2026-01-05

kiszona papaja 木瓜丝

Ostatnio całą rodziną zakochaliśmy się w kolejnej cudownej kiszonce: w kiszonej papai. Jest tak chrupiąca, słodko-ostra i tak świetnie uzupełnia każde danie od miseczki ryżu z czymkolwiek aż po kanapkę, że nawet nie chowamy jej w spiżarni; czeka dumnie na stole, bo używamy jej do wzbogacenia wszystkich trzech posiłków. Wiem, że w Polsce papaja najczęściej nie jest tym soczystym, słodkim owocem, który w sezonie jest tu dostępny na każdym targu, a raczej jego ubogą kuzynką, dojrzewającą nie na drzewie, a w skrzyni na statku i dysponującą jedną dziesiątą właściwego smaku i aromatu. Mam jednak wrażenie, że nasza kiszonka jest w stanie wydobyć coś atrakcyjnego nawet z papai dostępnej w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że ta kiszonka wykonywana jest właśnie z niedojrzałych, twardawych papai. 

Składniki
  • papaja
  • rozdziabany czosnek (kilka ząbków) 
  • drobno posiekane chilli (w zależności od upodobań) świeże lub marynowane 
  • świeże (najlepiej) lub suszone (w ostateczności) płatki chilli 
  • łyżka wódki (można pominąć) 
  • sos sojowy dobrej jakości, najlepiej o obniżonej zawartości soli - pół szklanki albo ciut więcej
  • rozdrobniony kamienny cukier (albo dowolny inny) - garść 
Wykonanie
  1. Niedojrzałą papaję obrać ze skóry, wybrać nasiona (z których robimy aromatyczny pieprz), a potem pokroić w niezbyt cienkie paski. Zbyt cienkie po wyschnięciu będą włazić między zęby jak nitki, a nam zależy na tym, żeby było co gryźć. 
  2. Paski wysuszyć na słońcu, w suszarce lub w niskiej temperaturze w piekarniku. W suszarce 50 stopni, 5-6 godzin powinno wystarczyć - ale to oczywiście zależy od tego, jak grube były Wasze paski. Na słońcu - potrzebne nam są ze dwa dni pełnego słońca. Czas suszenia zależy przede wszystkim od tego, jak grubo była pokrojona, ale też od tego jak dużo papai zamierzacie zakonserwować i czy chcecie ją zjeść od razu, czy długo przechowywać. Oczywiście jeśli zamierzacie jej zrobić od razu dużo, to lepiej ją mocniej podsuszyć, żeby na pewno nie groziło jej spleśnienie. 
  3. Kiedy już będzie wysuszona, robimy coś zupełnie wbrew intuicji: przed wymieszaniem z przyprawami dobrze ją najpierw... namoczyć w przegotowanej zimnej wodzie przez jakieś pół godziny. Uwierzcie, naprawdę jest różnica między papają niesuszoną wsadzoną do przypraw, a papają najpierw wysuszoną, a potem namoczoną. Ten krok można pominąć, jeśli nie zamierzacie żadnej części zamarynowanej papai jeść od razu. 
  4. W międzyczasie w dużej misce łączymy resztę składników. 
  5. Następnie wyciskamy z papai nadmiar wody i solidnie mieszamy z przyprawami. Tak naprawdę już wtedy jest gotowa do jedzenia, choć smak będzie zdecydowanie mniej interesujący. Jako zwykła, niesfermentowana sałatka najlepsza jest po jakichś dwunastu godzinach, jednak cudowna paleta smaku będąca wynikiem fermentacji zacznie się pojawiać mniej więcej po dwóch tygodniach.
kiszona papaja w samym centrum jako przyprawa do misienów.
kiedy bardzo nie chce mi się gotować, zdarza mi się jeść biały ryż z mięsem z zupy i łychą papai
tak - dodaję ją do wszystkiego

2026-01-03

Zielona Trasa przy Jeziorze Dian 滇池绿道

Po oddaniu wielkiej części terenów przy Jeziorze Dian deweloperom i hotelarzom, władze miasta poszły nagle po rozum do głowy i stwierdziły, że dość dziewiczy wschodni brzeg o zmiennej linii brzegowej i zamieszkały głównie przez wieśniaków po włączeniu do miasta powinien zostać pasem zieleni, parkiem, moczarami, które będą naturalnym filtrem dla tutejszych wód, wspaniałym miejscem zamieszkania dla tutejszej fauny i flory, a jednocześnie - terenem dostępnym dla pragnących wypoczynku mieszkańców Kunmingu. W ten sposób w 2021 roku zaczęła powstawać Zielona Trasa biegnąca wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Dian. Zgodnie z planami ma mieć długość 137 km, z czego już 108 zostało oddanych do użytku. Łączy ona Kunming (dzielnice Guandu, Chenggong i tzw. dzielnicę urlopową 度假区) z położonym na południowym krańcu Jeziora Jinningiem, przechodząc po drodze przez wioski i moczary, raz będąc ścieżką pieszo-rowerową, raz zmieniając się w most czy oferując punkty obserwacyjne. Władza chwalą się, że budując tę trasę udało im się zachować 90% roślinności, która była już tam wcześniej, co czyni rozliczne parki bagienne, które znajdziemy po drodze, bodaj najbardziej naturalnymi miejscami w Kunmingu. Jednocześnie natychmiast zaczęły powstawać tam 打卡点 czyli "must-see", miejsca, w których koniecznie trzeba sobie strzelić selfika i wrzucić go w social media - mogą to być specjalne miejsca o najpiękniejszych zachodach słońca albo maleńkie kawiarenki czy stragany z przekąskami. To one są najbardziej zatłoczone... ale w każdy dzień świąteczny zatłoczona jest większość trasy, a korki przed parkingami ciągną się kilometrami. W wolne dni odwiedza tę trasę ponad dziesięć tysięcy osób dziennie. Oczywiście, w pobliżu pojawia się coraz więcej straganów, knajpek i innych hosteli, tworząc bazę dla tych licznych konsumentów. Ponieważ cała trasa jest dość długa, turyści często wybierają jako cel którąś z wiosek, moczarów bądź... mostów: Most Wodny 水之桥, Most Trawiasty 草之桥, Most Górski 山之桥, Most Leśny 林之桥... Na całej trasie można wypożyczyć rowery, tandemy i "samochody Flinstone'ów" czyli 3-5osobowe pojazdy napędzane stopami. Regularnie jest też dostęp do toalet i tego typu udogodnień. Wzdłuż trasy odbywają się rozmaite koncerty, jarmarki i inne dni-tego-czy-owego. Najlepsze jest jednak to, że w wielu miejscach można zejść z trasy, by odpocząć na brzegu jeziora czy na jakiejś polanie. 
Z okazji Nowego Roku wybrałyśmy się na spacer chenggońską trasą rozpoczynającą się przy Starej Wiosce Leżącego Smoka 卧龙古渔村, starając się podążać na południe (można i na północ, ale to następnym razem) i w miarę możliwości unikać tłumów. Jeszcze nigdy  nie byłyśmy w tej części wybrzeża i pewnie nigdy byśmy tu nie trafiły, gdyby nie pewna chenggońska ciocia (dziękujemy!). 
Punktem startowym naszej wycieczki była Świątynia Smoczego Króla 龙王庙, jedna z wielu mieszczących się wokół Jeziora Dian (pamiętamy oczywiście, że Smoczy Król w jego Kryształowym Pałacu związany jest z żywiołem wody). Niestety, świątynia jest zamknięta na cztery spusty, choć widać, że żyje (ofiarny ryż w miseczce, świeżo spalone trociczki, butelki po wódce). Ten pierwszy zgrzyt: władze bardzo chwalą się, że opiekują się przyrodą i pozostawili wszystko bez zmian, ale chwilowo przyroda jest ważniejsza od zabytków, miejsc kultu czy chociażby domostw w wioskach włączonych w tę trasę.
Szybko jednak opuściłyśmy miejsca związane z ludźmi i zagłębiłyśmy się w Przyrodę.
Zimowe wiśnie, bezpośredni dowód na wiosenność Kunmingu.
Tajfuniątko zabrało na wycieczkę lornetkę. Słusznie, ptactwa co niemiara!
"Gwiezdne Latarnie nad Rybacką Przystanią", jeden z Ośmiu Widoków Chenggongu (po dziś dzień w tej okolicy widać gwiazdy nieporównanie lepiej niż w Kunmingu).
Zakwitło już trochę śliw. Rozłożyłyśmy się pod nimi na piknik, nacieszając się ich ulotnym pięknem.
... a zimowe wiśnie już powoli przekwitają.
Słynne Lawendowe Pole - przykurzone i nudnawe, bo zima to nieodpowiednia pora roku, ale i tak pachniało obłędnie.
Jak na Mazurach...
Dzień zakończyłyśmy obserwacją zachodu słońca. Był magiczny, uwodzicielski, serdeczny, ciepły i cichy. Czy Wy też możecie godzinami wsłuchiwać się w falę przyboju, dalekie wrzaski wodnego ptactwa i szum trzcin?
Większość Chińczyków przyszła cyknąć tę jedną fotkę z karmazynowym słońcem albo puścić drona, żeby to zrobił lepiej od nich. My zostałyśmy, aż wszystko ucichło a temperatura nagle spadła z osiemnastu do dziesięciu stopni. Nie potrafiłyśmy i nie chciałyśmy odejść, dopóki ostatni promień słońca pieścił nasze twarze. Dopiero następnego dnia okazało się, że przesadziłyśmy z tymi pieszczotami - spaliłam się pierwszy raz od dawna; zwykłe kunmińskie słońce już mnie nie opala, ale okazało się, że nad wodą działa ono inaczej.
Mam nadzieję, że ten pierwszy dzień: w miłym gronie, w spokojnym tempie, z ładną pogodą, na luzie, pełen piękna i radości okaże się dobrą wróżbą. Przecież "Nowy Rok jaki, cały rok taki"!

PS. Tutaj możecie zobaczyć fragmenty Zielonej Trasy z perspektywy rowerzysty.

2026-01-01

Marsz Radetzkiego

Jak Nowy Rok, to Koncert Noworoczny. Tym razem prosto z Wiednia grają dla Was Chińczycy. W nietradycyjnej orkiestrze złożonej z tradycyjnych instrumentów chińskich i chińskawych:  
A na deser słynna Polka pizzicato w takimże niestandardowym instrumentarium:  
Dziękuję, Tato, za inspirację!