2026-04-11

APT.

Od jakiegoś czasu piosenka ta bije absolutne rekordy popularności jako tło muzyczne do śmiesznych krótkich filmików w chińskich mediach społecznościowych. Ponieważ tych krótkich filmików z zasady nie oglądam, pewnie nie zwróciłabym w ogóle uwagi na tę piosenkę, ale tak wpada w ucho i ma tak obłędnie pozytywny vibe, że często sobie ją z Tajfuniątkiem podśpiewujemy w charakterze pieśni pracy.
   
Nie zdawałam sobie sprawy, że przy odrobinie wysiłku mogę ją wpasować w azjofilski blog! Piosenkę stworzyli bowiem wspólnie Bruno Mars oraz Rosé 로제, koreańska piosenkarka! Mało tego, zgodnie ze słowami jednego z komentatorów, "Apateu" czyli tytuł piosenki ma po koreańsku dwa znaczenia:
  •  zaczerpnięty z angielskiego apartament 
  • nazwa koreańskiej gry alkoholowej - podczas gry woła się właśnie tak samo, jak w refrenie piosenki.
Można również zobaczyć zmodyfikowaną wersję gry w wykonaniu duetu (0:49 sekunda teledysku). Oryginalnie gra wygląda tak: 
The leader picks a number, and then everyone stacks their hands in a pile. The person with their hand at the bottom moves it to the top and counts up from 1, all the way to the chosen number. Whoever ends up saying that number has to drink soju as a punishment.

2026-04-09

Nieśmiertelny z góry Zhebi

Na północny zachód od Starego Miasteczka Akwamarynowy Strumień znajduje się góra Zhebi (Zasłoniętej Akwamaryny). Góra Zhebi jest wysoka i porośnięta gęstym lasem, dzięki czemu nawet w najskwarniejsze dni jej zbocza pozostają przyjemnie chłodne. Na szczycie góry znajduje się stara świątynia, otoczona wysokim, kamiennym murem, a przy niej studnia, której woda wypływa z pnia uschniętego drzewa. Woda ta jest zawsze chłodna, czysta i słodka. To o tej wodzie mówią ludzie, którzy wspominają, że idą na górę Zhebi napić się chłodnej wody. 
Legenda głosi, że świątynię ową zamieszkiwał swego czasu Nieśmiertelny, która często dosiadłszy białego rumaka przyjeżdżał do Bixi w dni targowe. Jeśli po drodze spotykał żebraków, ludzi chorych bądź słabych, często obdarzał ich jałmużną lub leczył. Z czasem stał się znany jako Nieśmiertelna Dusza z Akwamarynowego Szczytu (碧岫灵仙), a samą górę Zhebi zaczęto nazywać "Miastem Nieśmiertelnych". By mu podziękować, ósmego dnia drugiego miesiąca księżycowego i trzeciego dnia trzeciego miesiąca księżycowego dorocznie przychodzili do tej świątyni okoliczni mieszkańcy, by go odwiedzić. 
Był to jeden z Ośmiu Widoków Mojiangu (czy raczej Talangu, bo w tamtych czasach tak właśnie się Mojiang nazywał). Niestety, choć góra Zhebi faktycznie istnieje, o źródle i świątyni już dawno ani widu, ani słychu. To samo dotyczy większości pozostałych widoków Mojiangu. Czas nie obszedł się z tymi okolicami łaskawie; niegdyś zamożne miasteczko Bixi i jego bezpośrednie okolice, bogate herbatą, srebrem i skarbami lasów, po nadejściu Nowych Chin zmarniały, nie dając miejscowym żadnej możliwości rozwoju. 
Ciekawe, czy na fali powrotu do tradycji i tu odbudują stare widoki na nowo, udając ciągłość i poszanowanie dla lokalnej kultury. W sumie nawet nie wiem, czy wolałabym podróbkę staroci, która przynajmniej coś mówiłaby o tradycji, czy coś zupełnie nowego, zapewne szkaradnego jak betonowe pawilony stylizowane na późnych Mingów, co może i kpi z historii, ale za to pokazuje współczesne Chiny w pełnej krasie...

2026-04-07

Rezydencja Li Xiushana 李秀山宅

Następnym ciekawym zabytkiem Bixi jest rezydencja Li Xiushana. Przyjrzyjcie się uważnie, jaka jest wielka! W ogóle nie ma porównania z zupełnie mimo wszystko zwykłym "jednopieczęciowym" siheyuanem rodziny Yu.
remont trwa. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie można wejść na następne piętro.
Kimże był ów Li, że tak cudownie sobie mieszkał? Otóż Li Xiushan był kapitanem tzw. oddziału tępiącego bandytyzm 剿匪大队长. Zwróćcie uwagę na pierwszy znak: 剿 jiǎo z charakterystycznym nożem 刂 oznacza anihilację, wytępienie, a w dawnych kronikach występował również w znaczeniu wojskowej wyprawy równoznacznej z rzezią. Sama idea oddziału szczytna - mieli pilnować, żeby bandyci się nie panoszyli, nie rabowali, nie napadali na bezbronne wioski ani tym bardziej na tak fajne, bogate miasteczka jak Bixi. Jednak, jak to bywa, lekarstwo okazało się gorsze od choroby. Li Xiushan z kompanami był zbójem jakich mało. W 1946 roku urządził przy wschodniej bramie miasta kasyno i czerpał z niego zyski, doprowadzając miejscową ludność do ruiny: wyprzedawali woły, konie, a nawet pola i ziemię. Jednak Li Xiushanowi mało było przejmowania okolicznych majątków. Postanowił wybudować kamienne mosty, by połączyć Bixi z Mojiangiem i, aby zdobyć na ten szczytny cel środki, zaczął od przechodzących karawan pobierać myto wysokości dziesięciu groszy od końskiego łba. Karawan było sporo, bo to przecież na trasie Szlaku Końsko-Herbacianego, więc zarobił niemało. Jednak nie musiał wydawać forsy na robociznę, bo chłopi pracowali za darmo, przymusowo oczywiście. Mosty wprawdzie nie powstały, ale za to Li zdołał wybudować dla siebie dwupiętrowy dom. Ależ go mieszkańcy nienawidzili i wyklinali - ale tylko po cichu. 
Do czasu. Latem tego samego roku nauczyciele z podstawówki w Bixi przy pomocy miejscowej młodzieży napisali kilka anonimowych wiadomości, które przykleili jak gazetę wieczorną na murze przy ośmiokątnej wieży w centrum Bixi. Parę miesięcy później w Dwutygodniku Mojiańskim ukazał się artykuł Trzej tyrani z Bixi, opowiadający o trzech panach Li, którzy byli w Bixi znani z mordów, szantażu, wymuszeń, nielegalnego hazardu i - co najgorsze - wykorzystywania stanowisk do prywatnych celów. Li Xiushan stwierdził, że autorem na pewno znów są nauczyciele, więc ich zaprosił na bankiet, obsypał stekiem wyzwisk i pobił dyrektora szkoły. Konflikt eskalował; coraz więcej osób mówiło głośno o przewinach Li, coraz wyżej postawieni dowiadywali się o jego bestialstwie i iście mafijnym sposobie życia - skarga i apel zostały złożone do władz powiatu, a jednocześnie pisemko o mówiącym wszystko tytule Dziesięć Zbrodni Li Xiushana trafiło do czterech głównych redakcji gazet w Kunmingu, stowarzyszeń, instytucji i grup nie tylko w stolicy prowincji, ale też wszystkich większych miast regionu. Reakcja Li Xiushana? Za radą krewnego wysłał opium i srebro do urzędu powiatowego, a następnie wyprawił parę wypasionych bankietów, zapraszając szefów wszystkich instytucji i grup oraz lokalną "artystokrację". W ich trakcie szczerzył oszczerstwa na temat ludności Bixi i prosił gości o "wymierzenie sprawiedliwości". 
Czy to mogło być skuteczne? Cóż. Kuomintangowski naczelnik powiatu bezpośrednio po otrzymaniu skarg deklarował surową rozprawę z Li. Jednak opium, srebro i bankiety zmieniły jego postawę. Niedługo zwołał spotkanie mediacyjne i po wysłuchaniu obu stron sporu zadecydował, że za pobicie, kasyno i resztę przestępstw, na które było za dużo świadków, Li musi zapłacić grzywnę; powinien również ukończyć budowę mostów. Jednak wymuszanie, morderstwa, nielegalna wycinka drzew itd. są nie do udowodnienia, więc Li nie będzie za nie sądzony. Obłaskawieni przez Li urzędnicy i wykształciuchy chwalili werdykt, choć poszkodowani protestowali. Naczelnik powiatu nakazał podpisanie ugody i tak się to skończyło. Po tej skardze niektórzy nauczyciele i część młodzieży osobiście przekonali się, że urzędnicy rządu Kuomintangu są powszechnie skorumpowani. Dla pieniędzy gotowi byli porzucić wszelką sprawiedliwość i prawo. 
W tym momencie kończy się normalna historia jakich wiele o lokalnym tyranie i walce z niesprawiedliwością, a zaczyna laurka dla Sami-Wiecie-Kogo, jak to pomogli zjednoczyć mieszkańców i walczyć z nieprawością. Bo, jak wiadomo, nieprawość to urzędnicy Kuomintangu, li i jedynie. Po pokonaniu Li jego rezydencja została zmieniona w coś w rodzaju muzeum pokazujące walkę o sprawiedliwość społeczną itd. My jednak zwiedzaliśmy dla samej przyjemności zobaczenia, jak mieszkali sto lat temu w Bixi naprawdę bogaci ludzie.