blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-01-27

dwa razy bo

Nie mówię o polskim zamienniku "ponieważ". Mówię o dwóch chińskich wyrazach wymawianych bō: 撥 i 波. Zacznę od tego drugiego, bo bliższy sercu. Wchodzi bowiem w skład chińskiej nazwy naszego państwa: 波蘭 Bolan czyli Polska. Przede wszystkim jednak jest falą, zarówno tą morską, jak i elektromagnetyczną.
Drugie bo ma około miliona znaczeń, m.in. - zadzwonić do kogoś, odsunąć kogoś, brzdąknąć (np. na gitarze), podsycać ogień... Nas jednak interesuje nie czasownikowo, a klasyfikatorowo. Wówczas oznacza grupę - np. grupę ludzi.
Te dwa słowa będą mi dziś potrzebne do sprzedania Wam anegdotki. Otóż mój domolubny mąż dał się w końcu zaprosić parze przyjaciół na kolację. Z żoną został zaproszony! Nie na taką typowo chińską z tuzinem ludzi w knajpie, a na domową, przygotowaną własnoręcznie przez panią domu. Na palcach ręki mogę policzyć sytuacje, gdy zostałam zaproszona przez nie-rodzinę i nie-studentów do domu. W dodatku spotkaliśmy się tylko w piątkę (przyjaciele mają syna) i nikt nie włączył telewizora! Już całkiem mnie podbili, gdy na pożegnanie dostałam książkę (powinna Ci się spodobać, mam nadzieję, że o niej pogadamy, jak skończysz).
Pan domu widział mnie właśnie pierwszy raz w życiu; pani domu mnie już trochę znała. Dla niego fakt, że mogliśmy pogadać o kulturze, religii czy pożartować po chińsku był absolutnie nadzwyczajny. Zaczął mnie chwalić, że jestem prawdziwym specem od chińszczyzny; ja oczywiście zaprotestowałam, a on powiedział, że przecież na pewno wiem, co znaczy sformułowanie 一大撥妹子. Widząc moją konsternację reszta wybuchnęła głośnym śmiechem.
A ja... ja nie zrozumiałam dowcipu.
一 - jeden
大 - wielki
撥 - grupa
妹子 - kolokwialnie - dziewczyny, dziewczyna
Wielka grupa dziewczyn.
Co w tym takiego śmiesznego?
Ano to, że tak samo brzmi zdanie 一大波妹子.
Eeee...
Nadal nie rozumiem. Wielka fala dziewczyn? O co chodzi?
Na śmierć zapomniałam, że w paru chińskich dialektach, m.in. kantońskim i w tajwańskiej wersji mandaryńskiego 波 to nie tylko fala, ale i... kobieca pierś. Zazwyczaj mówi się na nią "boba" 波霸 i oznacza dokładnie "wielki cyc" albo "dziewczyna z wielkim cycem". Wystarczy wpisać to hasło w chińskie wyszukiwarki i zobaczyć zdjęcia...
Czyli nie żadna wielka fala, a "dziewczyna z wielkim cycem". Oczywiście jest to kalamburek, który rozśmieszy raczej kogoś, kto dopatruje się erotycznych przesłanek w każdym usłyszanym słowie, a w dodatku sam żart jest niegramatyczny (brak klasyfikatora; zamienione bo jest przecież piersią, a nie klasyfikatorem), jednak został już usankcjonowany w tylu kiepskich komediach, że dla przeciętnego Chińczyka jest oczywistą oczywistością.
Nie wiedziałam. Nie zdałam testu.
Mam nauczkę na przyszłość: można dyskutować o filozofii, sztuce i religii, ale trzeba znać też kolokwializmy i język żartów. Nie samym Dantem człowiek żyje...
Jedno pocieszenie: każdego dnia uczę się czegoś nowego. Więc nie jest ze mną aż tak źle, prawda?

5 komentarzy:

  1. Oj tam, oj tam! Radzisz sobie całkiem nieźle. Nie musisz znać wszystkich dowcipów :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy27/1/16 19:59

    Hihi ta "im dluzej sie ucze tym bardziej widze jak niewiele umiem" powiedzial by pewnie filozof...a jezyk to cos tak zywego i zmiennego, ze nigdy nie da sie powiedziec "wiem juz wszystko". Mnie zawsze dziwia osoby ktore wyjechaly gdzies tam na pare miesiecy a moze tylko tygodni i uwazaja, ze swietnie nadaja sie juz na tlumacza profesjonalnego :-) ;-)

    Z drugiej strony rozumiem ta euforie ktora ogarnia nowicjusza wtedy gdy wreszcie przynajmniej mniej wiecej rozumie prosty jezyk potoczny :-)

    U nas sie mowi na taka "cycata panne", ze ma: "duzo drzewa przed chata" co nowicjuszy probujacych przetlumaczyc cos takiego doslownie wprowadza w oslupienie niemal rowne bibliujnemu. Stoja wpol slowa niczym zona Lota i kombinuja...Oj pamietam jak i ja tak stalam sluzac rozbawieniu calej grupy.

    Kocham Twojego Bloga Natalio
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dużo drzewa przed chatą też jest fajne :)

      Usuń
  3. U nas wielu jeszcze pamieta Upadłą Madonnę z wielkim cycem Van Klompa;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.