blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-07-17

zaskoczenia

Gdy miałam 16 lat, byłam głęboko wewnętrznie przekonana, że do końca życia będę mieszkać w Polsce i że, ogólnie rzecz biorąc, nauka języków obcych to strata czasu.
Od tego czasu nauczyłam się w stopniu przynajmniej podstawowym pięciu języków obcych, a na co dzień używam bodaj najbardziej egzotycznego, bo chińskiego. Od lat mieszkam poza Polską; tak długo, że nie uważam już tego za niezwykłe, a za całkiem normalne. Tkwiąc w takiej rzeczywistości wracam czasem do Ojczyzny, by zobaczyć ją z nowej perspektywy i nowymi oczyma. Zaskakują mnie sprawy, które dawniej uważałam za całkiem naturalne.

Polska jest płaska. Przyleciałam do Warszawy, jechałam samochodem na Śląsk. Pod koniec było trochę pagórków, ale - Polska jest płaska. Mieszkam w Yunnanie i tak wielkie kawały płaskiej przestrzeni po prostu rzadko widuję.
***
Polska jest pusta. Ludzie narzekają na tłok w galeriach handlowych, a ja się zastanawiam, czy to przez jakąś zarazę nie ma tutaj ludzi. W ciągu dwóch tygodni ani raz nie została naruszona moja przestrzeń osobista.
***
Ludzie są obojętni. Można się wywrócić wysiadając z taksówki i nikt nie reaguje.
***
Jakie tu jest tanie pieczywo! I ile gatunków! To samo dotyczy działu wędlin i szeroko pojętego nabiału.
***
Sklepy warzywne powinny się wstydzić, że się nazywają warzywne, a można w nich kupić tylko całkiem podstawowe jarzyny, w dodatku tylko jednego gatunku. Czyli na przykład jest jeden typ marchewki i jeden typ bakłażana. Który, nota bene, jest potwornie drogi. W ogóle, ceny warzyw porażają. Z mięsem lepiej - można kupić bardzo tanio rozmaite podroby i mięsa z kością. Za to mięso jest nieświeże - nie tuptało jeszcze rano, by wieczorem wylądować na talerzu.
***
Jajka sprzedaje się na sztuki. Na sztuki!!!! A nie na wagę.
***
Woda mineralna w szklanych butelkach jest genialna. I jest tyle różnych smaków! Nie mówię o smakowych, mówię o zwykłych mineralkach, z których każda inaczej smakuje...
***
Samochody zatrzymują się przed przejściem dla pieszych. Ja też się zatrzymuję, bo przecież jestem tylko jedna i na pewno samochód się nie zatrzyma dla mnie jednej, prawda? Polscy kierowcy są nad wyraz kulturalni, nawet jeśli robią miny i krzyczą.
***
Miasta są takie zielone!!
***
Jaki jest sens istnienia komunikacji miejskiej, jeśli przemieszczanie się nią jest kosztowniejsze niż jeżdżenie samochodem?
***
To samo dotyczy pociągów.
***
Jakie tutaj są tanie czereśnie! 6-7 złotych za kilogram! A w Kunmingu najtaniej za pięć dych!
***
Na ulicach za dnia widać dzieci. Popołudniami grają w piłkę w parkach i nikt dorosły ich nie pilnuje. Kończą szkoły w ludzkich godzinach - przed trzecią i nikt ich za rączkę nie prowadzi do domu. Mają czas się bawić.
***
W Polsce w zasadzie nie ma herbaty, chociaż wszyscy ją piją.

Nie przesadzam. Naprawdę mnie te sprawy pozaskakiwały. Mam przygotowanie teoretyczne i praktyczne - mieszkałam w Polsce większość życia - a i tak mnie one ukłuły w oczy. Jakimże więc szokiem musi być dla przeciętnego Azjaty pierwsza wizyta w naszym kraju! Oczywiście pod warunkiem, że zamiast być wożonym po Europie i wysadzanym tylko przy zabytkach, znajdzie mądrego przewodnika, który mu takie różnice pokaże. Pod warunkiem, że w ogóle będzie tych różnic ciekawy.
Nie pamiętam już moich szoków z pierwszej wizyty w Azji. Wszystko było nowe, a ja nie chciałam wydać się ignorantką. Nie zdawałam sobie sprawy, że przez ten pozorny luz tracę szansę odkrycia wielu pięknych i dziwnych rzeczy. Całe szczęście zmądrzałam choć troszkę i, gdy tylko widzę coś nowego, pytam, szukam, czytam.
Zróbcie próbę, dobrze? Pojedźcie w jakieś nowe miejsce i róbcie listę swoich zaskoczeń. Potem zastanawiajcie się, dlaczego Was to tak zaskoczyło i które z Waszych "zawsze", "powinno", "ale przecież" i "nigdy" zostało właśnie podważone. A potem - to trudne, wiem - postarajcie się z tym podważeniem reguł świata poczuć komfortowo. Przyjąć je z otwartymi ramionami.
Mnie też nie zawsze się udaje. Ale bardzo się staram :)

PS. Tak, byłam w Polsce, przepraszam, że nie dałam znać wszystkim, ale program był napięty do granic możliwości i po prostu nie dałabym rady spotkać się z nikim więcej...

17 komentarzy:

  1. Masz rację, nie trzeba daleko jechać, żeby poczuć różnicę (ale trzeba wyjechać na dłużej).

    Pamiętam moje zaskoczenie po kilku miesiącach spędzonych w Niemczech. Kraj sąsiedzki, wydawać by się mogło, że różnice są raczej nieistotne. A tu siurprajz. Po powrocie do Polski w oczy rzucały mi się 2 rzeczy: mnogość reklam na każdym kroku i koszmarny stan dróg i niektórych budynków. Jestem ciekawa, co mnie zaskoczy po dłuższym pobycie w Szkocji ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami nawet paręset kilometrów robi dużą różnicę...

      Usuń
  2. Ciekawe spostrzeżenia, potem napiszę Ci, jakie ja mam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie tam już nie dziwi, że mnie wszystko dziwi. :) I staram się pamiętać, by niczego nie brać jako "naturalne". Co dla jednego naturalne, dla innego nieznane.

    Jakiś czas temu na moim blogu pisałam, że Anglika niezmiernie zdziwiło, że nie chciałam herbaty z mlekiem. Komentarz Polaka pod wpisem: a po co dodawać mleko do herbaty?
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dał Ci prawdziwą herbatę czy to, co się pija w Europie? :D To właśnie siła perspektywy, prawda? Z im większej ilości perspektyw umiemy patrzeć, tym barwniej żyjemy :)

      Usuń
    2. No właśnie. W Anglii zdarza się, że o herbatę bez mleka trzeba specjalnie poprosić, bo domyślnie jest z mlekiem.

      Usuń
    3. A Chińczycy z politowaniem patrzą i na dodawanie mleka, i cukru, i cytryny :D

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Mimo że Francja i Polska leżą w Europie, to kiedy wracam do rodzinnego kraju po pół roku nieobecności, muszę na nowo do wszystkiego się przyzwyczajać. Oczywiście trwa to dzień, ale zawsze :)

    PS Jajka na wagę?? Czy są jeszcze jakieś inne produkty, które u nas kupuje się na sztuki a u Was nie?

    PS 2 Co rozumiesz pod pojęciem "naruszania przestrzeni osobistej" ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym zobaczyć coś jeszcze kupowanego na sztuki, żeby sobie przypomnieć... Ale za to zarówno wódkę luzem, jak i miody sprzedaje się u nas na kilogramy, a nie na litry :)
      Naruszeniem przestrzeni osobistej jest dla mnie potrącenie, nadepnięcie, albo stanie tak blisko, że wiem, kto kiedy ostatnio prał kurtkę ;)

      Usuń
  5. Ciekawe masz spostrzeżenia.
    To prawda, że wyjazd na kilka miesięcy nawet niedaleko, jak ja do Wiednia budzi refleksję . Gdy po mojej ośmiomiesięcznej nieobecności pojechałam do kraju, to tak jak Dianę, zaskoczyła mnie pstrokacizna wszędobylskich reklam i brak uśmiechu na twarzach ludzi. O komunikacji nawet nie wspomnę bo mnie sz..g trafił gdy 100 km pokonywałam 3,5 godziny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, komunikacja chyba irytowała mnie najbardziej :)

      Usuń
  6. Zdziwiłam się komentarzem o zatrzymujących się kierowcach, bo w Krakowie notorycznie boję się o życie wchodząc na zebrę- nie ma porównanie do Brytyjskich kierowców którzy zatrzymują się z uśmiechem :) Zgadzam się z herbatą bo w Polsce kompletnie nie doceniamy lepszych gatunkowo herbat sypanych. Bardzo fajny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D W liceum szok kulturowy przeżyłam właśnie w Londynie, w którym czułam się na ulicy bardzo bezpieczna, ale po przyjeździe z Chin Polska wydaje się całkiem, całkiem ;)

      Usuń
  7. @Aneta, jeśli już to nie brytyjscy kierowcy, a może angielscy? W Szkocji NIKT się nie zatrzymuje i nawet jak jesteś na jezdni to można mieć wrażenie, że niektórzy przyspieszają ;). Natomiast uwielbiam fakt, że przechodzisz gdzie i jak chcesz, nawet na czerwonym, ale trzeba to robić z głową. I można obok policjanta, nawet nie piśnie i nie będzie Cię gonił z mandatem, w przeciwieństwie do polskich policjantów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wszystko zalezy od tego, z jakiego kraju wracamy do Polski- jesli bedzie to kraj od nas lepiej rozwiniety, to zaskakuje nas mnostwo minusow, a jesli to bedzie kraj chaotyczny to potem Polska mocno zyskuje :)
    Ja przy powrotach z Gruzji bylam gotowa ziemie calowac- nasi kierowcy sa tacy grzeczni bo jak sa dwa pasy to nie jada piecioma kolumnami, przestrzegaja kolorow swiatel, nie trabia, nie wyprzedzaja poboczem, z reguly zatrzymuja sie przed przejsciem- szok!!!! A drogi w jakim wspanialym stanie mamy!!!!! :)) I wszedzie mozna zamowic cappucciono i kelner nie zapyta sie "but with milk or without milk?" (autentyk!). I ludzie stoja w kolejkach a nie pchaja sie lokciami z kazdej mozliwej strony!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam i zaskoczenia pozytywne, i negatywne. Daleka jestem od idealizowania któregokolwiek z "moich" krajów, choć muszę przyznać, że Chiny nadal mnie oczarowują.

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.