blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-09-14

Trener chińskich szalotek

Siódma Ciotka nie lubi ZB. Legenda rodzinna głosi, że to dlatego, że ZB podobny jest z urody do ojca, a Siódma Ciotka mojego świekra serdecznie nie znosi. Ja tam sądzę, że to całe nielubienie jest jednak kwestią bardziej charakterologiczną. Ciotka jest dość głośna, bardzo pewna siebie i wszystkowiedząca. No i w związku z tymi trzema cechami jest również głęboko wewnętrznie przekonana, że wszyscy powinni jej słuchać, a to oczywiście działa na ZB jak płachta na byka. Nie podporządkowuje się, więc nie jest lubiany. Ja też się nie podporządkowuję, ale ponieważ robię swoje z uśmiechem na ustach a nie z "ja Ci pokażę!" w oczach, więc mnie Siódma Ciotka uwielbia pasjami. Lubi mnie za to, że kocham herbatę, lubi mnie za uśmiech i za to, że jestem "oswojoną Obcą". Dałabym sobie rękę uciąć, że chwali się koleżankom, że "nawet ta biała, która wyszła za siostrzeńca, uwielbia moją kuchnię".
Fakt. Uwielbiam.
Już nawet nie chodzi o to, że Ciotka popyla codziennie na targ i wszystkie trzy posiłki dziennie są robione od zera, zawsze świeże, nic nie zostawione z wczoraj. Takich gospodarnych gospodyń jest wiele - ja do nich wprawdzie nie należę, ale wiem, że istnieją. W sumie - akurat Ciotka jest już od wielu lat na emeryturze, więc ma czas na takie zabawy; ja znam kobity, które perfekcyjną dystrybucję produktów spożywczych praktykują przy pracy zawodowej i dwójce dzieci. Nie, ja uwielbiam kuchnię Siódmej Ciotki za przetwory.
Wychowałam się w domu zaopatrzonym w Babcię. Odtąd zresztą uważam Babcię za kluczowy składnik udanego dzieciństwa: przytuli, opowie bajkę, gotuje najlepiej na świecie, a w razie anginy będzie niestrudzenie grała z chorym wnuczęciem w pokera na zapałki. No i - robi najlepsze soki i dżemy świata. I marynowane papryki, śliwki i gruszki. W ogóle - wszystko robi najlepsze na świecie. Przecież od tego jest Babcią!
Siódma Ciotka jest babcią dopiero od niecałego roku; Shasha, czyli jej synowa, a moja dobra koleżanka i uczennica przy okazji, powiła córeczkę cztery miesiące po mnie. Jak znalazł! Siódma Ciotka ćwiczy na całego babciowanie. Ponieważ Lot Smoka (tak się zowie syn Siódmej Ciotki) i Shasha mieszkają z dziadkami, babcia nosi wnuczkę, tuli, karmi, przewija, usypia... No, czasem oddaje Shashy, ale nieczęsto. Kiedy jednak oddaje dziecko innym, sama udaje się do kuchni, która poza palnikami i garnkami, zaopatrzona jest w kilka sporych tanzi i uskutecznia zgodne z sezonem przetwory. Śliwki po bajsku, czosnek kiszony z brązowym cukrem, no i moje ukochane chińskie szalotki na słodko-ostro. Nacieszam się tymi przekąskami przy każdej wizycie, dostaję na wynos, a od czasu do czasu Ciotka robi czegoś za dużo i chce mnie jakąś delicją obdarować. Shasha napisała ostatnio do mnie wiadomość, żebym przysłała męża po żarcie. Wysłałam bezzwłocznie, ale jednak zapytałam, jakiego żarcia mogę się spodziewać.
Odpowiedź Shashy mnie nie zdziwiła: rozśmieszyła tak, że tarzałam się po podłodze ładnych parę minut. A trzeba Wam wiedzieć, że mam twarde i nieprzyjazne podłogi.
- Dostaniesz słój trenerów!
Gdy udało mi się wreszcie zaczerpnąć oddech, stwierdziłam, że to na pewno ja coś pokręciłam. Ale nie, czarno na białym: "教头 jiào​tóu - sporting coach / military drill master". Jeszcze lepiej! Nauczyłam się więc, że słówko "trener" znaczyło w dawnych Chinach coś zupełnie innego.
Oczywiście domyśliłam się, co chciała przekazać Shasha. Znów zaatakował ją homofon. Dostanę słoik 藠头 jiàotou, czyli chińskich szalotek. Odpisałam prawidłowo i serdecznie podziękowałam. Shasha wysłała uśmiech i powiedziała, że tego znaku 藠 to od wczesnej podstawówki nie widziała i że bardzo przeprasza, że zapomniała, jak się pisze. Całe szczęście znamy się już tak długo, że nie ma pretensji, kiedy się popisuję chińskim...
 A szalotki były, oczywiście, pyszne!

1 komentarz:

  1. Taki tanzi stał w piwnicy moich rodziców i służył do kiszenia ogórków. Ponieważ oryginalnej czapeczki nie było, więc do tego służyła przykrywka-kopułka szklana, podobna do tych od serów.
    Myślę, że był to spadek poniemiecki, jak wiele sprzętów tych ziem. I faktycznie do wiosny ogórki kiszone były twarde i smaczne, a nazywaliśmy go garnkiem do ogórków.

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.