blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-08-04

Jaskinia Nieśmiertelnych 仙人洞

Jednym z głównych punktów programu każdej wycieczki do Puzhehei jest przejażdżka łódką po tutejszych jaskiniach, w iście magiczny sposób połączonych z jeziorem. Do niektórych można wpłynąć i wypłynąć, nie dotknąwszy stopą gruntu. Do niektórych można wpłynąć, ale potem brodzi się po kolana w lodowatej wodzie; w innych rzeczkę omija się szerokim łukiem, idąc wąskimi ścieżynkami.
Kiedy my wybraliśmy się do Puzhehei, przestało lać pierwszy raz od miesiąca. Szczęście w nieszczęściu - przestało lać, ale niestety poziom wody podniósł się tak, że centrum turystyczne odwołało możliwość zwiedzenia czterech najbardziej znanych wodnych jaskiń. Jednocześnie centrum pozostawiło absurdalnie wysoką cenę biletów niezmienioną - 200 yuanów od osoby, czyli około 100 złotych. I żadnych jaskiń. Dla mnie było oczywiste, że poszukamy innego rozwiązania, choć ZB jak zwykle marudził.
Wybraliśmy się na parokilometrowy spacerek i znaleźliśmy prywatną... hmmm... z braku innego słowa - przystań, z maleńkimi, trzyosobowymi łódeczkami. Właściciel zapewnił nas, że do jednej z jaskiń można się wybrać, bo wprawdzie została zalana, ale jeśli nie boimy się brodzenia po kolana, to będzie nam się podobać.
Nie baliśmy się. Było cieplutko, ze 25 stopni, a woda nie była specjalnie zimna. Zapłaciliśmy 20 yuanów od osoby, a właściciel dorzucił przejażdżkę (przepływkę?) po jeziorze gratis.
Wybraliśmy się do Jaskini Nieśmiertelnych. Długa na prawie półtora kilometra, ale tylko część trasy pokonuje się łodzią. I - chyba tak jest lepiej, bo wioślarzowi, który nas tam zabrał, opatrzyły się już piękne widoki i nie zatrzymywał się przy każdym stalaktycie, któremu chciałam cyknąć fotkę...
Urzekł mnie "Wielki Mur" - na pewno go rozpoznacie na zdjęciach. Zresztą - całość mi się bardzo podobała, co chwila przystawałam w zachwyceniu z okrzykami radości.
I wiecie? Chociaż nie przepadam za jarmarcznym oświetleniem, jakie Chińczycy pakują do wszystkich jaskiń, to muszę przyznać, że jeśli się na chwilę zapomniało o tym, że to cud elektryczności, a nie natura, to zjawisko krasowe odbijające rozmaite barwy było wprost magiczne. Na miejscu Nieśmiertelnych też bym tam chciała zamieszkać...

2 komentarze:

  1. Super! Dla mnie jaskinia i łódka to coś magicznego, bardzo chciałabym kiedyś zwiedzić taką jaskinię i też bym zapewne wydawała okrzyki radości :) tylko nie jestem przekonana do takiego kolorowego oświetlenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jestem wielką fanką takich jarmarcznych rozwiązać, ale muszę powiedzieć, że dzięki intensywnemu oświetleniu różnych kolorów i podającego z różnych stron, odkrywałam poszczególne obiekty mając do dyspozycji całą gamę pięknych odcieni :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.