blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-07-31

昆明旧时光 Kunmińskie stare czasy

Znowu kupiłam książkę o starym Kunmingu. Króciuchne eseiki opatrzone zabawnymi ilustracjami - lektura w sam raz dla młodej matki, która nie zdąży doczytać długiego rozdziału, zanim dziecię zacznie się domagać uwagi. Autorzy przedstawili się tylko pseudonimami, obaj są jednak kunmińczykami z krwi i kości - opowiedzieli o swych kunmińskich szczenięcych latach w uroczych przedmowach.
Eseje dotyczą zarówno kunmińskich zwyczajów, historii, jak i legend czy wyjątków na temat kuchni. Taki stary Kunming w pigułce, w sam raz, by zacząć rozumieć aluzje i uwagi rdzennych kunmińczyków. No i - książka ma PONAD 300 STRON! Czyli, jeśli Joasia nadal będzie tak wymagająca mojej uwagi jak dotąd, mam lekturę na ładnych parę miesięcy...
Kiedyś będę tłumaczyć te eseiki. Tzn. kiedyś nie tylko będę je tłumaczyć, ale i mieć czas na ich publikację na blogu ze stosownym komentarzem ;) Póki co książka ląduje w ulubionych, codziennych lekturach.

2016-07-30

lwie głowy 獅子頭

Pierwszy raz zamówiłam je oczywiście ze względu na nazwę. Chińczycy mają wspaniałą kulinarną wyobraźnię: zamiast prozaicznych klopsików dostajemy lwie głowy!
Oczywiście, od naszych klopsików się trochę różnią, przede wszystkim sposobem przyprawienia. Chińskie klopsiki są mocno aromatyczne i bardzo solidnie przyprawione; stanowią idealne uzupełnienie dla ryżu.

Składniki:
  • tłuste mięso mielone
  • jajko
  • sól
  • wino - odrobina, zwłaszcza jeśli mięso jest suche
  • cukier - łyżeczka
  • posiekana cebulka zielona
  • drobno posiekany imbir - dużo :)
  • mąka ziemniaczana
  • dużo oleju
  • sos: sos sojowy, wino, odrobina wody, ewentualnie kapka keczupu.

Wykonanie:
  1. Mięso przyprawić, dodać jajko i tyle mąki ziemniaczanej, żeby mięso się nie rozpadało i nie wypływało spomiędzy palców.
  2. Kulki można robić tradycyjnie, albo z pomocą dwóch łyżek - na jedną nakładamy mięso, a drugą "zgłaskujemy" je do woka z rozgrzanym tłuszczem. Ja korzystam z tej drugiej metody; kulki wprawdzie mają mniej regularny kształt, ale za to ja nie jestem upaskudzona mięsem od stóp do głów.
  3. Smażyć w mocno rozgrzanym głębokim tłuszczu aż zewnętrzna warstwa mięsa utworzy skorupkę. To, czy mięso w środku jest surowe, czy nie, obchodzi nas znacznie mniej, ponieważ lwie głowy czeka dalsza obróbka cieplna. W moim woku mieści się naraz około pięciu niedużych klopsików; kiedy włożę ostatniego, czas na odwrócenie pierwszego; kiedy odwrócę ostatniego, pierwszy już można wyjąć. Praca idzie bardzo sprawnie :) Wyjęte lwie głowy osączam z tłuszczu na papierze kuchennym.
  4. W rondlu/na patelni wymieszać sos sojowy z alkoholem i wodą. Ilości zależą od Was - jeśli chcecie mieć gęsty sos, dodajecie mniej wody, jeśli chcecie, by sosu było więcej i by był rzadszy, rozwadniacie. Ja oczywiście stosuję metodę "na oko". Gdy sos zawrze, dorzucamy lwie głowy, skręcamy ogień na ledwo-się-tlący i dusimy pod przykryciem aż mięso będzie w pełni uduszone. W zależności od wielkości klopsów i tego, jak szybko wyciągaliśmy je wcześniej z woka, może to zabrać około 10-15 minut.

2016-07-29

Chengdu - jedzenie

O tradycyjnym syczuańskim żarciu można opowiadać godzinami. Dlatego podaruję to sobie i powiem o czymś, co mnie zaskoczyło (a mnie wcale niełatwo zaskoczyć kulinarnie!). O połączeniu najlepszych dwóch rzeczy w świecie.
Uwielbiam chińskie szaszłyczki, czyli shaokao 烧烤. Uwielbiam również smażony ryż.
Właśnie w Chengdu po raz pierwszy i jak dotąd ostatni jadłam ryż usmażony z tym, co się wybrało jako zestaw szaszłyczków.
Niebo w gębie! Ciekawe, dlaczego nikt inny na to nie wpadł?...

2016-07-28

Most Anshun 安顺桥

Gdybym miała powiedzieć, jaki widok najlepiej zapamiętałam z Chengdu, odparłabym, że ten:
Most Anshun, o którego pierwowzorze pisał ponoć sam Marco Polo, mijałam chyba codziennie. Za każdym razem tak samo zachwycała mnie koncepcja mostu, który jest zadaszony i zaopatrzony w restaurację. Tak. Chengduńczycy są prawie takimi łasuchami, jak ja :)

2016-07-26

Chengdu - Park Muzyczny 成都东区音乐公园

Wyobraźcie sobie tę część miasta, która dawniej była fabrykami, a teraz została wchłonięta przez miasto. Fabryki poumierały bądź poprzenosiły się gdzieś dalej i został kawał złomu do uprzątnięcia i kawał ziemi do zagospodarowania. Różne miasta różnie sobie z tym radzą. Chengdu poradziło sobie wyśmienicie - stworzyło Park Muzyczny. Który jest nie tylko parkiem i sceną, ale również miejscem, w którym dzieje się szeroko pojęte życie muzyczne - od lekcji muzyki przez koncerty i studia poczynając po tę otoczkę, którą tak lubimy, czyli bary i restauracje, by miejsce nie było pustynią. Ba! Zrobili coś więcej: zostawili tu trochę "resztek" po dawnych fabrykach i biurach z czasów czerwonej cegły i ścisłej współpracy z ZSRR. Jest trochę industrialnie, trochę oldskulowo, trochę współcześnie. Aleja gwiazd (Jakież ten Leehom ma wielkie łapska!) plus zardzewiałe rury, hipsterskie knajpy w obskurnych kontenerach. Cudo!

Z przyjemnością tamtędy pospacerowałam. Chociaż lało. A to już coś mówi ;)

2016-07-25

10 porad

Dziś jak zwykle pora na akcję W 80 blogów dookoła świata. Tym razem temat wakacyjno-turystyczny: 10 porad dla turysty, który po raz pierwszy pojawia się w naszym kraju. Oczywiście stwierdziłam, że nie ma sensu, bym pisała o całych Chinach - po pierwsze różnice lokalne są zbyt duże, po drugie tak naprawdę na Chinach to ja się w ogóle nie znam. Znam się tylko trochę na Yunnanie, w szczególności na Kunmingu. No i tak z porad dla turysty w Chinach temat mi się nagle zawęził...

Kochany turysto! Jeśli właśnie po raz pierwszy przywiało Cię do Kunmingu, pamiętaj, że...

...trzeba zawsze mieć przy sobie banknoty jednoyuanowe na przejazdy autobusowe. Sposób użytkowania autobusów w Kunmingu: wsiadamy przodem, płacimy jeden albo dwa yuany, skrzynka do której wrzucamy pieniądze niestety nie wydaje reszty, a żaden z pasażerów nam pieniędzy nie wymieni.

...trzeba zawsze mieć przy sobie wodę. Kunming jest wysoko w górach, jeśli słońce wyszło, to najpewniej Cię spraży, poza tym będziesz mieć chorobę wysokościową z zawrotami głowy, a w dodatku jest okropnie sucho. Żeby zapobiec wielu problemom od odwodnienia po omdlenia należy się intensywnie nawadniać.

...trzeba zawsze mieć przy sobie karteczkę z napisanym w znakach adresem miejsca, do którego zamierzamy się udać. Autobusy autobusami, mapy mapami, a czasem jednak najlepszym wyjściem z sytuacji jest taksówka. Taksówki są tanie i poręczne. Mają jedną wadę - nie zawsze dowożą w to miejsce, do którego chcemy się dostać...

...nie wszystko będziesz rozumieć. Przeciętny kunmińczyk nie odpowie nam nie tylko po angielsku, ale i po mandaryńsku. Przemówi raczej w dźwięcznym dialekcie kunmińskim, który dla przeciętnego turysty będącego tu po raz pierwszy jest nie do rozszyfrowania. Dlatego nawet podstawowa znajomość mandaryńskiego ratuje tylko jeśli znamy znaki i będziemy się porozumiewać na piśmie...

...na miesiąc przed przyjazdem należy zacząć przyzwyczajać się do dużych ilości chilli w jedzeniu. Kunmińczycy dodają chilli nawet do zup warzywnych, więc jeśli zamierzasz jeść lokalnie, a nie makdonaldyzować - bądź gotów!

...najlepszym śniadaniem są misieny - kluski ryżowe - zimą w zupie, latem na zimno bądź w mięsnym sosie.

...latem należy zamówić w knajpie endemiczne gatunki dzikich grzybów. Mogą zostać usmażone z papryką i czosnkiem albo podane w gorącym kociołku.

...na wiosnę należy zamówić kwiaty. Mogą zostać usmażone z jajkami albo dodane do zupy. Tak czy owak - będą pyszne.

...jeśli jesteś odważny, MUSISZ spróbować robaków. Są one bowiem najpyszniejszą przekąską świata.

...nigdy, przenigdy nie należy przyjeżdżać do Kunmingu zimą. Nie ma tu ogrzewania, ciepłej wody innej niż ogrzewana słonecznie, a potrafi być tak zimno, że pada śnieg...

To taki mocno skrótowy poradnik. Jeśli macie więcej pytań - piszcie komentarze :)
Poniżej zaś czekają niezbędniki turystyczne innych miejsc:
Finlandia: Suomika - 10 porad dla turysty w Finlandii
Francja: Madou en France - Francuski poradnik turysty w pigułce; Francuskie i inne notatki Niki - Pierwszy raz w Paryżu czy we Francji? Dekalog porad
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym: Pierwszy raz w Gruzji- 10 grzechów głównych
Hiszpania: Hiszpański na luzie - Jak połączyć urlop w Hiszpanii z turystyką językową. 10 porad
Japonia: Japonia-info.pl - Porady dla wyjeżdżających do Japonii
Kirgistan: Enesaj.pl - Pierwsza podróż do Kirgistanu
Litwa: Na Litwie - 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz na Litwę
Niemcy: Nauka Niemieckiego w Domu - 10 porad dla turysty w Niemczech; Niemiecki po ludzku - 10 porad dla turysty
Norwegia: Norwegolożka: Pierwszy raz w Norwegii - co warto wiedzieć?; Pat i Norway - 10 porad dla turysty w Bergen
Szwajcaria: Między Francją a Szwajcarią - Szwajcaria: Praktyczne informacje dla turystów
Wielka Brytania: Angielski dla każdego - 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Anglii; English Tea time - 10 wskazówek jak zaplanować wyjazd do Londynu; Language Bay - 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Londynu - "W 80 blogów dookoła świata #28"
Włochy: Italia nel cuore - Nasz “pierwszy raz” we Włoszech...10 praktycznych porad

Jeśli zaś chcecie wziąć czynny udział w naszej akcji, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2016-07-23

wyławiany ryż 撈飯

Choć sam sposób przyrządzania tego dania jest pewnie stary jak świat, knajpy z wyławianym/wygrzebywanym ryżem dopiero niedawno zrobiły się szalenie popularne. Pewnie trudno było przestawić w mózgu "danie dla biedoty" na "danie w hipsterskiej knajpie"...
O cóż chodzi?
Dostajemy kamienny garnek z wrzącą zawartością - zupą mianowicie. Może to być zupa z owocami morza, mięsem, grzybami, albo warzywna. Może być pikantna, słona, słodko-kwaśna, neutralna. Do wyboru, do koloru. Do tej zupy dostajemy tyle ryżu, ile dusza zapragnie. Na początek jedną miseczkę, ale później możemy dobrać ile wlezie. Ryż ten wrzucamy do zupy i mieszamy zawzięcie, żeby nie przywarł. No chyba, że lubimy przypieczony ryż, to nie mieszamy i dorzucamy więcej. Ryżu może być tak mało, że utworzy się luźny kleik; może też być tak dużo, że przypomina pilaw czy inny ryż z sosem. Tu znów panuje pełna dowolność.
I tyle.
Potrawa niezbyt skomplikowana, prawda? W dodatku łatwa do sporządzenia w domowych warunkach, bo kamienny gar można z łatwością zastąpić dowolnym innym z grubym dnem. Ważne jest jedno - by po dodaniu ryżu do zupy jeszcze jakiś czas trzymać potrawę na ogniu; po pierwsze, żeby ryż nie ostygł, po drugie - żeby aromaty zdążyły się przegryźć.
Ostatnio jest to mój ulubiony sposób wykorzystania zupy, która zostaje po tajskim gorącym kociołku. To taka bieda-wersja, odmienna od knajpiano-hipsterskiej. Bowiem knajpy z wyławianym ryżem to teraz raczej drogie (jak na zawartość miski) knajpy, które oprócz zupy i ryżu oferują szwedzki stół z przystawkami, owocami, napojami itd. Na wejściu płaci się parędziesiąt yuanów i - hulaj dusza bez kontusza! Oferta opłacalna dla młodzieńców w wieku licealnym i studenckim, ale z mojego punktu widzenia - lekko chybiona, bo ja nawet tej zupy z ryżem dokończyć nie umiem, a co dopiero mówić o przystawkach...

2016-07-21

Wuhouci - Fortel "Pusty Fort" 空城計

W muzeum Wuhouci poza całą masą ślicznych figurynek i innych zabytkowych kusz, znalazł się cudny porcelanowy talerz ozdobiony fortelem "Pusty Fort". 
No oczywiście! W miejscu kultu Zhuge Lianga nie mogło zabraknąć takiej pamiątki... O co jednak chodzi?
W Epoce Trzech Królestw zdarzyło się raz, że wielki wódz Zhuge Liang, popełniwszy kilka okropnych pomyłek, został z garstką (2500) żołnierzy w Zachodnim Mieście 西城. Nagle kurier przybył ze straszną zaiste, w tych warunkach, wieścią: „Sima Yi na czele 150 tysięcy żołnierzy zbliża się do miasta!”.
Zhuge Liang, pozbawiony nie tylko dobrych dowódców, ale i zwykłych żołnierzy, otoczony urzędasami, którzy słysząc te wieści oczywiście spanikowali, zarządził co następuje: „Po schowaniu wszystkich flag żołnierze mają się poukrywać w wartowniach. Jeśli ktoś będzie łazikował bądź głośno mówił – zabić! Otworzyć wszystkie bramy miasta, a przy nich postawić 20 ubranych po cywilnemu żołnierzy, którzy będą zamiatać ulice. Gdy przybędą wrogie wojska, nie wolno wam panikować. Osobiście się wszystkim zajmę, mam plan”.
Po wydaniu tego cokolwiek dziwnego rozkazu, Zhuge Liang przystroił się w odświętne szaty, po czym kazał dwóm młodzieńcom przynieść guqin (chińską starodawną cytrę), usiadł na szczycie murów miejskich i, przy miłej woni trociczek, rozpoczął koncert – a dźwięki płynące spod jego palców słodkie były i spokojne.
Takim właśnie go ujrzeli, w pośpiechu i z żądzą mordu w sercach przybywający szpiedzy Sima Yi. Ich przełożony, usłyszawszy o tym, nie uwierzył i pospieszył zweryfikować informacje przy pomocy osobistych oględzin. Takoż ujrzał Zhuge Lianga, siedzącego spokojnie na murze, z uśmiechem oddającego się grze na cytrze, w towarzystwie dwóch młodzieńców. Brama miejska otwarta na oścież, a włóczący się w jej okolicy mieszkańcy zajmują się zamiataniem ulic, jakby na świecie nie istniały jego, Sima Yi, wojska!
Hmm, pomyślał Sima Yi, czują się tak bezpieczni, że pogłoski, jakoby Zhuge Liang pozbawion był wojska, wydają mi się nie tylko mocno przesadzone, ale wręcz niemożliwe! Musiał zastawić na mnie zasadzkę, a wewnątrz miasta pewnie są tysiące żołnierzy!
To pomyślawszy, pospiesznie wycofał swoich ludzi. Jego syn, Sima Zhao, nie rozumiejąc tej decyzji, pyta: „Ojcze, przecież widać, że Zhuge Liang nie ma żołnierzy, dlaczego chcesz się wycofać?”. Jego ojciec zaś odrzekł: „Zhuge Liang to szczwany lis, ale i ostrożny, nigdy nie wystawia się na zbędne ryzyko. Skoro dziś, wiedząc, że się zbliżamy, otworzył bramy miejskie na oścież, najwidoczniej pewien jest, że nas pokona. Gdybyśmy weszli do miasta, pewnikiem wpadlibyśmy w pułapkę. Więc lepiej się wycofać, rozumiesz?”.
Zhuge Liang, ujrzawszy odwrót nieprzyjaciela, zaśmiał się w głos. Urzędnicy zapytali go: „Jakimże cudem Sima Yi i jego 150 tysięcy żołnierzy ujrzawszy Ciebie na murze, zawrócili w popłochu?”.
Zhuge Liang odparł: „Cóż, założył, że skoro zawsze jestem ostrożny, to na pewno nie mając wojsk, nie czułbym się tak pewny siebie, żeby sobie koncertować na murach miasta. Dlatego uciekł. A przecież ja po prostu nie miałem innego wyjścia niż zaryzykować!”.
Z pełnym szacunkiem zaczęli więc wszyscy mówić: „Och, wodzu, na taki fortel nie wpadłby nawet sam diabeł! Gdybyśmy to my dowodzili, zapewne ucieklibyśmy z miasta!”.
Zhuge Liang zaś odpowiedział: „Mamy przecież zaledwie 2500 ludzi. Nie ucieklibyśmy daleko, zostalibyśmy wyrżnięci w pień. Wtedy klęska byłaby pewna, a tak to była tylko jedną z opcji. Poza tym „Sztuka wojny” mówi: znając siebie i swojego wroga można wygrać każdą bitwę. Wiedziałem, co myśli Sima Yi. Gdyby to Cao Cao stał u bram, nie odważyłbym się zastosować tego fortelu.”.
Fortel ten jest trzydziestym drugim ze słynnych 36 Forteli, a powyższa historia została opisana w słynnej powieści „Opowieść o Trzech Królestwach” (Romans Trzech Królestw”) Luo Guanzhonga. Fortel faktycznie został kilkukrotnie zastosowany, aczkolwiek nie ma żadnych dowodów na to, że akurat Zhuge Linag maczał w tym palce – Luo Guanzhong po prostu zawsze wszystkie genialne podstępy przypisywał Zhuge Liangowi, uwielbiając go bez żadnych zastrzeżeń.
Pooglądajcie sobie, jak to mogło wyglądać: 

A na deser ciekawostka: jak Chińczyk przez roztargnienie wyjdzie z domu zostawiając drzwi niezamknięte, można się z niego naśmiewać, że próbuje uskuteczniać fortel „pusty fort” (擺空城計).

2016-07-19

Wuhouci - Przysięga w Brzoskwiniowym Sadzie

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Jestem okropnie opóźniona i niewykształcona jeśli chodzi o klasyczne powieści chińskie. To znaczy - wiem mniej więcej, o co w nich chodziło i nawet kto je napisał, ale bez żadnych szczegółów. Próbowałam kiedyś oglądać seriale powstałe na ich podstawie, ale nudziły mnie śmiertelnie i nigdy w tym postanowieniu nie wytrwałam. Kiedy jednak w parku przy Wuhouci ujrzałam tę scenę, od razu przypomniałam sobie, o co chodzi.
Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel: za parę lat mieć u stóp cały świat... aaaa, sorry, zapędziłam się. Nie świat u stóp, tylko mieli ochraniać swój kraj przed Żółtymi Turbanami. Mieli również być szlachetni, mądrzy i dobrzy - no, trzech muszkieterów, pardon, bohaterów. Mowa oczywiście o najsłynniejszych bodaj chińskich braciach krwi: Liu Bei, Guan Yu i Zhang Fei obiecali sobie ponoć w Brzoskwiniowym Sadzie, że choć nie urodzili się jednego dnia, odtąd będą braćmi i mają nadzieję razem umrzeć, tak im dopomóż cały świat. Tak swoją drogą - wspólna śmierć im się nie udała. Ale i tak do dziś są symbolem lojalności i braterstwa.
I choć scena ta nie jest obecna w źródłach historycznych, a jedynie w powieści Opowieść o Trzech Królestwach, do dziś pobudza wyobraźnię czytelników i wzrusza.

Skąd jednak tak od razu wiedziałam, że to ta scena i ta trójka bohaterów?
Cóż.
Po kolorach.
Od zawsze bowiem Zhang Fei jest przedstawiany w czerniach a Guan Yu w czerwieni. W chińskiej operze czerwony kolor twarzy sugeruje odwagę, oddanie i lojalność (w wypadku Guan Yu - względem Liu Beia), a czerń - gwałtowny charakter i/albo bezstronność i sprawiedliwość. Nasi dwaj bohaterowie są wzorcowymi postaciami opery pekińskiej i ich maski zawsze są utrzymane we właściwych tonacjach kolorystycznych. Tak kolorowe posągi - to MUSIELI być oni. Zwłaszcza w parku przy Wuhouci, czyli miejscu poświęconym Liu Beiowi...

2016-07-16

kolczasty stary tobołek 刺老包

Wspominałam już niejednokrotnie, że kocham Yunnan za ciągłe poszerzanie mojej wiedzy botanicznej. Hmmm... głównie botaniczno-kulinarnej, ale jednak. Tym razem w jednej z ukochanych knajp natknęłam się na kolejne zielone paskudztwo, którego ani nazwa, ani wygląd nic mi nie mówiły. Oczywiście zamówiłam. Było pyszne, choć lekko gorzkawe. Większości Polaków smak gorzki kojarzy się głównie z lekarstwami i różnymi obrzydliwościami. Ja już jestem Yunnanką, więc odrobina gorzkiego smaku mnie nigdy nie zniechęca.
Gdy wróciłam do domu, przeszukałam internety i dowiedziałam się, że "kolczasty stary tobołek" to yunnańska nazwa "warzywa z wierzchołka drzewa" 樹頭菜, czyli Crateva unilocularis. Nadal nic mi to nie mówiło, więc szukałam dalej - crateva należy do rodziny kaparowatych. Czyli kolczasty stary tobołek jest kuzynem kapara! Jest jadany w Nepalu, Birmie, Laosie, Kambodży, Indiach, Wietnamie i w południowych prowincjach Chin.
Jest to jedno z naszych "dzikich warzyw" - czyli trzeba się po nie wybrać w góry (lubi wilgotne lasy na wysokości ok. 1500 m.n.p.m.). Tradycyjnie zbierało się je na wiosnę, razem z bambusami; z każdej okołobambusowej wyprawy wracało się nie tylko z koszem pędów bambusa, ale i ze sporą wiązką młodziutkich tobołków. Tradycyjnie jadało się je zblanszowane, w sałatce z chilli, solą i octem. Tego typu przysmaków próżno było szukać na targowiskach... i tak już zostało. Dziś żeby spróbować takiego przysmaku trzeba wybrać się do knajp słynących z "dzikiego jedzenia", czyli najlepiej - do knajp z Simao 思茅. To w nich jest bodaj największy wybór chwastów, przyrządzanych tak, by nie straciły pierwotnego aromatu. Ponoć zachowują też swe lecznicze właściwości - np. kolczasty stary tobołek ma pomagać na problemy z żołądkiem i nerkami, a także leczyć reumatyzm.
My dostaliśmy cratevę przyrządzoną bardzo po yunnańsku - usmażoną z czosnkiem i chilli:
Ciekawe, czy łodygi kaparów i rozwinięte kwiaty też dałoby się tak przyrządzić? :)

2016-07-14

Kunming TOP 10

Dzisiejszy post powstał oczywiście dla Klubu Polki na Obczyźnie. Kiedy jeszcze do Klubu nie należałam, powstał projekt Top 10 danego miasta; teraz mam okazję uzupełnić mój blog o wpis właśnie w ramach tego projektu. Co czynię skwapliwie, albowiem Czytelnicy też pytają, co w Kunmingu jest warte zobaczenia. Nie wiem wprawdzie jeszcze, jak się zmieszczę w marnej dziesiątce, ale niech tam :)

Świątynia Konfucjusza
A raczej marne pozostałości - pawilon, brama, mostek, trochę zieleni... Jednak nie z racji tradycyjnej architektury należy to miejsce odwiedzić, a dla... ludzi. To tu gromadzą się starzy kunmińczycy, by zagrać w chińskie szachy, w karty, by pośpiewać operę czy piosenki ludowe, by robić na drutach i wyszywać buciki. Jest to jedna z moich najukochańszych miejscówek. Więcej o Świątyni pisałam tutaj i tutaj.

Świątynia Prawdziwej Celebracji
Maleńki taoistyczny kompleks świątynny w sercu Kunmingu. Mingowsko-qingowskie budyneczki, mnisi uczący taichi i wróżący za drobną opłatą, ciekawe bóstwa, a przede wszystkim - schronienie przed miejskim hałasem. Więcej pisałam o niej tutaj.

Świątynia Yuantong
Najsłynniejsza yunnańska świątynia buddyzmu chan i jednocześnie jedyna stara świątynia ocalała w centrum Kunmingu. Pięknie położona, maleńka, spokojna - dobre miejsce do pooddychania senną, buddyjską atmosferą. Więcej pisałam o niej tutaj.

Kampus Uniwersytetu Yunnańskiego
To właściwie park. Najpiękniejszy gdy kwitną jabłonie albo miłorzęby, ale zawsze wart odwiedzenia - bo budynki uniwersyteckie mają już po sto lat i więcej, i są wybuchową mieszanką architektoniczną - od tradycyjnych budynków z kolorowymi chińskimi dachami po kolosy wsparte na greckich kolumnach...

Muzeum Kunmińskie
Na niepogodę albo na dwie godzinki nauki yunnańskiej historii - idealne miejsce, by lepiej zrozumieć to miasto i region. Więcej pisałam o nim tutaj.

Lotosowy Staw
W upalny dzień, gdy tylko bliskość wody ratuje nas przed szaleństwem, warto wybrać się do chińskiego parczku z pagodą i ślicznymi tradycyjnymi łódkami. O miejscu tym pisałam już tutaj.

Yunnańska Akademia Wojskowa
Znów gratka dla fanów historii - nie tylko ciekawe miejsce (koszary w centrum miasta :D), ale i muzeum z ładnie opowiedzianymi perypetiami XXwiecznego Yunnanu. Dobre miejsce na spacer w słoneczny dzień, ale dla znających chiński wizyta w muzeum też interesująca :) Pisałam już o tym miejscu tutaj, a o muzeum - tutaj.

Park Wielkiego Widoku
Park tuż przy Jeziorze Dian - ślicznie położony i całkiem atrakcyjny turystycznie, głównie ze względu na Budynek Wielkiego Widoku, który jest jego największą atrakcją, ale też z powodu przepięknego położenia i ładnej organizacji przestrzeni. Pisałam o nim więcej tutaj.

Miasto Herbaty
Po miejscach dla ducha czas na cielesne przyjemności. Targi herbaciane, na których można się zgubić, bo tak są ogromne; herbata sprzedawana na kilogramy, a nie saszetki, z obowiązkową - i jakże przyjemną! - degustacją. To trzeba zobaczyć! A pisałam o Mieście Herbaty tutaj.

Szmaragdowozielone Jezioro
Czyli kunmiński Central Park. Miejsce, którego nie można ominąć. Piękne zawsze - pod warunkiem, że nie ma się alergii na ludzi, których zawsze jest tu sporo. Miejsce piękne samo w sobie - bo woda, bo budyneczki w chińskim stylu, bo lotosy, ale też z powodu tańczących staruszek i kaligrafów z wielgachnymi pędzlami. Piękne za dnia i w nocy. Moje najukochańsze miejsce w Kunmingu. Więcej pisałam o nim tutaj.

Ech... Zanim się obejrzałam, jest już dziesięć miejsc, a przecież one wcale nie wyczerpują listy! Zaglądajcie do zakładki Kunming, bo to właśnie tam można znaleźć to, za co kocham moje miasto :)