blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-02-15

Park na Grobli 海埂大壩公園

Pisałam już kiedyś i o nim, i o bujnie rozwijającym się tam rybołówstwie. Dopóki mieszkaliśmy w zachodniej części Kunmingu, blisko Jeziora Dian, często jeździliśmy tam na spacery. Oczywiście jeździliśmy na rowerach; była to bardzo miła, może parugodzinna przejażdżka. Czasem zostawialiśmy rowery na parkingu i szliśmy na spacer brzegiem jeziora. Miłą końcówką takiego spaceru był posiłek w którejś z restauracji w stylu "chłopskie jadło" - duże porcje, świeżo zebrane warzywa, świeżusieńkie ryby.
Tym razem zabrał mnie tam jeden z tajtajów. Miałyśmy się nacieszyć przechadzką w słońcu przed kolejną lekcją angielskiego. Zabrała mnie tam samochodem, a potem spacerowałyśmy szerokim deptakiem, pełnym ludzi, pod kłębiącymi się mewami.
Cóż, to właśnie taki spacer w chińskim stylu: tłumy, szeroka droga, najlepiej jeszcze przekąski. Ja miałam inny plan: poprowadziłam mojego tajtaja w całkiem inną, trochę dzikszą stronę:
Jak widać, wcale nie było tak dziko. Był port, mostek, żwirowa ścieżka... Ale mój tajtaj coraz bojaźliwiej oglądał się za siebie i w końcu pyta: a może jednak zawrócimy? Tutaj nikogo nie ma! Czy tu jest bezpiecznie?
"Nikogo nie ma". Tzn. nikogo w zasięgu wzroku, ale pięćset metrów dalej zaczyna się wioska, pola uprawne itd. Uspokoiłam ją, że nic nam się nie stanie i że spacerowałam tędy wiele razy. Widać jednak było, jak odetchnęła z ulgą, gdy po okrążeniu wioski trafiłyśmy znów do miejsca, które znała i które było pełne ludzi. W tym samym momencie mi zrzedła mina - znów tłumy, już po miłym spacerze, czas na typowe chińskie przepychanki...
Lubię moje tajtaje, bo za każdym razem pokazują mi w całej krasie różnice kulturowe :D

2 komentarze:

  1. A może tylko ta jedna tak ma? Wypróbuj inną. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbowałam :) Pojedyncze sztuki lubią prawdziwą przyrodę, reszta woli tę "udomowioną" wersję z dużą ilością ludzi...

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.