blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2018-01-16

yunnańska biała herbata w kulkach 留白白茶

Dostąpiłam zaszczytu spróbowania bardzo mało znanej białej herbaty. Pochodzi ona z Yunnanu, co samo w sobie jest ewenementem, bo w bardzo niewielu miejscach w Yunnanie produkuje się herbaty białe. Wytwarzana jest z liści starodrzewu herbacianego, czyli dużych drzew herbacianych a nie krzewów. No i - jest nietypowo ukształtowana. Zamiast bowiem zostawić liście w spokoju i ususzyć je ot tak, zawija się je w niewielkie kulki. Jedna kulka to jedna porcja herbaty, która akurat wystarczy na gaiwan czy czajniczek.
Jak się okazało, herbata ta jest "cierpliwa w parzeniu" - wystarcza na 7-10 parzeń, przy czym naprawdę pyszna staje się mniej więcej w okolicach trzeciego. Jak już wspomniałam, nie jest to herbata z pędów, a z liści, czasem bardzo dużych. Być może właśnie dlatego jej smak wydał mi się bogatszy i bardziej wyrazisty niż smak zwykłych białych herbat. Jedyne, co można jej zarzucić, to niezbyt reprezentacyjny wygląd liści po parzeniu:
Gdy już się pozachwycałam smakiem i aromatem tej przepysznej herbaty, zapytałam o nazwę. I w nazwie zakochałam się tak samo jak w samym naparze. Nasza herbata nazywa się "Zostawić biel" 留白. Nazwa dwuznaczna i piękna. Pierwsze znaczenie dotyczy herbaty samej w sobie - zostawiamy liście, by zrobić z nich herbatę białą. Nie oksydujemy mocno, by zrobić herbatę czarną, nie przerywamy oksydacji, by powstała zielona. Zostawiamy liście na białą, pozwalając im schnąć na słońcu.
Druga warstwa to pojęcie estetyczne. Zostawić biel można w kaligrafii, malarstwie czy fotografii. Zamiast wypełnić obraz, zostawiamy dużo bieli, pustki, która kontrapunktuje treść. Pamiętacie może, jak w 2013 roku świat oszalał na punkcie czarno-białego zdjęcia, na którym kobieta stojąca na śniegu karmi płynące po Wiśle ptaszyska? Tam właśnie fotograf zostawił prawie pół kadru "puste", białe. Jednak właśnie ta pozorna pustka sprawiła, że zdjęcie jest genialne, a nie nudne.
To samo dotyczy naszej herbaty. Liście zostawiono na herbatę białą i w smaku czuć niewymuszoną słodycz i głębię. Z liści, których przeznaczeniem winna być herbata pu'er, stworzono nową jakość.
Jeśli kiedyś na nią traficie - spróbujcie koniecznie!

2018-01-13

skórka tofu smażona z czosnkiem bulwiastym 韭菜炒豆腐皮

Uwielbiam skórkę tofu. Stanowi nieodłączny składnik moich gorących kociołków, a i smażoną spożywam nader często. Tym razem w towarzystwie mojego ulubionego "szczypiorkowego" czosnku.

Składniki:
  • skórka tofu
  • czosnek bulwiasty
  • sól
  • sos sojowy
  • tłuszcz do smażenia
Wykonanie:
  1. Skórkę tofu solidnie namoczyć/zblanszować/ugotować - w zależności od tego, ile mamy czasu i jak miękką lubimy. Ja zazwyczaj krótko gotuję, bo wolę całkiem miękką.
  2. Przelać skórkę zimną wodą i pokroić w paseczki.
  3. Czosnek pokroić na kawałki długości kciuka.
  4. Rozgrzać tłuszcz i obsmażyć skórkę, a następnie dorzucić czosnek. Smażyć mieszając, dopóki czosnek nie zmięknie.
  5. Dodać sól i sos sojowy, wymieszać i podać :)

2018-01-11

Szmaragdowozielone Jezioro - zima

Gdybym nie wiedziała, za co kocham kunmińską zimę, to już bym wiedziała. Wyszliśmy w swetrach, bo grzało słoneczko i było około 16 stopni, niebo było błękitne (Piekielna Fantazja mówi o tym kolorze "kunmiński niebieski"), a drzewa zielone, czerwone i złote. W małym przyświątynnym ogrodzie kwitną kamelie, a ja raduję się pogodą i pięknem.

2018-01-09

白竹山云雾茶 Chmurnomglista herbata z Gór Białego Bambusa

Kiedyś już wspominałam, że koło Chuxiongu znajduje się Góra Białego Bambusa, piękny rejon do górskich spacerów (najwyższy szczyt ma wprawdzie zaledwie 2554 m.n.p.m, ale i tak jest tu przyjemnie) i jednocześnie tutejsze zagłębie herbaciane. Poprzednim razem opisywałam wiosenną herbatę z pędów liści herbacianych, która była bardzo przyjemna w parzeniu i smaku. Tym razem otrzymaliśmy inny prezent z tego regionu - Herbatę Chmurnomglistą.
Po dłuuugim odpoczynku wydobyłam z pudła stół herbaciany, gaiwan i resztę akcesoriów. Spojrzałam z wyrzutem na śpiące Tajfuniątko - główną przyczynę mojej separacji z herbatą - i, westchnąwszy ciężko, przygotowałam się do parzenia.
Susz prezentował się ładnie - lekko poskręcane, małe listki, trochę podobne do złej jakości Wiosny Malachitowego Ślimaczka. Chwilę porozkoszowałam się ich wyglądem - zawsze mam na to czas, bo przecież trzeba zagotować wodę ;)

W tym samym czasie mój najukochańszy mąż tę samo herbatę ostentacyjnie wypał do kubka i zalał wrzątkiem, prychając nad moim sprzętem herbacianym:
I tak go kocham, ale... Sami rozumiecie. Postawić napełniony gorzką cieczą kubek z misiem tuż obok mojego uroczego gaiwana to prawi świętokradztwo. Staram się go ignorować i wyciągam piękne, ręcznie robione, birmańskie czarki.
Krok pierwszy: uspokoić myśli i gesty, oczyścić nie tylko przyrządy, ale i własną duszę. Wrzątek do gaiwanu, powoli obracam pokrywkę, by i ona została dokładnie sparzona. Przelewam wrzątek do Morza Herbaty/Czary Równości, którą delikatnie płuczę, by z niej przelać wrzątek do czarek. Nadmiar płynu rozlewa się po herbacianym stole, przyjemnie parując.
Wsypuję susz herbaciany do gaiwana. Ledwo zakrywa dno; nie chcę przesadzić z ilością, bo pamiętam, że herbaty z Gór Białego Bambusa bywają gorzkawe. Zalewam ciepłą wodą do jednej trzeciej wysokości gaiwana i czekam, aż liście zaczną się rozwijać. Mam więc chwilę, by przygotować herbacianą przekąskę - tym razem będą to nugatowe cukierki, również dar od jednego z uczniów ZB.
Liście zaczynają wychodzić na powierzchnię - można więc dolać wody do pełna. Nie trzeba nawet czekać, napar jest już gotowy. Pamiętajcie, by zostawić liście przykryte wodą, czyli żeby nigdy w trakcie parzenia zielonej herbaty nie odlewać wody do końca.
Złocisty napar jest mało fotogeniczny. Nic to. Na pamiątkę zawsze się przyda. Uzupełniam płyn w gaiwanie - następne parzenie będzie nieco dłuższe.
Na sitku zostaje ułamany liść; pyłu herbacianego jest niewiele, nie tworzy się też obecna w brudnych herbatach piana. Z zadowoleniem zaparzam liście jeszcze kilka razy, czekając, aż rozwiną się do końca i częstując po drodze herbacianą żabę. Dodatkowym groszem nigdy nie pogardzę.
Jak widać, nie jest to herbata wysokiej jakości. Zrobiona z liści różnej wielkości, w dodatku liście są bardzo uszkodzone. Ma jedną wielką zaletę - można ją parzyć sześć czy siedem razy, cały czas ciesząc się pysznym naparem. Ale - nie będę już psioczyć, że ZB zaparza ją w kubku. Jest zbyt niskiej jakości i zbyt podłego wyglądu, by używać jej do ceremonialnego parzenia. Zostawię ją więc dla ZB, któremu pasuje goryczka i cierpliwość herbaty w parzeniu, a sama wezmę się za jakieś inne cudo.

2018-01-06

batatowe placuszki 红薯饼

Zapach, który najbardziej kojarzy mi się z Kunmingiem, to zapach pieczonych batatów. Pierwszego dnia po przyjeździe do Kunmingu aromat ten świdrował moje nozdrza. Obwoźni handlarze z piecykami na kółkach palili w tych "kozach" brykietami jak plaster miodu, a na górze pyszniły się jaskrawopomarańczowe bulwy z przypieczoną, pachnącą skórką. A ja nawet nie wiedziałam, co to za bulwy, bo gdy zapytałam, usłyszałam kompletnie mi nieznaną chińską nazwę. Dopiero później sprawdziłam - batat, słodki ziemniak. Pokochałam i smak, i zapach. Dlatego jesienno-zimowy Kunming jest u mnie zawsze batatowy.

Składniki:
  • batat - dowolna ilość
  • jajko
  • mąka
  • olej - łyżeczka oraz tyle, ile weźmie do smażenia
  • ewentualnie cukier - ale ja sądzę, że bataty są same z siebie wystarczająco słodkie. Zresztą można je posłodzić na talerzu.
Wykonanie:
  1. Bataty ugotować/upiec/ugotować na parze do miękkości. Ja zawsze wykorzystuję resztki - to znaczy: na jeden posiłek podaję pieczone/gotowane bataty z jakimś dipem, a to, co zostanie, idzie na placki.
  2. Zdjąć skórkę, a miąższ zgnieść na puree. Wystudzić.
  3. Dodać roztrzepane jajko i wymieszać, a potem powolutku dodawać mąkę - tyle, żeby dało się robić kuleczki.
  4. Dodać łyżeczkę oleju i ewentualnie cukier.
  5. Formować kuleczki wielkości orzecha włoskiego, a potem spłaszczać na placuszki; układać na blacie obsypanym mąką.
  6. Smażyć z obu stron na niewielkiej ilości oleju na małym ogniu.