blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-12-18

24 przykłady nabożności synowskiej 二十四孝 XII

Wyrzeźbił z drewna posążki rodziców, by móc im służyć 刻木事親

Za czasów dynastii Han żył młody mężczyzna o imieniu Ding Lan. Rodzice odumarli go, gdy był tak mały, że nie potrafił jeszcze dobrze się nimi zajmować. Gdy więc dorósł, pragnął okazać rodzicom należny szacunek i troskę. Ponieważ odeszli już oni z tego świata, pragnienie to pozostawało niezaspokojone. Młodzieniec wymyślił jednak sposób, w jaki może służyć rodzicom i po ich śmierci: oddał w ręce utalentowanego snycerza kawał szlachetnego drewna i poprosił, by ten wyrzeźbił wizerunki jego rodziców. Artysta wykonał zadanie i odtąd oczy Ding Lana cieszyły statuetki rodziców. Młodzieniec umieścił je na ołtarzu w salonie. Każdy poranek zaczynał ofiarowaniem trociczki, ukłonem i modłami przed posążkami, takoż i kończył każdy dzień. Zachował ten zwyczaj również gdy się ożenił - a żona składała statuom takie same ukłony.
Jednak żonę męczyły te żmudne rytuały; nie bardzo rozumiała, dlaczego mąż traktuje te statuetki jak żywych ludzi. Dnia pewnego, zapewne z nudów, gdy Ding Lan był poza domem, żona ukłuła igłą dłoń jednego z posągów, po prostu dla hecy, a może i z ciekawości? Jakież było jej zdumienie, gdy ręka posągu zaczęła krwawić! Widok prawdziwej krwi kapiącej z rzeźby na ołtarzu przestraszył żonę na śmierć.
Gdy Ding Lan wrócił wieczorem do domu i pokłonił się jak zwykle wizerunkom rodziców, zauważył, że oczy jednej statui są pełne łez. Dziwując się niepomiernie, otoczył posągi uważnym spojrzeniem i ujrzał krew cieknącą z jednej dłoni. Natychmiast zażądał od żony wyjaśnień. Ona ze wstydem przyznała się do psoty. A on!... Wprost pękał ze złości i, wyrzekając żonie od wstrętnych łajdaczek, wyrzucił ją z domu i się rozwiódł.

Ech, idiotka z tej żony. Dlaczego się nie bawiła swoimi rzeczami, tylko musiała próbować zepsuć akurat posążki najważniejsze dla swego męża? Mnie rodzice nauczyli, że cudzego się nie rusza. Ale nawet gdyby mnie nie nauczyli, to bardzo niewielkiego czasu potrzebowałam, by zrozumieć, że w żadnym wypadku mam nie dotykać saksofonu męża. On zaś wie, że ma zostawić w świętym spokoju mój komputer ;)

8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam tu komentarz do posta o sushi ;)
    te chińskie historie są zacne, gdzież je znajdujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykład tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/The_Twenty-four_Filial_Exemplars :) Tylko ciii, nie mów nikomu ;)

      Usuń
  3. Chyba gorszy od Ding Lan'a byl tylko facet, ktory chcial pochowac swojego syna, zeby starczalo mu jedzenia dla matki(nie pamietam jego imienia).
    Z niecierpliwoscia czekam na kolejne "odcinki"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na sam koniec planuję urządzić plebiscyt: którego "nabożnego syna" uważacie za największego łajdaka? ;)

      Usuń
  4. No to miał chłopak sporo nadmiarowego czasu ;-)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.