Zamiatanie Wioski to tradycja religijna ludu Dong. Polegała na ceremonialnym wygnaniu zarazy i chorób oraz błaganiu bóstw o zdrowie dla wszystkich mieszkańców wioski. Ceremonia taka odbywała się rzadko - raz na trzy do siedmiu lat, a odprawia ją wioskowy szaman, melorecytujący zapożyczony od Zhuangów epos Baeuqloxdoh, opisujący powstanie świata i najważniejsze bóstwa, oraz tłumaczący, dlaczego ludzie powinni być im wdzięczni (tutaj możecie posłuchać maleńkiego fragmenciku melorecytacji). Jeśli chodzi o datę, to Zamiatanie Wioski najczęściej odbywa się w chiński Nowy Rok lub dziesiątego dnia dziesiątego miesiąca księżycowego (Podwójna Dziesiątka), co wypada właśnie dzisiaj. Wielkie obchody potrafią trwać i tydzień, a małe zazwyczaj kończą się po trzech lub pięciu dniach. W zależności od tego, czy ostatnie lata były chude czy tłuste, obchody będą się różnić w wymowie. Jeśli było dobrze, to składamy na boskie ręce podziękowania i prosimy, by bóstwa były w przyszłości jeszcze łaskawsze. Jeśli natomiast wioskę spotkało jakieś nieszczęście - pomór bydła, pożar, powódź, susza - wówczas właśnie sprzątanie i "wymiatanie" nieszczęść i pecha stanowi clou naszej ceremonii. Istotną częścią jest wówczas zarżnięcie kurczaka (bądź ogólnowioskowe zarżnięcie jakiegoś bydlątka) i rytualne wygaszenie ogniska wodą, których celem jest przebłaganie bóstw - ta część odbywa się osobno w każdej chacie, więc kolejnym elementem ceremonii jest rozpalenie nowego ognia i obdarowanie nim wszystkich domostw - ma to być symbol oczyszczenia i nowego początku.
Podobne ceremonie popularne są w grupach etnicznych Mulam, Miao oraz naszej yunnańskiej Buyi, choć oczywiście obchody owe różnią się w szczegółach - np. nie we wszystkich wioskach gaszenie i rozpalanie ognia jest częścią ceremonii.
Próbowałam wyguglać jakieś Zamiatanie Wioski dla Was - myślałam, że w internecie można znaleźć wszystko. Szkopuł w tym, że w tych wioskach, w których takie ceremonie nadal się odbywają, miejscowi często nie zgadzają się na uczestnictwo obcych ani tym bardziej na filmowanie czy robienie zdjęć. I tu dochodzimy do sedna: egzotyczne (dla nas) tradycje są na pewno przeciekawe. Jeśli jednak obiekt "badań" czy "obserwacji" nie zgadza się na uczestnictwo osób trzecich, czegóż możemy się o nich tak naprawdę dowiedzieć? Z drugiej strony doskonale rozumiem niechęć do odprawiania ceremonii przy ludziach traktujących ją nie jak modlitwę, a jak atrakcję turystyczną. Ech.
Coś jak u nas wiosenne 'porządki': mycie ścian, zamiatanie kurzy na zewnątrz, wietrzenie po zimie
OdpowiedzUsuńTak :) Jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż się to wydaje sądząc "po wierzchu".
Usuń