Wędrując starówką Huize w poszukiwaniu Historii szybko trafiliśmy do zamkniętego na cztery spusty budyneczku:
Choć nazwa sugeruje świątynię, rzecz nie jest taka prosta. Jest to otóż jeden ze znanych już nam Domów Spotkań 会馆, tym razem wybudowany przez ludzi z Jiangxi, a konkretnie z prefektury Linjiang. Prefektura ta słynęła z galopującego kapitalizmu. Wszyscy znali powiedzenie, że kupcy z Wu i handlarze z Shu cwałują tym szlakiem (吴商蜀贾走骎骎) - znaczy, ruch panuje tu duży. W czasach dynastii Ming była ona regionalnym centrum politycznym, gospodarczym i kulturalnym. Szczególnie rozwinięte było w niej zielarstwo (handel lekami oraz medycyna), przemysł drzewny i gorzelnictwo. Jeśli chodzi o handel - ta prefektura nie miała wówczas sobie równych. Nikogo więc nie dziwiło, że właśnie z Linjiangu przybyli do Huize licznie zielarze i lekarze, przywożąc z sobą medycynę i lekarstwa. Dla nich to powstał nasz Dom Spotkań; tym razem jest on tyleż regionalny co i cechowy, bo tak się akurat złożyło, że z Linjiangu przybyli głównie znachorzy. Jednocześnie jednak ów Dom Spotkań służył przy okazji jako tzw. świątynia branżowa. W Domu miał bowiem swój ołtarz Sun Simiao, legendarny Król Leków 药王. I wprawdzie nasza Świątynia Króla Leków nie została zbudowana przez cech lekarzy czy aptekarzy jako taki — powstała jako hala ziomkowska Linjiańczyków, a funkcję branżową dostała w pakiecie, bo jej członkowie masowo trudnili się medycyną, jednak dziś na mapach jest oznaczona jako świątynia, a nie jako Dom Spotkań Linjiańczyków 临江会馆.
Niestety, z wielkiego kompleksu (4000 m²) obejmującego bramę ze sceną teatralną i trzech wielkich budynków pozostała tylko sala główna z odtworzonym posągiem Suna Simiao, otwierana od wielkiego dzwonu.
Swoją drogą, te świątynie branżowe są po prostu fantastyczne. W Huize (i oczywiście w większości chińskich miast) istniały (a w niektórych nadal istnieją) prawdziwe świątynie branżowe, budowane osobno przez poszczególne cechy: Świątynia Lu Bana dla cieśli i murarzy, Zhang Fei dla rzeźników, Żółtego Cesarza dla krawców, Bóg Pieniędzy dla kupców, Mazu dla żeglarzy... A przy tych świątyniach organizowano tzw. "branżowe jarmarki" 行业庙会. Skoro każdy cech miał swojego boskiego opiekuna, swojego Floriana dla strażaków czy Krzysztofa dla kierowców, trzeba było im nieba przychylić, organizowano więc dla nich doroczne czy nawet okresowe święta. A w ich trakcie poza częścią religijną obejmującą składanie ofiar, modlitwy i procesje, były jeszcze: część cechowa (zebrania, ustalanie cen, rozstrzyganie sporów, przyjmowanie nowych członków, zakrapiane bankiety), część handlowa (sprzedaż towarów/usług związanych z daną branżą, wymiana doświadczeń, zawieranie transakcji) i część rozrywkowa (przedstawienia operowe/teatralne, występy, gry, przekąski uliczne). Integracja środowiska zawodowego, regulacja cen, wzmocnienie tożsamości grupowej, networking, a przy okazji święto i rozrywka dla całej okolicy!
Doskonale potrafię sobie wyobrazić taki jarmark w Domu Spotkań Linjiańczyków w czasach, gdy jeszcze kompleks miał powierzchnię 4000 m² i poza zwykłymi budynkami miał jeszcze scenę!
Ech, szkoda, że te barwne sceny istnieją tylko w mojej wyobraźni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.