani do jedzenia kapusty, która zrobiła się żółta, kwaśna i śliska. Wódz jednak kazał ugotować czerwoną fasolę i dodać do niej posiekaną kwaśną kapustę. Ten Zhuge kompletnie marnował się jako przywódca; powinien być kucharzem. Nie dość, że wymyślił mantou, to jeszcze fasolową z kiszoną kapustą! 
Kiedy kampania wojskowa się skończyła, Zhuge Liang z armią wrócił do siebie, ale zostawili wdzięcznej ludności nową potrawę, na którą miejscowi nigdy by bez Zhuge nie wpadli... A potem rozwinęli kolejne danie korzystając z tego pomysłu: kwaśna zupa z czymkolwiek to właśnie pochodna eintopfa głodujących żołnierzy. Mamy więc w tej samej palecie smakowej np. kwaśną zupę z "kwiatem fasolowym" 酸汤豆花, kwaśną zupę z raciczkami 酸汤猪脚, kwaśną zupę z kurczakiem 酸汤鸡 itd. Wszystkie są pyszne. 

Składniki
  • 150 g czerwonej fasoli 
  • 200 g kości wieprzowych, np. golonki albo żeberek 
  • 150 g yunnańskiej kiszonej kapusty 
  • 10 g imbiru 
  • 10 g pora lub zielonej cebulki 
  • sól 
Wykonanie
  1. Poprzedniego wieczora namoczyć fasolę. 
  2. Na drugi dzień opłukać fasolę i w świeżej wodzie ugotować ją do miękkości. Może to trwać od pół godziny (w szybkowarze) do trzech (jeśli fasola jest stara lub mocno ususzona). Można ją gotować razem z kośćmi; ja najpierw zagotowuję kości, odszumiam wywar i wtedy dopiero dodaję fasolę, żeby gotować tak długo, aż jest idealnie miękka i kremowa. 
  3. W międzyczasie przygotować dodatki: przepłukać i posiekać kiszonkę; posiekać drobno imbir i por. 
  4. Do zupy dodać kiszonkę i imbir; zobaczyć, czy nie trzeba soli; gotować kwadrans, po czym posypać cebulką. Gotowe!
Czerwona fasola na ryżu
Danie to jest tak popularne, że aż powstała przyśpiewka, która o nim opowiada: 
酸溜溜,滑溜溜,酸菜里面加豆豆。 
红铜锅,洋瓷碗,汤汤水水干两碗 
Kwaśne, śliskie, do kiszonki dodana fasola. 
Czerwona miedź, emaliowana miska, pochłaniam dwie miski tej zupy!