Żeby nie było, że tylko się cały czas obżeram i łażę po fajnych miejscach, uzupełniam.
- Wyniosłam się z moich ukochanych tropików, bo mnie szefostwo wkurzyło.
- Obgryzłam wszystkie paznokcie z nerwów w trakcie szukania roboty w Kunmingu. Takie niby duże miasto, a nic sensownego się znaleźć nie da, grrr. W końcu jednak mam pewność, że nie umrę z głodu - znowu będę za nauczycielkę robic, a co! Ale szukam dalej, czegoś fajnego i na miarę moich ambicji. Niby nie mam ich zbyt wygórowanych, ale...
- Gram w badmintona. Zwykła Belka kupił mi nawet specjalne buty do tego sportu, cobym ślizgając się w trampkach po boisku nie skręciła sobie karku. Zwłaszcza, że on mi zawsze, ale to zawsze perfidne lotki posyła i byłoby na niego...
- No dobra, nie udawajmy. Zakochuję się od nowa w kunmińskim żarciu. W ogóle, w żarciu. Nie sądziłam, że po tylu latach w Chinach można mnie w ogóle zaskoczyć. Zwykla Belka mnie zaskakuje, nie tylko kulinarnie zresztą. Ale kulinarnie też - jak dobrze mieć pod ręką tubylca, który po pierwsze zna się na lokalnej kuchni, a po drugie ma wystarczająco dużo czasu, chęci i środków, by mi ją zaprezentować w całej okazałości. A potem się naśmiewa z mojej rosnacej oponki, 猪finia jedna.
- Porządkuję stare zdjęcia i te wpisy, które od trzech lat czekają w schowku. A z jeżdżeniem po Yunnanie poczekam, aż będę miała forsę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.