blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-09-21

herbata dla ZB

ZB nie potrafi parzyć herbaty. Poszłabym dalej i powiedziała, że nie potrafi też jej pić. To znaczy - potrafi przełykać gorący napój, który bazuje na liściach herbaty, ale kompletnie nie ma pojęcia, o co w tym tak naprawdę chodzi. Wrzuca garść liści zielonej herbaty do plastikowej butelki, zalewa je wrzątkiem i zadowolony. Żadne gaiwany, czajniczki, czareczki, temperatura parzenia - on o tym nie wie i nie chce wiedzieć. Jeśli ja zaparzę zieloną herbatę tak, jak trzeba, ZB wypije trochę, powie, że za słaba i pójdzie zepsuć, pardon, zaparzyć herbatę po swojemu.
Nie próbuję go zmieniać. Naśmiewam się tylko czasami, a i to raczej subtelnie, żeby mu nie zrobić przykrości. Bawi mnie, że ja, białas, wiem więcej o herbatach i tradycyjnym chińskim parzeniu, niż on. Jestem jednak dobrą żoną i, znając jego preferencje, codziennie rano przygotowuję jego butelkę. Wylewam wczorajszą herbatę, płuczę z resztek pyłu herbacianego, wsypuję garść liści. Nie zalewam wrzątkiem, tylko dodaję trochę zimnej wody, żeby liście miały się okazję rozwinąć zanim ZB oparzy je wrzątkiem. Biedne liście...
Butelka stoi na stole i czeka na ZB; po śniadaniu będzie mógł ją zabrać do pracy.
ZB przychodzi, patrzy na butelkę i zaczyna nawijać:
"Beznadziejną herbatę kupiłaś. Cały dzień się parzyła i popatrz - liście nadal nierozwinięte. Pomarszczone. W ogóle nie ma aromatu. Co to w ogóle jest?".
Wiem, że chce mi w ten sposób żartobliwie zakomunikować, że zauważył zmianę liści w butelce i wie, że to świeża. Ale ja wzdycham ciężko i mówię: "choć raz mógłbyś zamiast tysiąca wyrazów i dziesięciu tysięcy słów ograniczyć się do dwóch".
ZB śmieje się w głos i mówi: "dziękuję kochanie".

4 komentarze:

  1. Jaka sympatyczna historia :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Narobiłaś mi smaku! Idę sobie zrobić herbatę!!
    A mogę opowiedzieć herbacianą historyjkę? Mogę.
    20 lat temu w USA nie było dobrych herbat, tylko beznadzieja na sznurku. Przyszedł do nas w gości Algierczyk, który od wielu lat nie był w swoim kraju. Zrobiliśmy mu "polską", czyli chińśką czarną herbatę w imbryczku. Popił łyk, drugi, trzeci, i zaczął opowiadać, jak to pracował przy budowie linii elektrycznej przez pustynię, w słońcu i w upale , i jak stale pili z "chłopakami" podobną herbatę.Jak to bez tej herbaty było by już po nich, a linia elektryczna nigdy by nie powstała. Dolewaliśmy mu kilka razy, a jak się herbata w imbryczku skończyłą, to siedział cicho przez jakiś czas, a potem poprosił o jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata ma w sobie coś niezwykłego, prawda? Łączy ludzi z wielką łatwością :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.